W kinie: "Śmiertelnie proste"

O produkcjach braci Coen mawia się wprawdzie, że są spod znaku „czarnego humoru”, jednak w ich debiutanckim filmie nie ma ani krzty humoru (czy może jej nie dostrzegłem?), za to rzeczonej czerni z pewnością nie brakuje.

O produkcjach braci Coen mawia się wprawdzie, że są spod znaku „czarnego humoru”, jednak w ich debiutanckim filmie nie ma ani krzty humoru (czy może jej nie dostrzegłem?), za to rzeczonej czerni z pewnością nie brakuje.

Żona właściciela knajpy nie znajduje w związku z nim upragnionej satysfakcji. Nawiązuje więc romans z barmanem, zatrudnionym w knajpie męża. Zdradzony mąż wynajmuje detektywa, który śledzi niewierną żonę i jej kochanka. Wkrótce też otrzymuje on zlecenie zabicia obojga w zamian za przyzwoitą sumkę. I w tym momencie zaczyna się lawina trupów i rzeka krwi, wiernie oddane na ekranie.

Cokolwiek niepochlebnego napisałem o humorze w tym filmie, jednego nie można mu jednak odmówić - niespodziewanych rozwiązań i niemożności przewidzenia dalszego ciągu filmu, a tym bardziej zakończenia.


Zobacz również