W kinie: "Folwark zwierzęcy"

W folwarku, zarządzanym przez mającego skłonność do alkoholu pana Jonesa, władzę przejmują zwierzęta, którymi dowodzą świnie. Od tej pory mają zapanować sprawiedliwość, dobrobyt i powszechne szczęście.

W folwarku, zarządzanym przez mającego skłonność do alkoholu pana Jonesa, władzę przejmują zwierzęta, którymi dowodzą świnie. Od tej pory mają zapanować sprawiedliwość, dobrobyt i powszechne szczęście. Dość szybko jednak okazuje się, że zwierzęta muszą pracować więcej niż zwykle. Zapowiadane wizje idealnej przyszłości odchodzą w zapomnienie wraz ze zmianami u steru na świńskie elity rządzące.

Chyba wszyscy czytali klasykę Orwella. Jeśli nie, proszę się nie przyznawać i czym prędzej obejrzeć film. Jest bowiem okazja, by zobaczyć to, co wcześniej widzieliśmy oczyma wyobraźni, na wielkim ekranie. A jest co oglądać – kolejny film (po „Dużym zwierzu” J. Stuhra) ze zwierzęciem (zwierzątkami) w roli głównej. Oprócz ponad setki chrumkających, szczekających, beczących i parskających żywych aktorów, użyto kilkudziesięciu lalek ze Studia Animacji Jima Hensona (znanego z „Muppetów...”), a zdjęcia obu połączono tak profesjonalnie, że różnica jest niezauważalna. Po raz pierwszy postarano się również o zsynchronizowanie ruchu ust postaci z wypowiadanymi przez nie kwestiami.

Bez wątpienia jest to lektura obowiązkowa, chociażby z powodu pierwszej poprawnie wykonanej ekranizacji „Folwarku zwierzęcego”. Od pewnego czasu jest wprawdzie wersja animowana, ale do nowego stulecia wejdziemy już z nową...


Zobacz również