W kinie: Szara sowa

Pierce Brosnan z warkoczykami – widok ciekawy, aczkolwiek dla miłośników Bonda tak samo mrożący krew w żyłach jak gonitwa po dachu pędzącego pociągu.

Pierce Brosnan z warkoczykami – widok ciekawy, aczkolwiek dla miłośników Bonda tak samo mrożący krew w żyłach jak gonitwa po dachu pędzącego pociągu. Do tego nasz bohater ma śliczną indiańską towarzyszkę życia (Annie Galipeau), która jest istnym uosobieniem bajkowej Pocahontas. Razem żyją sobie w kanadyjskiej głuszy i wychowują dwójkę... bobrów, urocze maleństwa, których matka zginęła w sidłach bezlitosnego trapera – Szarej Sowy. Słysząc bezbronne piski osamotnionych bobrzątek i namolne namowy swej kobiety, twarde serce Indianina mięknie i od tej chwili nieustępliwie polujący na zwierzęce skórki myśliwy staje się prekursorem obecnych ekologów i miłośnikiem ginącego gatunku. Wydaje bestsellerową książkę o życiu Indian oraz przyrody i rusza w trasę promocyjną, podczas której głównym przesłaniem jego wystąpień staje się ochrona zagrożonych wymarciem bobrów.

Nowy wytwór Richarda Attenborough jest kinem bardzo familijnym, nawiązującym tradycjami do produkcji Disneyowskich. Spodoba się zwłaszcza dzieciom i starszym, średnio zaawansowani wiekowo uznają go za zbyt naiwny i bajkowy.


Zobacz również