W oczekiwaniu na cud

Rozwój sieci w naszym kraju wcale nie osiągnął punktu kulminacyjnego. W najbliższych miesiącach można się spodziewać zwiększenia tempa usieciowienia społeczeństwa - nie można jednak liczyć na cud "powszechnego dostępu".

Rozwój sieci w naszym kraju wcale nie osiągnął punktu kulminacyjnego. W najbliższych miesiącach można się spodziewać zwiększenia tempa usieciowienia społeczeństwa - nie można jednak liczyć na cud "powszechnego dostępu".

Problem stanowi nie brak chętnych do korzystania z Internetu, bo tych jest wielu, ale po prostu niedostatki infrastruktury. Firmy telekomunikacyjne prześcigają się w zapowiedziach nowych ofert ale choć następuje poprawa jakości usług, to tempo zmian jakościowych nie przyprawia o zawrót głowy. Budowa sieci, zarówno kablowych, jak i bezprzewodowych kosztuje i jest bardzo czasochłonna. Wiele osób zapomina że to właśnie infrastruktura jest arterią Internetu i zachwyca się powstawaniem dziesiątek portali i tysięcy zwykłych witryn.

Modem najpopularniejszy

Kondycja polskiego Internetu nadal jest słaba, bowiem na masowym rynku wciąż nie ma prawdziwej konkurencji w dziedzinie usług dostępowych do sieci. Według badania "Internet Business Monitor - fala letnia", zrealizowanego przez ARC Rynek i Opinia w dniach od 20 lipca do 25 sierpnia 2000 roku, większość internautów korzysta z ogólnopolskiego numeru TP S.A. 0-202122 (53,6% odpowiedzi przedstawicieli firm). Ogólnie z połączeń modemowych (modem analogowy z bezpłatnym i płatnym numerem, ISDN, call-back) korzysta 73,3% polskiej "firmowej" populacji internetowej. Poważniejsze podejście do podłączenia wykazuje więc jak widać mniejszość. Stałe łącze kablowe jest zainstalowane w co piątej firmie (19,8%). Z usług telewizji kablowych korzysta jedynie 1,7% internautów. Śladowe ilości przedsiębiorstw stosuje inne sposoby połączenia.

Dopiero zmiana takiej sytuacji może doprowadzić do prawdziwej eksplozji Internetu w Polsce – dalszą jego ekspansję w oparciu o połączenia analogowe należy uważać za krótkotrwałą protezę, na dłuższą metę wykluczającą możliwość korzystania z nowych usług (np. przekazy strumieniowe). Telekomunikacja Polska została sprywatyzowana, zaczynają działać na coraz poważniejszą skalę jej konkurenci, m.in. Netia, oraz komercyjni dostawcy usług internetowych (np. Dialog, Multinet, Pro Futuro). Ogromne ożywienie widać także w sektorze operatorów telewizji kablowych. Nadal jednak działania te nie przekładają się na znaczącą redukcję kosztu dostępu do Internetu czy rewolucyjne zwiększenie pasma dostepowego.

Wiele osób liczyło na to, że za 2-3 lat szybki dostęp do Internetu z każdego miejsca umożliwi UMTS. Jednak wysokie stawki i niejasności przetargu na koncesję telefonii trzeciej generacji odstrasza potencjalnie zainteresowanych operatorów (patrz: UMTS - równanie z niewiadomą ). Obecna telefonia GSM nie zapewnia natomiast odpowiednich szybkości, aby na poważnie zastosować ją jako platformę dostępu do Sieci. Nie spełnił też pokładanych nadziei system abonamentowego dostępu do sieci SDI, oparty na rozwiązaniach HIS firmy Ericsson. Kilka tysięcy użytkowników w rok po udostępnieniu tej usługi nie można uważać za sukces w 38-mln kraju.

E-handel to bajka?

Wydawać by się mogło, że rozwój polskiego Internetu został więc postawiony na głowie. W sytuacji gdy działania statystycznego polskiego internauty krępuje zarówno koszt dostępu do sieci jak i niezadawalająca (zazwyczaj) szerokość pasma nie może on być poważnym partnerem biznesowym. Za mało sensowne można uznać otwieranie kolejnego sklepu online – choć elity się znajdą to sieciowa, masowa publiczność nie poświęci wiele czasu na oglądanie witryny sklepowej i nie zostawi tam zbyt wielu pieniędzy. Przyszłość polskiego handlu elektronicznego leży w sektorze bussiness –to-bussiness. To nic nowego, jednak dopiero najbliższe miesiące pokażą, czy polski rynek poradzi sobie z tym wyzwaniem. Zdecydowana większość badanych przez ARC - 81,3% - deklaruje, iż ich firmy obecnie nie sprzedają swoich produktów lub usług za pośrednictwem Internetu. Założyciel Wydawnictwa Mikom, Witold Sikorski, przewiduje jednak szybki rozwój internetowego handlu: "W tym roku nasze obroty związane z zakupami przez Internet wzrosły o kilkadziesiąt procent." Z kolei prezes TP Internet, Sławomir Kulągowski uważa, że: "Największym wyzwaniem jest zróżnicowanie swojej oferty w stosunku do konkurencji, od której użytkowników dzieli tylko jedno kliknięcie." Stwierdził również, że na polskim rynku prawdopodobnie pozostanie 5 wielkich portali, które zajmą się wszystkimi usługami, także handlem, ale wiele wyspecjalizowanych serwisów będzie działać, o ile zaoferują odpowiednio wysoką jakość usług.

