Wideorecenzja Medieval II: Total War

Witaj Książę, twój ojciec powiedział Ci dlaczego tu jesteś? Nie? Cóż, widocznie ma zbyt wiele spraw na głowie... Polacy ostatnimi czasy stali się stanowczo zbyt hardzi. Wysłali dyplomatów i domagali się oddania Wrocławia, który przejęliśmy od nich zaledwie rok temu. Domagali się! Masz pojęcie? Stanowczo najwyższy czas położyć temu kres. Ku chwale Świętego Cesarza i Narodu Niemieckiego oczywiście! Wybacz, że odchodzę od tematu, ale krew się we mnie burzy gdy słyszę, że te pogańskie psy mają czelność czegokolwiek żądać. Jestem Albrecht von Spiehel, dowódca słynnej armii wschodniej i pan na zamku praskim. Twój ojciec, a nasz Święty Cesarz Narodu Niemieckiego, zlecił mi, aby przedstawić Ci kilka spraw wagi państwowej. Pozwól za mną proszę...

Link do wideorecenzji

Total War to jedna z tych serii, które zmieniły sposób patrzenia na gry określane mianem "strategii". Cyklu nie trzeba nikomu przedstawiać, większość graczy kojarzy go albo z powodu doskonałego pierwowzoru, osadzonego w rozdartej wojną wewnętrzną Japonii Shoguna, średniowiecznego Medievala, lub też starożytnego Rome. Po kilku grach osadzonych w innym klimacie, autorzy zdecydowali się zmienić politykę - tak powstał Medieval II: Total War.

Na początku zaznaczę, że recenzja pisana jest na podstawie wersji zaktualizowanej patchem 1.1, co znacznie podnosi ocenę (naprawiono najbardziej rażące błędy w SI wroga, ulepszono dyplomację, dodano więcej siły kawalerii, która w "podstawce" była dość mierna).

- Od czego zacząć Panie? - Najlepiej od początku...

Już w menu gry widać pierwsze objawy tego, że w Medievalu II nie dokonała się jakaś zasadnicza rewolucja. Gracz ma do wyboru trzy główne tryby rozgrywki: wielką kampanię, scenariusz bitewny (bitwa własna, losowa lub historyczna), tryb multiplayer (bitwy online) oraz samouczek. Oczywiście najlepiej prezentuje się pierwszy z nich.

Aby postawić swe pierwsze kroki na drodze ku nieśmiertelności, musisz wybrać nację, którą przyjdzie Ci rządzić. W trybie Wielkiej Kampanii jest ich pięć: Anglia, Francja, Święte Cesarstwo Rzymskie, Wenecja i Hiszpania. "Tak mało? Niemożliwe!" - zawołacie. I macie rację. Wybór jest większy, ale aby pobawić się innymi narodami (w sumie jest ich 21, w tym Polska oraz... Aztekowie!) trzeba najpierw wygrać kampanię jednym z wyżej wymienionych.

Zabawa rozpoczyna się w roku pańskim 1080, kończy zaś w 1530. Całość rozgrywana jest trybie turowym i urozmaicana niezwykle widowiskowymi bitwami.

W pierwszej chwili po załadowaniu mapy, oczom gracza ukazuję się w pełni trójwymiarowa, szczegółowa i podzielona na regiony, mapa strategiczna. To w tym miejscu będziecie snuć plany swoich podbojów, przesuwać figury z wojskiem, budować, handlować, prowadzić działania dyplomatyczne, wiązać się w intrygi, zlecać morderstwa i sabotaż...

Innymi słowy - rządzić pełną gębą!

"...Pamiętaj młodzieńcze, że rządzenie państwem jest sztuką. Bo choć nie ulega żadnej wątpliwości, że władza Najjaśniejszego Cesarza pochodzi od Boga, to nie brak u nas łotrów, pełnych grzechu zuchwalców, którzy chcą po tę władzę sięgnąć. Głupcy! Nie wiedzą na jaką świętość i na przeciw jakiej potędze podnoszą dłoń..."

