W kinie: "Męska gra"

Przyznaję, że o futbolu amerykańskim mam takie pojęcie, jak większość Polaków. Mimo to film mi się spodobał, nawet zacząłem przyswajać fachowe określeni (jard, przyłożenie, zawodnik itp.)

Przyznaję, że o futbolu amerykańskim mam takie pojęcie, jak większość Polaków. Mimo to film mi się spodobał, nawet zacząłem przyswajać fachowe określenia (jard, przyłożenie, zawodnik itp.)

Sytuacja na ekranie jest skomplikowana. Zespół Rekinów przegrywa cztery mecze z rzędu. Pojawia się kolejny problem – najlepszy rozgrywający (Dennis Quaid, „Częstotliwość”) doznaje urazu kręgosłupa i nie może zagrać w kilku meczach. W jego zastępstwie pojawia się genialny Willie Beamen (Jamie Foxx), który nietypowymi i egoistycznymi zagraniami decyduje o wygranej kilku kolejnych meczów. Sukces szybko uderza mu do głowy. Staje się on typowym gwiazdorem, z czasem znienawidzonym przez drużynę. Całą ferajną opiekuje się trener (Al Pacino), nad którym czuwa właścicielka klubu (Cameron Diaz, „Being John Malkovich”).

Całej akcji opisać nie sposób. Reżyser (Oliver Stone) postarał się o dobry efekt. W filmie występuje raper LL Cool J, więc i towarzysząca muzyka jest tego rodzaju. Jeśli chodzi o dźwięk, polecam wsłuchać się w „muzykę” trzasku zderzających się ze sobą zawodników.


Zobacz również