Wydajność wydajności nierówna

Od połowy lat 90. produktywność amerykańska rosła w coraz szybszym tempie, podczas gdy europejska - załamała się. The Economist szuka odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się stało.

Krótkoterminowe prognozy gospodarcze dla USA nie są optymistyczne, ale produktywność wciąż pozostaje imponująca. W tym roku do końca III kw. wydajność pracy wzrosła o 5,3% i był to najszybszy wzrost od 19 lat. Europa ma znacznie gorsze wyniki – w tym roku Europejski Bank Centralny (ECB) podał, że w strefie euro produktywność praktycznie nie wzrosła.

Zdaniem The Economist, mniejsza wydajność w Europie często tłumaczona jest trudniejszym rynkiem pracy i gorszą sytuacją na rynku kapitałowym, czynnikami, które nie pozwalają firmom w pełni wykorzystywać nowych technologii. Jest to jednak zdecydowane uproszczenie. Różnica między produktywnością europejską i amerykańską jest zawyżona między innymi przez znaczące różnice w sposobie jej pomiaru. Poza tym, odkąd reformy rynku pracy dążą do zatrzymywania na stanowiskach gorzej wykwalifikowanych pracowników, wydajność pracy w Europie ze statystycznego rzeczywiście punktu widzenia zaczęła spadać.

Spośród licznych sposobów mierzenia produktywności, Amerykanie wybrali najbardziej sprzyjający dobrym wynikom, zaś strefa euro – najsurowszy. Oficjalne statystyki USA obliczają produktywność, biorąc pod uwagę wyniki roboczogodzin, poza sektorem rolnictwa. W latach 1996-2001 przeciętny roczny wzrost wydajności wynosił w USA 2,3%. W strefie euro ECB oblicza produktywność na pracownika dla wszystkich sektorów gospodarki. Wzrost w ciągu minionych pięciu lat wyniósł średnio 1% rocznie. W przeciwieństwie do USA, wskaźnik wyliczany jest bez wyłączania sektora publicznego, w którym wzrost wydajności jest wolniejszy. Również podawanie wyniku w przeliczeniu na zatrudnionego, a nie na godzinę pracy pogarsza ten rezultat, ponieważ czas pracy skrócił się i coraz więcej osób zatrudnionych jest na niepełny etat.

Według obliczeń The Economist, jeśli przyjąć jeden sposób doboru czynników (PKB na roboczogodzinę), w USA wydajność pracy wzrosła w ciągu ostatnich 5 lat przeciętnie o 2,2% rocznie, a w strefie euro o 1,4%. Ameryka zatem nadal jest górą, ale jej przewaga nie wydaje się aż tak wyraźna. Chociaż nadal porównywanie tych wyników jest dość trudne. Jednym z przykładów poważnych różnic jest ujęcie wykorzystania oprogramowania komputerowego. Amerykańskie statystyki traktują wydatki firm na oprogramowanie jako inwestycje i wlicza się je do PKB, natomiast w strefie euro zaliczane są do wydatków bieżących, nie uwzględnianych przy obliczaniu wyników PKB.

Spadek produktywności w Europie można też tłumaczyć jako efekt reform, które uczyniły rynek pracy bardziej elastycznym. Możliwość zatrudniania w niepełnym wymiarze godzin, czy na czasowe kontrakty, pozwoliła firmom na zatrudnianie większej ilości osób przy mniejszych kosztach i wydatkach socjalnych. Dzięki temu część bezrobotnych powróciła do pracy, na rynku znalazło się więcej słabo wykwalifikowanej i wykształconej siły roboczej, co wpłynęło na pogorszenie statystyk wydajności pracy.

Zdaniem The Economist, reformy prawa pracy w Eurolandzie okazały się większym sukcesem niż zwykło się sądzić. Wzrosło zatrudnienie - odsetek zatrudnionych osób zdolnych do pracy wzrósł z 59% w 1996 roku do 63% w roku 2001. W ciągu ostatnich pięciu lat, zatrudnienie w strefie euro wzrastało średnio o 1,4% rocznie, podczas gdy w USA o 0,8%.


Zobacz również