Watykańscy Canonierzy

30 marca, w momencie gdy światem wstrząsnęła informacja o ciężkim zawale serca Jana Pawła II, do Watykanu ściągnęły ekipy reporterskie i fotoreporterskie z całego globu.

30 marca, w momencie gdy światem wstrząsnęła informacja o ciężkim zawale serca Jana Pawła II, do Watykanu ściągnęły ekipy reporterskie i fotoreporterskie z całego globu.

Czy oglądając w gazetach, magazynach i albumach zdjęcia z takich wydarzeń, zastanawiamy się, w jakich okolicznościach powstawały? Czy umiemy sobie wyobrazić, jak odpowiedzialna i stresująca jest praca fotoreportera? Czy z wizjerem przy oku można się wzruszać, przeżywać smutek i płakać? Czołowi polscy fotoreporterzy płakali, niemniej jednak musieli wzruszenie i refleksje zostawić na później. Najpierw materiał zdjęciowy należy przesłać do redakcji, zdążyć przed deadline’em. Wtedy w głowach rodzą się banalne pytania: jaki będzie transfer przesyłania zdjęć przez GPRS? A może znów padnie sieć komórkowa i trzeba będzie szukać kawiarni internetowej? Czy w centrum prasowym mają connect pointy, żeby się podpiąć z notebookiem?

Dlaczego fotoreportera bolą plecy, skoro tylko palcem przyciska spust migawki? Może dlatego, że torba z całym ekwipunkiem często waży ponad 30 kg? Jakim sprzętem fotografują zawodowcy?

Zdarza się, że małymi kompaktami. W jaką matrycę powinien być wyposażony aparat profesjonalisty? 16-megapikselowy 1Ds Mark II, czy wystarczy 4-megowy 1D?

W niniejszej prezentacji opisujemy warsztat pracy czołowych polskich fotoreporterów i dwóch włoskich rewolwerowców z Agencji Reuters i Associated Press, którzy od 30 marca do 8 kwietnia dokumentowali jedno z najważniejszych wydarzeń przełomu wieków – pożegnanie z największym człowiekiem na Ziemi.

Bartłomiej Zborowski - Polska Agencja Prasowa

Bartłomiej Zborowski - Polska Agencja Prasowa

Bartłomiej Zborowski - Polska Agencja Prasowa

Fotografował 8-megapikselowym Canon 1D Mark II (chętnie dokupiłby drugie body). Dokręcał obiektywy 16-35 mm/2.8, 70-200 mm, 300 mm, 400 mm, dwukrotny telekonwerter oraz pożyczony w Rzymie z European Press Photo Agency (którego PAP jest członkiem) długi teleobiektyw 600 mm (chciałby jeszcze zooma 100-400 mm). Wyposażony jest w trzy karty CF 1 GB oraz jedną 4 GB i trzy zapasowe akumulatory. Miał flesz, ale go nie używał. Używa tylko filtrów UV. Archiwizuje swoje zdjęcia na DVD, a kataloguje w FotoStation i ACDC.

- Kilka razy, gdy dochodziły nas informacje o pogarszającym się stanie zdrowia Papieża, zastanawialiśmy się, czy już trzeba jechać.

Decyzja zapadła w nocy z czwartku na piątek, gdy Papież miał silny atak serca. W piątek rano udało mi się kupić ostatni bilet lotniczy w klasie ekonomicznej do Rzymu - wspomina Zborowski.

Zrezygnował z miejsca w hotelu zarezerwowanego jeszcze w Polsce i zakwaterował się w innym, żeby być jeszcze bliżej Watykanu. Jako jeden z pierwszych fotoreporterów w piątek przed południem bez żadnych problemów od ręki odebrał akredytację.

- W piątek nie było jeszcze utrudnień, o których słyszeliśmy póęniej (kłopot z dostaniem się do Centrum Prasowego - przyp. red.).

Osobiście pomogłem mojemu redakcyjnemu koledze, który dotarł do Watykanu póęniej, odebrać akredytację. Przechodziłem pierwszy za strzeżoną barierkę i podawałem mu szybko swoją przepustkę. Takim fortelem dostaliśmy się szybko do Centrum Prasowego - wspomina.

Bartłomiej Zborowski

Bartłomiej Zborowski

Samo działanie Centrum, według Zborowskiego, było przystosowane dla dziennikarzy piszących, lecz nie dla fotoreporterów, brakowało connect pointów do podłączenia notebooków. Sam zdjęcia przesyłał z placu przez GPRS i notebooka (po wcześniejszej kompresji, kadrowaniu i lekkim czyszczeniu "śmieci z matrycy")

Fotografując modlących i pogrążonych w smutku ludzi, Zborowski starał się nie naruszać ich intymności. - Miałem łzy w oczach. Jednak praca fotoreportera wymaga koncentracji i skupienia, nie pozwala na przeżywanie. W Watykanie czas na refleksję przyszedł dopiero dwa dni po śmierci Papieża, kiedy ta bieganina się uspokoiła.

Wtedy poszedłem na plac św. Piotra, usiadłem i dopiero przeżywałem to wstrząsające wydarzenie - opowiada.

Sytuacja fotografów przyjezdnych była mniej komfortowa niż fotografów rzymskich.

- Nie mieliśmy tak zwanego watykańskiego poola. Lokalni fotografowie mieli swoje układy, wejścia do Bazyliki i to im ułatwiało pracę - mówi Bartek.

Sam dostał się do Bazyliki, gdzie było wystawione ciało Papieża, trzykrotnie. Uważa, że publikacja zdjęcia zmarłego Jana Pawła II ma sens tylko w przypadku, gdy jest wykonane w sposób pokazujący kochających wiernych oddających mu ostatnią cześć.

Bartek nigdy nie rezygnuje z żadnego elementu swojego wyposażenia reporterskiego. Zabezpiecza się nawet kompaktowym Canonem G5 (zdjęcia z tego aparatu znalazły się także we włoskich gazetach).

- Noszę ze sobą też kotwicę (w slangu fotografów tak nazywa się obiektyw 400 mm - przyp. red.). Brak długiego obiektywu byłby dla mnie ogromnym dyskomfortem, coś by mogło mnie zaskoczyć - mówi.

W ciągu tygodnia zrobił ok. 5 tys. zdjęć.


Zobacz również