W kinie: "Mission Impossible: 2"

Być może właściwszy byłby w tytule Superman, gdyż wyczyny Toma Cruise’a na skałkach są... niemal fantastyczne.

Być może właściwszy byłby w tytule Superman, gdyż wyczyny Toma Cruise’a na skałkach są... niemal fantastyczne. Zresztą nie jest to jedyna cecha agenta Ethana Hunta, która wprawia widzów w podziw, momentami przyćmiewany poczuciem nierealności sytuacji.

W każdym tego typu filmie bohater w mniej lub bardziej skomplikowany sposób ratuje świat przed szalonym złoczyńcą. Nie inaczej jest i tym razem. Partnerką Hunta (któryż z Nich obejdzie się bowiem bez kobiety?) jest przeurocza Nyah (Thandie Newton), w przeszłości związana z krnąbrnym Seanem Ambrose (Dougray Scott). Fabuła ubarwiona jest ogromną liczbą wszelkich efektów: pościgów samochodowo-motocyklowych, walk wszelakiego rodzaju, by nie rzec, że to efekty są poskładane w całość dzięki fabule.

Do filmu radzę podejść z dużą dozą fantazji i odczytać go trochę jak bajkę o walce dobra ze złem, nie mającą wiele wspólnego z rzeczywistością – wtedy powinniśmy wyjść z kina naprawdę zadowoleni; we krwi krążyć będzie jeszcze spora dawka adrenaliny, a nasze usta będą śpiewać „I know why you wanna hate me”... i tak jeszcze przez parę godzin...


Zobacz również