Wielki mały rynek

W świecie show biznesu i na lokalnych rynkach wielkie ryby pożerają małe ryby, zmieniają nazwy i strefy wpływów. Trwa ciągły ruch, a my tracimy głowę: kto nam to sprzedał i co tu jest grane?!

W świecie show biznesu i na lokalnych rynkach wielkie ryby pożerają małe ryby, zmieniają nazwy i strefy wpływów. Trwa ciągły ruch, a my tracimy głowę: kto nam to sprzedał i co tu jest grane?!

My, widownia, w swojej masie, na którą składają się zarówno miłośnicy kina, wielbiciele sprzętu, zbieracze gadżetów, jak i zwykli snobi, jesteśmy przepastnym gardłem, które łyknie wszystko. Lubimy kolorowe opakowania, cenimy efekty, które wciskają nas w fotel. Elektryzują nas słowa zaczynające się od "naj" i chcielibyśmy wszystko mieć "już".

Urok zaścianka

Producenci filmów zdają sobie z tego sprawę. Nie ma miesiąca, żeby na firmamencie hollywoodzkich gwiazd nie pojawiło się nowe nazwisko, w kinach tytuł, a w sklepach jeszcze gorąca płyta. Oczywiście, wszystko odbywa się w atmosferze wielkiego wydarzenia, nierzadko sensacji, a już najlepiej skandalu, bo przecież nic nie sprzedaje towaru lepiej niż on. Ta zasada obowiązuje wszędzie, u nas jednak (na polskim rynku DVD) przybiera, jak zwykle, swoistą formę.

Po każdej - śmiało można sobie pozwolić na taką generalizację - a więc po każdej premierze filmu rozpętuje się burza. Brak polskich napisów, brak któregoś kanału, błędna informacja na okładce, obraz poniżej krytyki, brak jakichkolwiek dodatków to cechy, które rozczarowani nabywcy wymieniają jednym tchem. Na dystrybutora spadają gromy, a prywatni importerzy zacierają ręce, bo te same filmy po znacznie niższej cenie i nierzadko o wiele wcześniej sprzedają się u nich na pniu. Klienci nie znają marki, której mogliby zaufać.

W Polsce działa co najmniej kilkanaście firm wydających i rozprowadzających płyty DVD. Konkurencja jest duża, bo rynek jest chłonny i potrzeba jeszcze wielu lat, żeby został nasycony. Ilość w tym wypadku nie przechodzi jednak w jakość. Prawie każdy z dystrybutorów ma na swoim koncie poważne wpadki, a wiele posunięć jest traktowanych po prostu jako nabijanie klientów w butelkę. Praktycznie wszyscy wydają płyty z wielkim opóźnieniem w porównaniu z Europą Zachodnią, a ceny krążków, zwłaszcza w stosunku do ich jakości, to skandal sam w sobie. Filmy wydawane przez Warnera przeważają na czarnych listach DVD (o przyczynach tzw. cenzury pisaliśmy już dosyć dawno), Imperial cieszy się niechlubną sławą najbardziej niedbałego edytora - często jego informacje na okładkach nie pokrywają się z tym, co znajdziemy w środku. Przoduje też w konkurencji cenowej - jego płyty bywają wręcz irracjonalnie drogie.

Z profilu wygląda to lepiej

Bibliofile mają, z reguły, możliwość przebierania w tytułach wydawanych przez różne oficyny. W przypadku klasyki literatury jest to rzecz oczywista - rodzaj okładki, gramatura papieru, a nierzadko także osoba tłumacza mogą zdecydować o zakupie konkretnego egzemplarza. Miłośnicy książek mają więc wybór, jakiego pozbawieni są kinomani. Wspomniana wyżej konkurencja jest w istocie pozorna, bo kupuje się to, co zostało wydane, nie patrząc, czyje logo widnieje na pudełku. W naszych warunkach trudno spodziewać się, że ten sam film wypuści w tym samym czasie dwóch niezależnych dystrybutorów. Ich polityka wydaje się streszczać w jednym prostym zdaniu: sprzedać hit wcześniej niż pozostali.


Zobacz również