Where Angels Cry - prawie jak "Imię róży" [recenzja]

"Where Angels Cry" to połączenie gry logicznej z elementami znanymi z gier "znajdź ukryte obiekty". Początek jest bardzo obiecujący...

Akcja zabawy ma miejsce pod koniec XIII wieku (dokładnie w 1286 roku). Nasz bohater - mnich - zostaje wezwany przez kardynała, który powierza mu szczególną misję. W pewnym górskim klasztorze kamienny posąg zaczął płakać prawdziwą krwią. Jakby tego było mało, w tajemniczych okolicznościach znikł opat. Należy zbadać, co się wydarzyło i czy za płaczącym pomnikiem nie kryje się jakieś oszustwo. Klimatycznie, prawda? Od razu nasuwa się widok budowli w ośnieżonych górach i ponurych, skrywanych przez klasztor tajemnic. Nie przeszkadza nawet dość irytujący głos kardynała, brzmiącego niczym przybysz z Europy Wschodniej próbujący znaleźć pracę w Londynie. Całkiem udane jest także animowane intro, przedstawiające podróż wierzchem naszego mnicha. Niestety, to co dobre, szybko się kończy.

Where Angels Cry

Where Angels Cry

W przypadku "Where Angels Cry" koniec dobrego następuje... od razu, wraz z początkiem gry. Przybywam do klasztoru, posąg faktycznie płacze krwią, wokół ośnieżone góry, gdzie wyją wilki, a ja zaraz po wejściu do klasztoru mam za zdanie... zasadzić kapustę na grządkach... Klimat pryska jak bańka mydlana, a im dalej, tym gorzej. Pominąwszy nawet fakt, że wszystkie napotykane postacie mówią również śmiesznie jak kardynał, jak się okazuje, gameplay to zlepek łamigłówek, które próbowano połączyć ze sobą poprzez śledztwo naszej postaci. Wyszło kiepsko. Można było zrobić tu scenariusz jak w przywołanym przeze mnie we wstępie "Imieniu róży", jednak scenariusz historii napisał nie Umberto Eco, a osobnik, który mógłby co najwyżej wygrac konkurs na wierszyk dotyczący gminnej straży pożarnej (a to, że jej szefem jest jego teść, nie ma znaczenia). Co gorsza, nawet nad łamigłówkami nie musimy się wysilać - przy każdej jest opcja pominięcia, czyli osiagamy sukces bez konieczności wysilania szarych komórek. Ja rozumiem, że to tzw. "gra casualowa", ale czy to nie przesada? W końcu dojdzie do tego, że będziemy podczas zabawy klikać myszką i nic innego nie robić.

A oto mój gameplay z rozgrywki:

Niestety, dostrzegam że producent - czyli Cateia Games - jedzie po równi pochyłej. Po świetnych Legend of Crystal Valley, czy też Kaptain Brawe i Strix zaczyna nam serwować coraz prostsze gry i w ddatku coraz gorzej wykonane. Szkoda, ale mam nadzieję, że dobre czasy dla firmy powrócą. Póki co Where Angels Cry odradzam - nie ma tu niczego ciekawego ani też interesującego, co mogłoby przyciągnąć nawet zagorzałego miłośnika zabaw logicznych.

Podsumowując:

Plusy:

- niektóre lokacje mają dość klimatyczny wygląd

- miły soundtrack

Minusy:

- scenariusz

- wtórność zagadek

- voice-acting

Werdykt: Where Angels Cry - prawie jak "Imię róży". Przy czym "prawie" robi kolosalną różnicę.

Ocena: 2/6

Wydawca: K.I.D.
Producent: Cateia Games
Data wydania: 2 X 2012
Strona oficjalna: HTTP://www.cateia.com
Wymagania: procesor 1,3 GHz, Windows XP/Vista/7, 512 GB RAM, 800 MB HDD, karta graf. 128 MB ze wsparciem 3D

Gra do nabycia na GamersGate:


Zobacz również