Wirus z komórki

Eksperci przewidują, że w ciągu najbliższego roku wirusy komputerowe zaatakują urządzenia przenośne - palmtopy i telefony komórkowe. Pierwszymi, którzy na własnej skórze odczuli działanie telefonicznych wirusów, byli izraelscy parlamentarzyści...

Wciąż rośnie liczba osób korzystających z urządzeń bezprzewodowych, np. telefonów komórkowych czy palmtopów. Niedługo pojawią się również setki wirusów, atakujących te urządzenia. Tak przynajmniej uważa Bob Hansmann, ekspert firmy Trend Micro, zajmującej się produkcją oprogramowania antywirusowego.

Przewiduje się, że zaskakujące tempo wzrostu popularności telefonii bezprzewodowej utrzyma się przez najbliższych kilka lat. Z szacunkowych obliczeń wynika, że liczba abonentów sieci telefonii komórkowej w 2002 r. wyniesie 1,3 mld. Według B. Hansmanna, pojawienie się wirusów atakujących urządzenia bezprzewodowe jest tylko kwestią czasu, przede wszystkim dlatego że programy takie atakują zwykle najpopularniejsze oprogramowanie. Mało prawdopodobne jest więc, by eksplozja popularności telefonów komórkowych i palmtopów nie pociągnęła za sobą powstawania wirusów atakujących także ich platformy systemowe.

"Staple" był pierwszy

"Teraz każdy może stworzyć wirusa - dzięki specjalnym programom, dostępnym w sieci, sprowadza się to do kilku kliknięć myszką. Właściwie nie trzeba nic umieć - wystarczy mieć dostęp do Internetu. Tylko kwestią czasu jest pojawienie się programów, umożliwiających tworzenie wirusów atakujących urządzenia bezprzewodowe" - powiedział Bob Hansmann.

Pierwsze tego typu wirusy już się zresztą pojawiły: jeden z nich, zwany "Staple" (anagram pierwszych liter słowa "Palestyna"), już sprawił sporo kłopotów użytkownikom telefonów komórkowych ("Staple" wysyła krótki, propalestyński list protestacyjny, podpisany imieniem właściciela urządzenia, do 25 członków izraelskiego parlamentu).

"Jeszcze nie mieliśmy takiego przypadku. Dotychczas żaden wirus nie wyrządził realnych szkód żadnej sieci telefonii komórkowych. Możemy więc mówić jedynie o potencjalnym zagrożeniu. Oczywiście, gdyby okazało się, że nasi abonencie mogą w jakikolwiek sposób być narażeni na działanie wirusów atakujących telefony komórkowe, natychmiast podejmiemy odpowiednie działania" - stwierdził Leszek Kamiński, rzecznik prasowy firmy Polkomtel, operatora sieci Plus GSM.

W podobnym tonie była utrzymana wypowiedź Roberta Niczewskiego, rzecznika prasowego sieci Era GSM: "Obecnie właściwie nie jest możliwe, aby jakikolwiek wirus mógł uszkodzić telefon komórkowy. Aparaty nie mogą odbierać plików, w których mógłby znajdować się wirus. Taki program musiałby zostać "załadowany" do telefonu jeszcze w fabryce, a to jest raczej niemożliwe. Tak więc na naprawdę niebezpieczne wirusy, których celem będą telefony komórkowe, przyjdzie nam jeszcze poczekać. Wtedy, oczywiście, podejmiemy odpowiednie środki zabezpieczające".

Dmuchamy na zimne

Niektóre firmy już jednak planują działania, mające na celu ochronę urządzeń przenośnych przed "zawirusowaniem". Jednym z rozważanych sposobów jest automatyczne skanowanie wszystkich, przesyłanych przez operatora (w przypadku sieci telefonii komórkowej) danych. Możliwe jest również wyposażenie urządzeń bezprzewodowych w oprogramowanie antywirusowe. Takie oprogramowanie już istnieje, produkują je m.in. firmy Trend Micro i Symantec.

Możliwości urządzeń przenośnych, szczególnie palmtopów, cały czas wzrastają. Już niedługo za pomocą większości z nich będzie można korzystać z technologii Bluetooth, umożliwiającej bezprzewodowe przesyłanie danych. Niestety, wraz ze wzrostem możliwości tych urządzeń będzie również rosło zagrożenie wirusami. Im łatwiejsze stanie się otrzymywanie lub przesłanie danych, tym łatwiejsze również będzie "złapanie" wirusa.

Jak powiedział Maciej Pałys z firmy MKS, produkującej oprogramowanie antywirusowe, na razie wirusy atakujące urządzenia przenośne zdarzają się sporadycznie. "Dzisiaj nie stanowią one wielkiego problemu. Faktem jest jednak, że kilka takich przypadków już odnotowano - na szczęście nie w Polsce. W naszej ofercie nie ma jeszcze oprogramowania, które mogłoby chronić przed takimi programami. Nie można jednak wykluczyć, że w przyszłości zajmiemy się tym problemem. O ile, oczywiście, wirusy infekujące urządzenia przenośne staną się problemem" - powiedział Maciej Pałys.

To nie pierwszy raz

Nie pierwszy raz słyszymy o niebezpieczeństwie zainfekowania "komórek". Do tej pory jednak wirusy, które mogły być uciążliwe dla użytkowników telefonów komórkowych, rozprzestrzeniały się za pomocą sieci komputerowej. Tak było, gdy pod koniec roku 2000 wirus pocztowy, nazwany Timifonica, rozprzestrzeniał się wśród użytkowników telefonów komórkowych w Hiszpanii w formie listu elektronicznego z załącznikiem typu VBS.

Po jego uruchomieniu następowała próba rozesłania zainfekowanej wiadomości pod wszystkie adresy z książki adresowej programu pocztowego Outlook. Następnie wirus wykorzystywał bramkę krótkich wiadomości tekstowych (SMS), której operatorem była firma Movistar.net, do wysłania wiadomości pod losowo wybrane numery telefonów. Było ich tak wiele, że firma została zmuszona do czasowego zawieszenia możliwości wysyłania SMS-ów. Mimo że wirus do rozprzestrzeniania się używał komputerów, to jednak najbardziej ucierpieli użytkownicy telefonów komórkowych.

Choć Stowarzyszenie Europejskich Operatorów Telefonii Komórkowej Standardu GSM zaprzeczyło "pogłoskom", jakoby wirus komputerowy zaatakował hiszpańską sieć. Konsekwencje jego działania- czyli zablokowanie serwera odpowiedzialnego za przesyłanie SMS-ów - były jednak faktem. Faktem jest również, że do tej pory stwierdzono istnienie jedynie 12 wirusów, których celem są urządzenia przenośne. Eksperci twierdzą jednak, że należy się spodziewać powstawania kolejnych.


Zobacz również