Część strategiczna Medievala II oferuje szereg rozbudowanych możliwości. Podstawą jest kontrola nad infrastrukturą państwa. Tutaj pojawia się pierwsza niespodzianka, ponieważ autorzy postanowili wyróżnić dwa rodzaje budynków "głównych" - miasta i zamki. Bardzo upraszczając, pierwsze służą przede wszystkim jako zaplecze ekonomiczne i dyplomatyczne, drugie zaś są głównymi trybami w machinie wojennej. I tak, w miastach można zbudować na przykład strażnicę miejską, koszary, warsztat, port, magazyn, kościół, katedrę, targowisko, wszelkiej maści gildie, obiekty związane z kulturą, etc., a w zamkach umieścić chociażby strzelnicę, plac ćwiczeń, odlewnię, królewskie koszary, rusznikarza czy ludwisarza (to oczywiście nie wszystkie budynki!).

Rozdzielenie "na dwa" nie ominęło też jednostek. W Medievalu II dzieli się je na specjalne (tzw. agentów) oraz zwykłe (czyli wojsko i generalicja). Trzeba powiedzieć, że zarówno jedni, jak i drudzy ogrywają w grze niemałą rolę.

Agenci, czyli księża, dyplomaci, księżniczki, szpiedzy, zabójcy czy kupcy służą do załatwiania najbardziej pilnych spraw państwowych: dbają o szerzenie "jedynej słusznej" religii, infiltrują tereny wroga, zwiększają dochody, zabijają niewygodne osoby, przekupują wpływowe persony, zawierają małżeństwa... Wspominałem już, że możliwości jest naprawdę dużo?

Ważne jest to, że działania agentów naprawdę wpływają na rozwój wydarzeń: wydanie księżniczki za wpływową osobę, pokorne wypełnienie próśb papieża, czy przekupienie wybitnego wrogiego generała przynosi nieraz znacznie większe korzyści niż pochód tysięcy rycerzy, który mordują i palą wszystko co napotkają na swej drodze... Choć trzeba przyznać, że ta opcja należy do bardzo pociągających...

Zresztą, jeśli już tak bardzo chcecie przelać trochę krwi, wystarczy, że weźmiecie udział w jednym z wielu wydarzeń, jakimi zaskoczy Was gra. Najważniejszym będą bez wątpienia krucjaty do Ziemi Świętej. Wysłanie wojsk do "ku chwale Najwyższego" zaowocuje na pewno przychylnością papieża i możliwością zdobycia ogromnych skarbów. Oczywiście wszystko według słów Pisma "Zło dobrem zwyciężaj!".

Drugim rodzajem jednostek jest wojsko. Tu ukłon w stronę autorów serii. W Medievalu II na znudzenie armią na pewno nie można narzekać. Do dyspozycji graczy jest ponad 250 rodzajów jednostek, od uzbrojonych w widły chłopów, przez ciężkozbrojną piechotę, kończąc na zabójczych muszkieterach i armatach. Prawdziwa zabawa rozpoczyna się jednak gdy cała ta ferajna pojawi się na polu walki.

Gotowi?! To skopmy tyłki skurczybykom!

"...Skoncentruj się młodzieńcze, bo to co teraz usłyszysz jest jedną z najważniejszych nauk dzisiejszego dnia. Rzymianie mawiali kiedyś, że rozum znaczy więcej niż siła. Kłamstwo! Po trzykroć kłamstwo powiadam! Historia pokazała jak bardzo się mylili. My nie popełnimy tego błędu! Przyjdzie dzień, gdy założysz zbroję, dosiądziesz konia i staniesz na czele potężnej armii. Zapamiętaj moje słowa i niech ręka trwa nie zadrży, gdy wydasz rozkaz, po którym ziemia spłynie krwią..."

