Węgrzy protestują przeciwko "podatkowi od internetu"

Rząd węgierskiego premiera Wiktora Orbana szuka sposobów na zasilenie budżetu, a jednym z nich jest "podatek od transferu danych". Wczoraj tysiące ludzi protestowało w Budapeszcie przeciwko temu pomysłowi.

Na czym miałby polegać ten podatek? Opłata wynosiłaby 150 forintów (ok. 2 złote) za gigabajt transferu. Koszt ponosiłby dostawca sieci, ale nietrudno się domyślić, że chciałby to sobie odbić poprzez podniesienie ceny usług. Na Węgrzech do internetu podłączonych jest 72% społeczeństwa, więc informacja o planowanej opłacie była iskrą rzuconą na proch - wczoraj pod budynkiem ministerstwa gospodarki zebrało się ok. 10 tysięcy osób. Jedną z ich akcji było równoczesne włączanie setek smartfonów, inną - zbudowanie pod siedzibą rządzącej partii Fidesz barykady ze starych komputerów. Część z nich przerzucono nad bramą wiodącą do budynku.

Oprócz protestu na ulicach, zebrano także 36 tysięcy podpisów pod listem protestacyjnym. Przyniosło to skutki, ponieważ dziś rząd zapowiedział, że wprowadzi poprawkę do ustawy, która ma określić maksymalną wysokość "podatku od transferu". Według źródeł mają być osobne stawki dla użytkowników prywatnych i biznesowych. Ci pierwsi zapłacą maksymalnie 700 forintów (9,6 złotego), ci drudzy - 5000 forintów (68,4 złotego). Ustawa będzie rozpatrywana przez węgierski parlament ostatniego dnia października.


Zobacz również