Wojna w epizodach

Podobno nad płytą "Gwiezdne Wojny Epizod I - Mroczne Widmo" pracowało sto osób. To widać, bo wydanie na DVD Mrocznego widma należy do tych, które ustawia się na półce na widocznym miejscu.

Podobno nad płytą pracowało "Gwiezdne Wojny Epizod I - Mroczne Widmo" sto osób. To widać, bo wydanie na DVD Mrocznego widma należy do tych, które ustawia się na półce na widocznym miejscu.

Oj, poczekaliśmy sobie na ten epizod Gwiezdnych wojen, poczekaliśmy. I to nawet dwukrotnie. Ostatnia część Gwiezdnych wojen (epizod VI) gościła na ekranach kin na początku lat 80. (premiera Powrotu Jedi odbyła się w 1983 r.). Od tamtego czasu Lucas jedynie odcinał kupony od dzieła swojego życia (gwoli ścisłości: epizodu V i VI nie reżyserował; był po trosze autorem powieści, scenarzystą i producentem). W tym czasie jego wytwórnia - Lucasfilm - nakręciła jedynie niezbyt znany szerokiej widowni dramat Tucker: The Man and His Dream (reżyser F.F. Coppola) i film już bardziej komercyjny - Willow (reżyser Ron Howard). Od czasu do czasu, guru kina science fiction odgrażał się, że już niedługo ruszą prace nad kolejnymi epizodami. I tylko tyle. Kolejne części miały przedstawiać wydarzenia przed nakręconymi już trzema epizodami (wg terminologii amerykańskiej należałoby nazwać je prequelami). Zrobiło się małe zamieszanie. Dobrze, że najpierw nie powstał epizod trzeci, potem drugi i na końcu pierwszy. Osobiście nie wyobrażam sobie takiego scenariusza, ale Hollywood nieraz nas zaskakiwał i niewykluczone, że kiedyś powstanie i taki dziwoląg.

Kolejnym okresem wstrzymywania oddechu i wyczekiwania był czas liczony od premiery kinowej do dzisiaj, czyli ukazania się płyty DVD (w zasadzie wydano dwa dyski). Płyta miała pojawić się w sklepach nie dalej jak na gwiazdkę '99, ale tak się nie stało. Jak się później okazało, tak długi czas uzasadniony był tym, że producentowi chodziło o przygotowanie wydania optymalnego pod względem zawartości merytorycznej z zachowaniem najwyższej jakości obrazu i dźwięku. Podobno nad wydaniem filmu na płycie DVD pracowało w niektórych momentach około stu ludzi. Na szczęście DVD się pojawiło. Wprawdzie pesymistyczne wersje mówiły o tym, że Lucas wyda Gwiezdne wojny na DVD dopiero po zakończeniu prac nad epizodem trzecim, czyli około 2005 r., ale ostatecznie zwyciężył zdrowy rozsądek lub - co chyba bardziej prawdopodobne - chęć podkręcenia i tak bardzo korzystnego wyniku finansowego.

Czy ta mozolna praca znalazła przełożenie na wysoką jakość obrazu i dźwięku?

Zanim do moich rąk trafiła płyta DVD z częścią I Gwiezdnych wojen obcowałem za pośrednictwem płyty laserdisc (płyta ukazała się w kwietniu 2000 r. w Japonii). O ułomności strony wizualnej tego nośnika zapewne znaczna część z nas już zdążyła usłyszeć. Jednak w tym przypadku płyta LD została dopracowana niemalże do perfekcji. Jakość obrazu była godna podziwu. Tylko kilka wydań może poszczycić się tak wysokim poziomem transferu.

Jednakże DVD to nośnik młodszy i rzecz oczywista prezentujący znacznie wyższy poziom przekazu. Oczywiście, różnica była zauważalna natychmiast. Ogólnie rzecz ujmując obraz jest bardzo dobry, choć nie rewelacyjny. Taka ocena może jednak bardziej wynikać z mojego nastawienia (od Lucasa zwykło się oczekiwać "nie wiadomo czego") niż z rzeczywistych mankamentów filmu.

Poziom czerni był odpowiedni, z wysokim stopniem kontrastu i bogatą paletą odcieni szarości. Kolory były właściwie nasycone. Nie dało się zauważyć żadnych oznak przesycenia, przebarwienia, zaszumienia czy rozmazania barw. Nie sposób było również dostrzec jakiekolwiek błędy w kompresji. Poziom detaliczności powinien zadowolić zdecydowaną większość widzów. Wad jest niewiele i dotyczą one jedynie pewnych niekonsekwencji w przedstawianiu plenerów Tatooine. Nie zawsze ten sam fragment ukazany w różnych miejscach filmu wygląda tak samo (dotyczy to zwłaszcza szczegółowości i kontrastowości).


Zobacz również