Wyliczanka na koniec wieku

Pisząc dzisiejszy felieton, znów zmagam się ze względnością czasu: wiecie, oczywiście, drodzy Czytelnicy, że abyście mogli to przeczytać na początku XXI wieku, ja muszę tekst napisać grubo przed końcem wieku XX. Korci mnie, żeby dokonać jakiegoś globalnego podsumowania, ale miejsca mało, więc skupię się na dwóch drobnych aspektach mijającego czasu, pokazujących kondycję polskich użytkowników Macintoshy.

Pisząc dzisiejszy felieton, znów zmagam się ze względnością czasu: wiecie, oczywiście, drodzy Czytelnicy, że abyście mogli to przeczytać na początku XXI wieku, ja muszę tekst napisać grubo przed końcem wieku XX. Korci mnie, żeby dokonać jakiegoś globalnego podsumowania, ale miejsca mało, więc skupię się na dwóch drobnych aspektach mijającego czasu, pokazujących kondycję polskich użytkowników Macintoshy.

Ale, na początek, zanim mi umknie, pytanie do Czytelników: co sądzicie, drodzy Państwo, o pomyśle, żeby któregoś pięknego dnia spotkać się w Warszawie pod Sejmem i obrzucić tę szacowną instytucję np. jabłkami albo guanem pingwinów? "Windowsyzacja" życia publicznego dokonywana w majestacie prawa przez wybrańców narodu jest czymś niespotykanym na tę skalę w świecie. Za moment wrócę do tej myśli, bo teraz czas na rocznicowe wspominki.

Oto cichaczem macintoshowa lista dyskusyjna Szarlotka obchodziła właśnie drugą rocznicę istnienia. Ruszyła 21 grudnia 1998 roku, w miejsce wcześniejszej, nieco technicznie zawodnej listy Apple-PL, działającej kilka lat na akademickim serwerze Plearn. Mozolnie ściągnąłem archiwum Szarlotki od listu nr 00001 i dokonałem paru statystycznych obliczeń.

Dotychczas na Szarlotce ukazało się blisko 45 tysięcy listów. Biję się w piersi, jestem gaduła: sam napisałem prawie cztery tysiące z nich. Krzysztof Młynarski, administrator listy, popełnił jakieś trzy i pół tysiąca listów. Z drugiego bieguna - oszczędny w słowach redaktor naczelny digita Tomasz Bitner ma na koncie ledwie 89 listów, ale już Marcin Jędrysiak, digitowy sekretarz redakcji, dobija do ośmiuset.

Ciekawe wnioski można wyciągnąć z częstotliwości pojawiania się nazw specyficznych modeli komputerów. Z górą tysiąc listów miało w tytule słowo "PowerBook", a o Newtonie pisano około 80 razy. Przewaga "budżetowych" modeli Maców jest chyba odbiciem sytuacji na rynku. Trzysta razy pisano o czterech modelach "z dolnej półki" - PowerMacach 6100/7100/7200 i 4400, a około stukrotnie o czterech droższych PM 8500/8600/9500/9600. Że iMac jest sukcesem rynkowym także u nas, widać choćby po tym, że wystąpił w tematach Szarlotki blisko półtora tysiąca razy.

Jasno widać też preferencje sprzętowe, jeśli chodzi o tzw. firmy trzecie. AGFA oraz jej produkty była tematem Szarlotki blisko 100 razy (a Szarlotka okazała się nieocenionym źródłem wiedzy na temat produktów tej firmy dzięki cierpliwości Marcina Kościelnika z polskiego oddziału firmy AGFA, który przeszło 100 razy odpowiadał na Szarlotce na pytania techniczne). Wierzyć się nie chce, ale ledwie 20 razy w tytułach listów pojawiła się firma Canon (i niech wyciągnie z tego wnioski). Za to Epson, dominujący na rynku drukarek domowych dla Maców, 200 razy pojawił się w tytułach, szkoda że spora część z tego dotyczyła kolejnych kłopotów ze sterownikami...

