Wizja w trzech wymiarach

Pomimo zrealizowania kilku niezłych pomysłów i wydania na badania sporej sumy pieniędzy urządzeniom do wyświetlania obrazów trójwymiarowych wciąż bliżej do sfery fantazji niż rzeczywistości. Zajrzyjmy do laboratoriów i drogich sklepów.

Pomimo zrealizowania kilku niezłych pomysłów i wydania na badania sporej sumy pieniędzy urządzeniom do wyświetlania obrazów trójwymiarowych wciąż bliżej do sfery fantazji niż rzeczywistości. Zajrzyjmy do laboratoriów i drogich sklepów.

Już kilka razy wydawało się, że mniej lub bardziej sprytne sposoby tworzenia iluzji obrazu trójwymiarowego są bardzo blisko wdarcia się na rynek komercyjny. Zaczęło się od prymitywnych okularów z celofanowymi "szkłami", jednym niebieskim i drugim czerwonym. Jednak fascynacja, szczególnie dzieciaków, czasem także dziennikarzy, nie trwała zbyt długo, nowinki nie wytrzymywały próby czasu i kończyły w muzeach osobliwości.

Dodatkowe D

Widzenie trójwymiarowe (patrz ramka) jest efektem współpracy obu oczu, które rejestrują nieznacznie różniące się płaskie obrazy, oraz niepoznanych do końca procesów mózgowych, gdzie obie połówki są sklejane w całość i jednocześnie powstaje wrażenie odległości. Dostarczanie odpowiednio spreparowanego nieco innego obrazu do każdego oka z osobna jest także istotą każdej z wymyślonych dotąd technologii sztucznego wytwarzania efektu 3D. Celofanowe szybki mogły być zamieniane na inne materiały, filtrowanie kolorowe - na bardziej skomplikowane metody, o różnych rozwiązaniach będzie jeszcze mowa, niemniej wszystkie miały wspólną, niewygodną cechę. Były nią rozmaite okulary, hełmy albo inne narzędzia używane do wydzielenia ze wspólnego obrazu części przeznaczonych dla każdego oka z osobna. Ten niewygodny i czasem męczący dla wzroku przedmiot został uznany za główną przeszkodę upowszechnienia wyświetlaczy trójwymiarowych.

Gołym okiem

Szukano rozwiązania nazywanego autostereoskopowym, w którym widzenie przestrzenne, tak jak w naturze, nie wymagałoby uzbrajania oczu. Pierwsze fotografie tego rodzaju powstały już na początku poprzedniego wieku. W naszych czasach chodzi, oczywiście, o obraz ruchomy, ale samej idei nie trzeba było modyfikować. Źródłem obrazu są panele LCD, a rozwiązania różnią się szczegółami separacji obrazu przeznaczonego do prawego i lewego oka.

Po tylu rozczarowaniach można było zwątpić w powstanie odpowiedniej technologii. Niemniej jednak trwa wyścig z udziałem kilku wytrwałych firm ze Stanów Zjednoczonych, Europy i Azji. Niektóre z nich mają nawet na koncie różnej wartości sukcesy. Ich produkty służą przede wszystkim do zastosowań specjalnych, trafiają w pierwszej kolejności do wojska i medycyny, ale część dociera także na ogólnodostępny rynek. Majętnym czytelnikom możemy już zaproponować pierwsze monitory 3D amerykańskiej firmy DTI i notebooki Sharpa. Monitor 15-calowy kosztuje 1500 dolarów i jak dalej powiemy, pod niektórymi względami ustępuje zwykłym modelom. Notebook jest dwukrotnie droższy.

Obie nowinki różnią się od rozwiązań konkurencji znacznie prostszą konstrukcją, niestety kosztem funkcjonalności. To krok w dobrą stronę, ale jeszcze za krótki. Jasne, że bez dużego spadku cen nie ma co marzyć o podboju rynku.

Majątek do wzięcia

Ocenia się, że gra idzie o segment wyświetlaczy gigantycznej, bo trylionowej wartości. Pomimo tak dużego tortu do podziału, badania naukowe nie weszły jeszcze w okres intensywny. Przed prawdziwym wyścigiem i masowymi inwestycjami powstrzymuje inwestorów niechętna postawa rynku, którego eksperci niezbyt wierzą w sprawne zakończenie projektów.

Zwykle piszemy o technologiach, które szybko przeszły drogę od pomysłu do zdobycia wystarczająco dużej puli pieniędzy z zewnętrznych źródeł do dokończenia badań i wdrożenia projektu. Jednak pomysłów zakończonych sukcesem jest znikoma liczba.