O przygotowaniu do wielkiego rozwoju polskiej sieci najlepiej świadczy liczba wniosków o rejestrację domen. Według Marcina Kusznera z NASK każdego dnia składanych jest ok. 500 nowych podań. Coraz popularniejsze staje się posiadanie adresu WWW i e-mail na wizytówce. Według badań ARC jest to jeden z najpopularniejszych sposobów informowania otoczenia o "wejściu w Internet". Jednak według tych samych badań polscy biznesmeni nie mają w przeważającej części pomysłu na, zwłaszcza biznesowe, wykorzystanie Internetu. Głównym powodem, dla którego w badanych firmach zdecydowano się na założenie Internetu jest wygoda jaką medium to ze sobą niesie, głównie możliwość skorzystania z poczty elektronicznej (42,7%). Innym deklarowanym powodem jest polepszenie komunikacji z klientami i dostawcami firmy (22,5%), a także ogólne zainteresowanie Internetem (21,4%). Jednakże tylko 30,9% firm deklaruje posiadanie własnego serwera, na którym są umieszczone skrzynki poczty elektronicznej. Większość firm korzysta z serwera udostępnionego przez inną firmę. Trudno również na poważnie brać opinie o "komunikacji z klientami", skoro badani najczęściej deklarowali, iż firmowe strony WWW uaktualniane są raz na miesiąc - 25,2% oraz raz na 2-3 miesiące - 17,7%. W większości raczej są to zatem tylko sieciowe "wizytówki", których ilość podstron wynosi najczęściej do 5 stron - 27,9% oraz od 6 do 15 stron - 27,6%.

Ponad połowa badanych nie wie, jaka część dochodów pochodzi z działalności firmy w Internecie, a 17,4% twierdzi wręcz, że żadna. Jedna czwarta badanych (23,7%) uważa, iż wpływy firmy z działalności internetowej mieszczą się w przedziale od 1 do 49%. Za to dosyć optymistycznie oceniają przyszłość – w opinii 11,4% respondentów obrót firmy z działalności w Internecie za 2 lata wyniesie od 50 do 100% dochodów.

Władza chce pomóc?

Ważnym elementem Internetu jest edukacja. W ramach akcji Interkl@sa, podjętej przez MEN, udało się doprowadzić do uruchomienia pracowni internetowych w każdym gimnazjum. W kolejce są szkoły podstawowe i średnie. Szerszy dostęp do Internetu wymusi zastosowanie komputerów jako narzędzia edukacji i wyszukiwania informacji w ramach różnych przedmiotów. Tomasz Raczyński, prezes Centrum Targowego Kielce, które organizowało w październiku br. targi Internet 2000, stwierdził, iż poważnym, a niedocenianym motorem internetyzacji może być walka z bezrobociem. "Dzięki Internetowi ludzie mogą pracować tam gdzie jest praca, nawet jeżeli jest to setki kilometrów od ich domów."

Sejm 14 lipca b.r. przyjął uchwałę, która zobowiązywała rząd do pilnego podjęcia prac legislacyjnych nad ustawami tworzącymi infrastrukturę prawną polskiej e-gospodarki. Niestety poza deklaracjami nie widać efektów legislacyjnych - wprowadzenia podpisu elektronicznego czy choćby określenia zasad zawierania umów przez Internet oraz ich opodatkowania. Dopiero w planach jest ustawa o dostępie do informacji. Zobowiązywać ma ona władze lokalne i centralne do publikowania przepisów właśnie w Internecie.

Przedstawiciele branży IT pytani w czasie targów Internet 2000 o przyszłość polskiej sieci nie potrafili udzielić jednoznacznych wypowiedzi. Jednak im dłuższy horyzont czasowy, tym ich wizje stawały się jaśniejsze, bardziej klarowne i optymistyczne. Większość przedstawicieli elektronicznego biznesu spodziewa się wielkich pieniędzy i wielkich sukcesów w większości związanych z rozwojem rynku usług i reklamy online. Podobnie oceniła nasz rynek Benita Mikołajewicz z ING Barrings, która łączną, tegoroczną wartość rynku usług w Internecie szacuje na 27,3 mld złotych, a wartość przychodów z internetowej reklamy na ok. 20 mln złotych. Według niej wzrost na rynku usług internetowych nastąpi jednak dopiero w roku 2005 - będą one na znacznie wyższym poziomie niż teraz i coraz więcej ludzi będzie z nich korzystać. Nie można jednak marzyć, że nawet za kilka lat Internet stanie się tak popularny jak telewizja czy radio. Dopiero wtedy, gdy będą mogły swobodnie działać w Polsce wielkie zagraniczne koncerny, z dużymi pieniędzmi i dużym doświadczeniem, będzie można poważnie mówić o dobrej kondycji polskiego Internetu. Niestety, polski rynek telekomunikacyjny zostanie zliberalizowany dopiero od 1 stycznia 2003 roku.


Zobacz również