Z nazw firm i produktów - nie mogę tego nie odnotować, przechodząc do wątku rzeczy skandalicznych i w minionym roku niezałatwionych - blisko 200 razy pojawił się na Szarlotce ZUS i "Płatnik", co obrazuje, jak bardzo polskie środowisko macowe interesuje koncepcja milcząco zaakceptowana w mijającym roku przez polski rząd, że posiadanie Windows będzie obowiązkowe dla polskiego biznesu. Wraz z interesującym pomysłem, by płacić w Polsce wysokie podatki o charakterze karnym za używanie konkurencyjnego dla Windows darmowego oprogramowania w rodzaju Linuksa i StarOffice'e, oba pomysły stały się podstawą nowej serii "Polish jokes" w Internecie.

Proste umysły wybrańców narodu dokonują równie prostej implikacji: jeśli komputer, to niezawodnie pecet z Windowsem. Cóż więc szkodzi, że zgodzimy się na sugestię zaproszonego "niezależnego" eksperta i wpiszemy w ustawę, że np. przedsiębiorca ma obowiązek rozliczać się drogą elektroniczną z ZUS-em. Skądinąd wiadomo, że tą drogą działa tylko Płatnik. A Płatnik ma działać wyłącznie na Windows. I wszystko jest przepięknie i w porządku: przecież obowiązek posiadania peceta z Windows nie wynika z ustawy, lecz nieoficjalnie zostaje wymuszony. Koledzy posłów i ministerialnych urzędników sprzedadzą trochę starych pecetów poskładanych z części pozamiatanych z podłogi w tajwańskich fabrykach i jakoś się dokulamy do końca kadencji.

Rebelianci z polskich oddziałów Suna czy Apple'a oraz maniacy Linuksa, Amigi czy OS/2, którzy mogliby normalnie i niezależnie od platformy się rozliczyć za pomocą paru linijek kodu HTML, jakiegoś javascriptu oraz 128-bitowego kodowania, mają teraz obowiązek nabyć Windows i nie pyszczyć (gdyby, swoją drogą, można się było rozliczać przez Internet w taki sposób, to mogłoby się okazać, że komputer w ogóle jest nam niepotrzebny, bo możemy to zrobić, siedząc w aucie w korku, za pomocą Palma, Psiona czy komórki z WAP-em, ale Zenek z Józkiem by wówczas nie zarobili). Wysoki przedstawiciel polskiego oddziału Microsoftu, który zgodził się na anonimowe wypowiedzenie paru zdań opinii, powiedział mi: "Robi mi się niedobrze na samą myśl. Nie przyłożyliśmy do tego ręki, to pomysł paru gorliwych i politycznie dobrze usytuowanych firemek i urzędników, a w efekcie wyjdzie na to, że chcemy zmonopolizować rynek". Rzeczywiście, nawet Apple Computer Poland musi zacząć używać Windows, żeby zapłacić składki za swoich pracowników. Czy komuś się obiło o uszy, by Kafka z Orwellem zostali jakimiś wiceministrami czy dyrektorami departamentów?

I tu pozwolę sobie na wykonanie wolty i powrót do wątku obrzucania parlamentu krytycznymi uwagami i nie tylko. Po różnych próbach nacisku posłowie uznali, że jest świetnie (z nielicznymi wyjątkami, np. poseł Andrzej Potocki w korespondencji elektronicznej przyznał, że ktoś gdzieś przesadził). Moim zdaniem, świetnie nie jest, ale czekam na Wasze opinie... Może rzeczywiście mała, malownicza macintoshowo-solarisowo-linuksowa pikieta pod Sejmem dobrze by wypadła w telewizji?

Autor jest dziennikarzem katowickiej "Trybuny Śląskiej", animatorem spotkań MacWarsztaty i najbardziej złośliwym korespondentem listy dyskusyjnej "Szarlotka". jbebak@gtp.com.pl


Zobacz również