Wielcy przegrani

Oszczędzanie uchodzi za cnotę. Jednak nie bezwarunkową; w końcu nie bez powodu powstała komedia Moliera "Skąpiec". W ekonomii jest podobnie.

Okazuje się, że zasada złotego środka pasuje i tu. Dotyczy to i krótkiego i długiego okresu. W krótkim okresie zwiększenie oszczędności w gospodarce wyzwala tendencje recesyjne. I nie ma znaczenia, czy gospodarka prowadziła życie na kredyt tak jak amerykańska, czy była Harpagonem. Po prostu nagły wzrost oszczędności, zwłaszcza prywatnych, doprowadza do zmniejszenia popytu w gospodarce. Jeśli następuje w środku recesji, jeszcze ją pogłębia. To zjawisko opisał John Maynard Keynes i nazwał je paradoksem oszczędności. Uczynił to w kontekście heroicznych wysiłków zrównoważenia budżetów przez część państw w latach Wielkiego Kryzysu; ortodoksja ekonomiczna hołdowała wtedy doktrynie zbilansowanych finansów publicznych. Wskutek tego prowadzono politykę procykliczną. Ograniczano deficyty, kiedy należało je zwiększać w okresie zapaści gospodarczej i odwrotnie - redukowano nadwyżki w czasach boomu, kiedy powinny być zmniejszane.

Obecnie raczej nie popełnia się tego typu błędów. Zastosowanie automatycznych stabilizatorów koniunktury, takich jak: progresywne podatki dochodowe, zasiłki dla bezrobotnych i pomoc socjalna, sprawia, że przy spadku PKB rozporządzalne dochody społeczeństwa kurczą się wolniej niż spadek PKB, podtrzymując popyt, a bilans finansów publicznych pogarsza się samoczynnie. Nazwa "automatyczne" pochodzi stąd, że raz ustalone zasady podatkowe i przyznawania zasiłków nie wymagają już żadnych decyzji rządowych, aby mechanizmy zadziałały i powstawał deficyt budżetowy (szerzej pisałem o tym w "ABC polityki fiskalnej", CEO 2/2009 ??). Kiedy obecnie zestawia siłę bodźców fiskalnych w różnych krajach, to sumuje się działanie automatycznych stabilizatorów łącznie z bodźcami na podstawie świadomych decyzji. Dlatego trzeba uważać przy interpretacji faktów i nie ulec bezkrytycznej wymowie liczb, bo niekoniecznie duża skala takiego bodźca odzwierciedla celowe działanie obecnego rządu. Może wynikać po prostu z bardzo wysokiego spadku PKB, który wywołuje znaczny ubytek dochodów podatkowych i bezrobocie, a to z kolei przekłada się na wzrost sumy zasiłków dla bezrobotnych.

W długim okresie oszczędzanie też nie zawsze bywa cnotą. Przekonuje o tym przypadek Chin, Japonii i Niemiec. Zacznijmy od Japonii i Niemiec, które są teraz rozżalone, że padły ofiarą kryzysu. Pyta się w nich, jak to jest możliwe, że kryzys gospodarczy dotyka je bardziej niż "utracjuszy": na 2009 r. prognozuje się 6-proc. spadki PKB w tych krajach, a tymczasem dla państw rozrzutnych, tak jak USA i Wielka Brytania, prognozy mówią o 3 - 4 proc. spadkach. Czy nie powinno być odwrotnie? Przecież Niemcy i Japonia dążyły do zrównoważenia finansów publicznych - Niemcom udało się to w 2008 r. Nie zdarzyły się w nich bąble spekulacyjne na rynku nieruchomości. W dodatku japońskie banki nie nabyły toksycznych aktywów na rynku USA po latach borykania się ze złymi długami. Tego nie można, co prawda, powiedzieć o bankach niemieckich, które poniosły duże straty, ale nie jest to powód do gorszej sytuacji niż w USA.

Przyczyną tego stanu są nadmierne oszczędności społeczeństw, które przejawiają się w wysokich nadwyżkach w bilansach bieżących; niemiecka, japońska i chińska przekroczyły odpowiednio 6%, 3% i 10% PKB w 2008. Od kilku lat konsumpcja prywatna w Niemczech systematycznie malała w relacji do PKB i wynosi nieco ponad 56% PKB. Podobny trend widać także w Chinach, gdzie udział konsumpcji w PKB malał latami i stanowi nieco poniżej 50% PKB. Tymczasem 60% PKB można uznać za coś w rodzaju normy, nie mówiąc o ekscesach USA. Japonia i Niemcy uzależniły się nadmiernie od eksportu, czyli od zakupów innych, tak jak kraje żyjące ponad stan znalazły się na łasce inwestorów zagranicznych. Kiedy załamał się światowy eksport w związku z kryzysem, Chiny, Niemcy i Japonia padły ofiarą tego załamania. Wysokie nadwyżki w wymianie zagranicznej są oznaką niezrównoważonego wzrostu gospodarczego, podobnie jak wysokie deficyty, dlatego kraje te muszą pobudzić popyt wewnętrzny, ale nie jednorazowo, lecz na trwale, a to wymaga reform strukturalnych. Na przykład Chiny powinny stworzyć lepsze systemy zabezpieczeń socjalnych, w tym emerytalnych i opieki zdrowotnej, aby Chińczycy zaczęli więcej wydawać na konsumpcję, zamiast oszczędzać na starość W Japonii jest już pod tym względem lepiej, ale niedociągnięcia systemu emerytalnego także hamują konsumpcję ludzi starszych w tym najszybciej starzejącym się społeczeństwie świata.

Morał jest taki, że oszczędzać też należy z umiarem, bo oszczędności uzależniają od dłużników. A na zakończenie kusi mnie maleńka prowokacja. Czyż więcej zabawy nie miały kraje rozrzutne? Odczuwają teraz zapewne smutek i stres, a może i wyrzuty sumienia, że boomy zamieniły na plajtę, ale tę ostatnią przeżywają też światowi ciułacze.

Autor jest wykładowcą WSHiP im. R. Łazarskiego oraz ekspertem CASE i PKPP Lewiatan.


Zobacz również