Tym razem mamy przykład przeciwny. Specjaliści od monitorów na przykład generalnie krytykują próby wykorzystania tych urządzeń do wyświetlania trójwymiarowego. Wskazują na takie problemy, jak artefakty na obrazie, ograniczony kąt widzenia, niewielka liczba jednocześnie oglądających i oczywiście wysoka cena. Mamy też do czynienia z inercją tzw. decydentów, którzy już widzieli pierwsze wyświetlacze. Projektanci skarżą się, że zachwytom wyrażanym po pierwszym kontakcie z ich prototypami przez potencjalnych klientów i inwestorów nie towarzyszą kolejne działania.

Jednym z zawiedzionych jest John Holden z angielskiej firmy innowacyjnej Central Research Labs ( http://www. crl.co.uk ).

Twierdzi, że nikt z inwestorów nie chce podjąć ryzyka, a nawet zebrać grona fachowców do oceny jakości i przydatności projektu.

Poskromienie wszystkich trzech wymiarów wymaga skomplikowanych, niekończących się poprawek. Projektanci w większości początkowo chcą się tylko wcisnąć w jedną z luk na rynku, przeznaczoną dla najbogatszych odbiorców, ale jednocześnie już widzą logo swojej firmy na każdym monitorze, ekranie, wyświetlaczu i billboardzie za kilka lat. Wierzą, że w niedalekiej przyszłości spojrzą z pogardą na prymitywne, dwuwymiarowe wyświetlacze, ciesząc się ze swojego daru przewidywania.

Rodzynki na rynku

Modele wyświetlaczy 3D 18mxG (u góry) i 7mx (z prawej) firmy Deep Video Imaging.

Modele wyświetlaczy 3D 18mxG (u góry) i 7mx (z prawej) firmy Deep Video Imaging.

Niemiecka firma SeeReal Technologies ( http://www.seereal.com ) we wcześniejszych projektach skoncentrowała się na medycynie i odniosła na tym polu niemało sukcesów. Producent chwali się stosowaniem swoich wyświetlaczy 3D w najmniej inwazyjnych operacjach, w których wykorzystuje się zdalnie sterowane manipulatory i kamery zamiast ręki i oka chirurga w celu zredukowania wielkości cięcia do minimum. Premiera nastąpiła w lutym 2002 roku. Wyświetlacz o nazwie D4D został użyty przez zespół oftalmologów do pomocy w operacji oka. Szef firmy Lars Povelsen jest zadowolony z takiego rozwiązania. Co prawda, nie może liczyć na wielkie zamówienia, ale wykorzystanie w sektorze medycznym uważa za bardzo interesujące. Po pierwsze, trzeba sprostać wysokim wymaganiom jakościowym i funkcjonalnym, czym będzie się można w przyszłości pochwalić, a po drugie - nie wszyscy producenci mają komu sprzedawać.

Przezroczysta kanapka

Inny producent, firma Deep Video Imaging ( http://www.deepvideo.com ) z Nowej Zelandii, znalazła chętnego na swoje wielowarstwowe wyświetlacze 3D w armii Stanów Zjednoczonych. Efekt trójwymiarowy wykorzystuje się w wojsku do lepszego zobrazowania map pogody i wzorów wyświetlanych na ekranach radarów. Producent usiłuje też wcisnąć swoją technologię na rynek gier. W tym segmencie bardzo chętnie wykorzystuje się nowe pomysły, szczególnie dotyczące wizualizacji. John Holden z CRL uważa, że przygodowa gra komputerowa w trzech wymiarach to fantastyczny pomysł. Nie można by się od niej oderwać, tak jak kiedyś od pierwszych automatów, na których gra kończyła się dopiero z chwilą odmowy przyjmowania monet przez zapełniony pojemnik.

Dla trójwymiarowego wyświetlacza znaleziono zajęcie także w aplikacjach biznesowych. Pracując z nimi, ma się zwykle otwartych wiele okien, z kolosalną ilością informacji w każdym. Wygodną pracę gwarantuje dopiero użycie kilku monitorów. Zamiast na kilku, trójwymiarowy obraz może pomóc zaprowadzić porządek na jednym. Najczęściej używane dane można umieścić na pierwszym planie, a mniej potrzebne bliżej poziomu tła, jednocześnie mając je pod ręką w razie potrzeby.


Zobacz również