Wielki Brat czy brat bliźniak?

Wzorem nieśmiertelnego dowcipu - mówisz partia, myślisz Lenin - Office kojarzy się wszystkim z Microsoft Office, który zawładnął rynkiem i wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że są jeszcze programy innych producentów.

Wzorem nieśmiertelnego dowcipu - mówisz partia, myślisz Lenin - Office kojarzy się wszystkim z Microsoft Office, który zawładnął rynkiem i wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że są jeszcze programy innych producentów.

Nikt rozsądny nie zaprzeczy, że pozycja Microsoftu jest w tej chwili niezagrożona. Jednak w ciągu ostatnich 10 lat rozmaite firmy konkurowały z nim mniej czy bardziej skutecznie, a w ostatnim czasie pojawiły się rozwiązania, które stanowią potencjalne zagrożenie dla firmy z Redmond, zwłaszcza w sektorze małych firm i biur.

Konkurenci

Program retuszerski - elementarne funkcje wystarczające w domowych zastosowaniach.

Program retuszerski - elementarne funkcje wystarczające w domowych zastosowaniach.

Mniej zasobni i mniej wymagający użytkownicy korzystają chętnie z kosztującego grosze (przynajmniej w porównaniu z Office) pakietu MS Works, który doskonale się sprawdza w prostszych zastosowaniach. Gorzej, gdy potrzeby wykraczają poza domowe zapiski i rachunki - tutaj już bez oprogramowania typu Office się nie obejdzie, zwłaszcza w firmie.

Po latach zaciętego konkurowania przepotężny WordPerfect (i wszystkie jego późniejsze klony z Novella i Corela) usunął się z drogi Microsoftowi, sadowiąc się gdzieś w kącie w roli nieszkodliwego widza. Pozostał jednak Sun, który z hukiem usiłował wejść na rynek, oferując przez kilka lat kolejne odsłony darmowego StarOffice'a. Wsparty głosami przekornej prasy komputerowej, dogryzającej ciągle firmie Billa Gatesa, walczył zajadle o przychylność rynku, a co bardziej zorientowani obserwatorzy komputerowych realiów umieszczali tę walkę w kontekście szerszego, wielopłaszczyznowego konfliktu obu firm, m.in. wokół Javy. Jak to się skończyło, każdy widzi. StarOffice, ciężki, toporny i po prostu źle zorganizowany, przegrał batalię z kretesem, przynajmniej na platformie Windows, a najnowsza jego wersja (6.0) niespodziewanie nabawiła się przykrego dla jej upartych fanów statusu oprogramowania komercyjnego.

Obdarzeni lepszą pamięcią posiadacze komputerów wspominają jeszcze zapewne z rozrzewnieniem polski QR-Tekst, który prawie dekadę temu walczył dość skutecznie z MS Office, doczekując się wielu pochwał w prasie i wyróżnienia "Teraz Polska". Niestety, po QR-Tekście nie pozostał już nawet ślad (choć pewnie pracują jeszcze tu i ówdzie uniksowe wersje tego programu), a w naszej części Europy rolę kolejnej "pozytywnie zakręconej" firmy wzięła na siebie czeska kompania Software602, producent 602Text PC Suite. Ten sprytnie pomyślany pakiet wabi darmową wersją, aby co jakiś czas wyrzucać przy różnych czynnościach komunikat zachęcający do kupienia wersji komercyjnej, w której znikną wszelkie ograniczenia. Po niezbyt wygórowanej zresztą cenie, bo tylko za 30 dolarów.

Jednak prawdziwą konkurencję ma stanowić brat-bliźniak StarOffice'a (pod prawym przyciskiem myszy w Eksploratorze pozostała jeszcze nazwa StarOffice), rozwijany na podstawie open source OpenOffice, za który zabrała się spora grupa programistów. Z dużym zresztą rozmachem, bo równolegle powstają liczne ulokalnienia, a więc i polscy użytkownicy mają szansę skorzystać z jego bogatego instrumentarium. Tak więc Microsoft ciągle nie może spać spokojnie i musi pilnie obserwować, co wyniknie z kolejnej próby podkopania jego dominującej pozycji.

Do grupy darmowych pakietów należałoby jeszcze formalnie zaliczyć EasyOffice, epatujący prawie 60-megabajtowym archiwum instalacyjnym i 17 ikonami na pulpicie. Jednak przygoda z nim skończyła się szybko i brutalnie, gdy próba napisania słowa "ponieważ" spowodowała jego skasowanie. Jako że tylko wyraz "może" da się napisać przez rz, przynajmniej bez protestu ze strony słownika ortograficznego, cały pakiet musiał pójść do kosza. Zresztą irytujące komunikaty o dobroczynnych skutkach zakupienia komercyjnej wersji programu do biur i wręcz paskudne ikony paska narzędzi także nie budzą sympatii potencjalnego klienta.

