Wing Commander: Prophecy

Warstwa fabularna najnowszego Wing Commandera jest powalająca (nie głupotą tylko atrakcyjnością oczywiście). Posłuchajcie zresztą sami...

Warstwa fabularna najnowszego Wing Commandera jest powalajšca (nie głupotš tylko atrakcyjno?ciš oczywi?cie). Posłuchajcie zresztš sami. Pamiętacie zaciętych wrogów Federacji - kotopodobnych Kilrati? Pewnie, że pamiętacie. Byli naprawdę dobrymi wojownikami - w poprzednich czę?ciach Wing Commandera prowadzili?my z nimi wyczerpujšce batalie. Cios, który zadali?my im w poprzedniej czę?ci był bardzo skuteczny. Kilrati zmuszeni sš do odwrotu na wszystkich frontach. Jakby tego było mało w systemie Kilrah w pobliżu samej Kilrah Prime, pojawia się trzecia siła - starożytna cywilizacja, której nadej?cie Kilrati przepowiadali od dawna. Ta przepowiednia bardzo przypomina ziemskie proroctwo o nadej?ciu Apokalipsy, a dla Kilrati - rasy wojowników - jest to ostateczne wyzwanie. Zaawansowana technologicznie i nastawiona na podbój ogromna flota pojawia się w sercu systemu Kilrah. Jednš z pierwszych ofiar jest ziemski statek badawczy klasy Kopernik (tak, tak!). Jako ?wieżo upieczony absolwent Akademii w stopniu podporucznika dostajemy przydział na megalotniskowcu Midway należšcym do Sił Federacji i skierowanym w rejon działań wojennych...

Obcy nie okazali się tak twardzi jak poczštkowo sšdzono. Kilka porzšdnych laserowych wišzek, celnie umieszczonych w okolicy kadłuba dowolnego z ich my?liwców, zdecydowanie odbiera im ochotę do dalszego lotu. Po chwili sš już tylko garstkš kosmicznego pyłu - innymi słowy pod wpływem zbawiennego dotyku lasera (nieskończenie wiele ładunków!) zmieniajš swój stan skupienia. Po jakim? czasie akcja jednak siada. Zbyt mało ciekawych, spektakularnych misji z udziałem dużych sił. Wielokrotnie misje skonstruowane sš na tyle idiotycznie, że nijak nie można się zorientować co trzeba zrobić (i nie mówię tu o nieznajomo?ci języka). Trzeba je wtedy niestety powtarzać niemal w nieskończono?ć. Dobrze chociaż, że autosave działa sprawnie. Szybko będziemy pišć się po drabinie kariery służbowej. W liczbie zestrzeleń prze?cigniecie samego Maniaka - jest bardzo dobry, ale liczę na Waszš skuteczno?ć -niezmšconš cišgłym wciskaniem klawisza escape w celu przewinięcia cišgle tych samych sekwencji filmowych.

Grywalno?ć poprawiono rzeczywi?cie ogromnie. Dla szczę?liwych posiadaczy kart graficznych opartych na voodoo - gra ukaże swoje prawdziwe oblicze. A jest nim symulator kosmiczny, który powalił mnie na oba kolana. Nie ma nic przyjemniejszego od po?cigu za my?liwcami w?ród ognia z baterii pancerników. ?wiat jest w pełni trójwymiarowy - możliwo?ci ruchu sš wspaniałe - jak zwykle cała klawiatura różnych możliwo?ci. Co chwila otrzymujemy meldunki i rozkazy. Bitwa jest niezwykle sugestywna, przy dobrym sprzęcie nagła?niajšcym uczestniczymy w ?wietnym filmie science fiction. Grafika wspomagana akceleratorem ma jednak swoje wady. Je?li grali?cie już w kilka tak wspomaganych programów zauważycie kilka charakterystyczne szczegóły: rozmycie tła, denerwujšca mgiełka. Po kilku grach okazuje się, że wszystkie tekstury wyglšdajš bardzo podobnie.

Teraz mam dla Was kilka rad - jak nie wyparować w pierwszej sekundzie gry i obejrzeć jej końcowe demo. W 158 linii pliku wing.ini wpisujemy warto?ć... albo nie, nie będzie tak prosto - Po pierwsze: korzystajcie jak najwięcej z dopalacza prędko?ci!!! Uważajcie na duże statki obcych, które po trafieniu rozpadajš się na kilka mniejszych. Te małe stateczki sš niezwykle zwinne i choć niszczy je jedna salwa to niesłychanie trudno je namierzyć. Trzymajcie się również poza zasięgiem dział potężnych kršżowników. Niejeden dobry pilot skończył w krzyżowym ogniu baterii (R20) jonowych. Dokładnie słuchajcie wprowadzenia do misji. Pozwoli to Wam uniknšć wielokrotnego przelatywania w tych samych miejscach ze względu na przeoczenie jakiego? istotnego szczegółu. Przede wszystkim jednak miejcie pod rękš co? na udrażnianie tchawicy bo podusicie się ze ?miechu, gdy zobaczycie dwuwymiarowe planetki gęsto rozsiane w przestrzeni kosmicznej przez grafików z Origin, a zrobione w znanym programie do obróbki 3D - Paintbrushu - dołšczanym do każdej wersji Windows. Pewnie po to, żeby każdy sobie takš fajnš planetkę sam zrobił.

Wing Commander: Prophecy jest grš przykuwajšcš na długie godziny. Moje małe zło?liwostki pod jego adresem wynikajš oczywi?cie z mojej wielkiej miło?ci do tego programu. Nic nie napisałem wcze?niej o d?więku. Oczywi?cie dolby surround - ale to już standard - ważniejszy jest dobór wykonawców. KMFDM, Rammstein, Fear Factory, Juno Reactor, Paradise Lost... nic więcej dodawać nie trzeba - po prostu czad! 50 misji na trzech dyskach dostarcza nam mnóstwo kosmicznej zabawy. Osobi?cie uważam go za najlepszy symulator kosmiczny od czasu nadziewania bionium w praprogramie Cryo - Commander Blood (je?li kto? też jest zwolennikiem tego niedocenionego programu - proszę o mejla). Fani symulacji kosmicznych spod znaku X-Winga na pewno się oburzš, ale ja wiem co piszę - Wing Commander: Prophecy jest w swojej klasie nie do pobicia!


Zobacz również