Wydawałoby się, że dyplomacja to jedno, a wojna - drugie. Cóż, zasada widocznie ominęła Medievala II. W podstawowej wersji gry dyplomacja oznaczała tylko trzy minuty przerwy między jedną bitwą, a drugą (składanie propozycji, które nie miały szansy na powodzenie). Wojna była zawsze prowadzona przez SI "do końca" - nawet gdy gracz podbił już większość jego państwa i z rozpędu pozamiatał na ziemiach sojuszników. Na szczęście, po patchu sytuacja nieco się zmieniła (choć wciąż wymaga poprawek).

Chcąc nie chcąc, okazuje się, że w większości przypadków jedynym możliwym rozwiązaniem jest po prostu zbudowanie potężnej machiny wojennej i całkowita eksterminacja wroga.

Można to zrobić na dwa sposoby: wygrywając bitwy "automatycznie" lub prowadząc swoich wojaków osobiście. Niestety, tak jak we wszystkich poprzednich częściach Total Wara, pierwsza opcja powoduje u gracza jedynie salwę śmiechu (lub uderzenie pięścią w klawiaturę). Komputer jak był durny, tak durny pozostał - nieraz zdarza się, że ponosi całkowitą klęskę tam, gdzie gracz nie miał żadnych strat.

Ambitnemu władcy pozostaje jedynie przywdziać zbroję i wziąć sprawy w swoje ręce. Bitwy zasadniczo nie odbiegają od tych znanych z Rome: są dynamiczne, pełne akcji i widowiskowe. Gdzie jest różnica?

W Medievalu II wszystkie te cechy zostały podniesione do kwadratu i pomnożone razy sześć. Starcia liczących tysiące żołnierzy wojsk są iście epickie, zrealizowane z rozmachem jakiego nie powstydziłyby się najbardziej kasowe produkcje kinowe.

Poszczególne oddziały nie różnią się tylko nazwą. Każdy z nich ma swój niepowtarzalny charakter, własnego ducha, który tkwi w drobnych szczegółach: wyrazie twarzy walczących, herbach, uzbrojeniu, ekwipunku, sztandarach czy wreszcie - ruchach.

Aby jak najlepiej zaprezentować realizm pola bitwy, autorzy użyli wszystkich możliwych środków, z techniką motion-capture na czele. Dzięki temu, przechodząc na maksymalne zbliżenie, gracz może rozsiąść się wygodnie w fotelu i delektować obrazem walczących wojsk. Rozkosz dla oczu!

Niestety, tak jak wszystko, tak i bitwy w końcu się nudzą. Bo ileż razy można roznosić rycerstwem masy chłopskie, jak długo można patrzeć na uciekające w panice oddziały wroga czy czekać, aż dobrze ustawiony na moście (lub w bramie zamku) elitarny regiment odeprze hordy wrogich napastników? Niestety, alternatywą jest jedynie "automatyczna" walka... Która wiadomo jak się kończy.

Czy jesteś gotów na podbój świata?

"Na dziś to wszystko. Pozostawię Cię teraz z własnymi myślami. Wkrótce będziesz musiał zdecydować, czy chcesz rzucić rękawicę całemu znanemu Ci światu, całej Europie... Wierzę, że starczy Ci odwagi młodzieńcze... Żegnaj".

Czy warto kupić Medievala II? Fani serii nie muszą czekać z odpowiedzią na to pytanie i mogą od razu udać się do sklepów. Ci, którzy nie wiedzą nic o serii (a są tacy?) powinni wiedzieć, że pod nazwą Medieval II kryje się prawdziwy smakołyk. Jeśli oczekujecie przyzwoitej strategii, w której nacisk położony jest na walkę, a nie na skomplikowane wykresy ekonomiczne czy polityczne, to tytuł powinien Wam przypaść do gustu. Do zobaczenia na polu bitwy!


Zobacz również