Przyjrzyjmy się zatem, co mają do zaoferowania 602Text PC Suite i Open Office. Trzeba przy tym wyraźnie podkreślić dwie okoliczności. Po pierwsze, są to programy z innych półek, wyraźnie różniące się zakresem funkcji, choć oba pretendują do miana pakietu biurowego. Jednak OpenOffice to "pełnokrwisty" zestaw narzędzi biurowych (jeśli nie liczyć braku bazy danych), a 602 do folbluta w żadnym razie nie da się porównać. Po drugie, nie sposób pominąć w ich ocenie zgodności z MS Office, którego formaty pełnią w świecie komputerów funkcję biurowej lingua franca. Czy tego chcemy, czy też nie, wymienność dokumentów z Wordem czy Excelem, choćby w uproszczonej postaci, jest warunkiem uznania programu za spełniający choćby w minimalnym stopniu wymagania dzisiejszego użytkownika biurowego.

602Text PC Suite

Wyższość języka czeskiego nad polskim polega na tym, że Czesi nie mają litery ą. Polski użytkownik zapewne zdziwi się, gdy po naciśnięciu kombinacji [Alt A] zobaczy na ekranie okno dialogowe mające niezbyt wiele wspólnego z tą literą. Nawet dokładne spenetrowanie menu i wszystkich możliwych opcji nie przybliża do rozwiązania zagadki. Dopiero gdy - zwykle przez przypadek - naciśniemy kombinację [Ctrl M], wyświetli się okno dialogowe Executable Macros w którym można wyczytać, że skrót [Alt A] uruchamia makropolecenie Abbreviations. W Properties trzeba więc usunąć literę a, przywracając w ten sposób ą polskiemu alfabetowi. Od tej chwili można już pisać po polsku.

Pakiet składa się z edytora tekstów (602Text), arkusza kalkulacyjnego (602Tab) i programu graficznego (602Photo).

Edytor jest dość zaawansowanym narzędziem, obsługującym także polskie strony kodowe w plikach tekstowych i HTML, mającym potencjał wyraźnie większy niż edytor pakietu zintegrowanego Works - można tu wymienić: podział na rozdziały, strony i sekcje, tworzenie spisu treści i skorowidza, stopki i nagłówki, przypisy dolne, wysyłkę grupową (poczta lub faks) z generowanym autotekstem, formularze, style, szkice, praca w trybie HTML, gotowe kształty graficzne, tabele z autoformatowaniem, naklejki, statystykę tekstu, śledzenie zmian w tekście, edycję w szpaltach, wreszcie liczne paski narzędzi (czasem dość niesforne). Naukowcowi publikującemu w Internecie przyda się funkcja generowania dokumentu HTML z hipertekstowym skorowidzem - edytor posługuje się zresztą trafnie zaprojektowanymi stylami CSS, a tworzony kod jest zaskakująco czysty.

Arkusz kalkulacyjny oferuje około 200 funkcji obliczeniowych (dwukrotnie więcej niż Works) i 50 wykresów, a zeszyty mogą zawierać wiele arkuszy. Można kopiować formuły, dostępna jest funkcja wyszukiwania celu i optymalizacji oraz tworzenia list wypełniających kolejne komórki. Jest też ochrona dokumentu i zamrażanie fragmentów arkusza na ekranie. Moduł graficzny uzwględnia kilkanaście formatów graficznych oraz obsługę skanera i kamery internetowej. Moduły współpracują ze sobą - np. można zagnieżdżać w edytorze arkusz czy grafikę.

Osobliwością jest otwieranie bez potwierdzenia dokumentu z listy ostatnio edytowanych - program nie zauważa wtedy jego strony kodowej. Trzeba zatem otwierać pliki za pomocą polecenia Open, z jawnym podaniem strony kodowej, jeśli jest to np. plik TXT. Ponowne otwarcie pliku HTML nie uwzględnia zadeklarowanej strony kodowej, co powoduje zmianę skryptu czcionki na zachodni.

Edytor nie zawiera słownika ortograficznego, trzeba dokupić odpowiedni moduł, podobnie jak faks, moduł indeksowania i wyszukiwania pełnotekstowego, funkcje eksportu do XML, text-to-speech, kody kreskowe, tworzenia PDF czy masowej wysyłki z obsługą bazy danych.


Zobacz również