Wypada pozazdrościć

Amerykański Kongres przekazał 100 mln USD na Bibliotekę Kongresu, z przeznaczeniem na prowadzenie dokumentacji i archiwizacji treści cyfrowych a tym samym utrwalenie tej części - jak mówi się nieco patetycznie - "narodowego dziedzictwa".

Biblioteka Kongresowa zamierza dokumentować i przechowywać wszelką informację i twórczość upowszechnianą w postaci cyfrowej - a więc grafikę, płyty kompaktowe, strony WWW oraz elektroniczne czasopisma. Uchwalenie obecnej dotacji na ten cel odbierane jest - według komentarza New York Times, który szczegółowo omawia zagadnienie w swoim dzisiejszym wydaniu - jako najsilniejszy sygnał wsparcia idei utrwalenia ulotnej cyfrowej rzeczywistości.

W grudniu 2000 roku Kongres przekazał już pierwsze 5 mln USD na rzecz projektu zachowania dziedzictwa cyfrowego, który wówczas przedstawiła Biblioteka Kongresowa. We wrześniu ub. roku Biblioteka przesłała plan do Kongresu, który zatwierdził go w styczniu br. Dodatkowe 20 mln USD ma być przekazane na realizację pierwszych faz planu. "Wydaje się, że jeszcze nigdy w historii Biblioteka nie uzyskała tak wielkiego wsparcia" - powiedział przedstawiciel Biblioteki, James H. Billington.

Biblioteka Kongresu przeznaczy na projekt kolejne 75 mln USD, jeśli kwotę tę zbiorą przedstawiciele sektora prywatnego. Prywatne donacje mogą być przekazywane w formie gotówki, sprzętu, oprogramowania, czy usług, np. konsultacyjnych. Początkowo termin zebrania tej kwoty Kongres wyznaczył na 31 marca br., jednak Biblioteka zabiega o jego wydłużenie do 31 marca roku 2005. To, czy Biblioteka zdoła pozyskać dodatkowe środki z sektora prywatnego pozostaje sprawą otwartą, zwłaszcza w obliczu niepewnego stanu gospodarki. Dobrze wie o tym jedna z osób, które będą odpowiedzialne za to zadanie - James Barksdale, twórca i dawny szef Netscape'a, obecnie zasiadający w Krajowej Radzie Strategii Cyfrowej, który mówi: "Pewnie dwa czy trzy lata temu byłby z tym mniejszy problem, teraz potencjalni darczyńcy przeżywają bardzo często duże kłopoty. Ale i tak powinno nam się udać dopiąć celu".

Biblioteka przeniosła już udanie do postaci cyfrowej część swojej kolekcji "papierowej", np. pisma prezydentów USA, czy zdjęcia z Wojny Secesyjnej. Większy problem stanowi natomiast archiwizacja działu "electronica" - zrodzonych w postaci cyfrowej i dystrybuowanych w Internecie czasopism, książek, fotografii, muzyki i filmów, słowem milionów okruchów wirtualnego świata. Technologia cyfrowa "wywołała zalew informacją niezwykle ulotną, inherentnie zmienną, trudną w uczynieniu zeń trwale dostępnej wartości" - napisali twórcy planu zaakceptowanego przez Kongres. Problem zachowania cyfrowych archiwów jest złożony. Nie tylko komputery i oprogramowanie, na których jest przechowywane takie archiwum ulegają zestarzeniu, dotyczy to także nośników do przechowywania danych - "Wszyscy wiedzą, że papier się rozpada, tymczasem świat cyfrowy jest także niezwykle ulotny" - powiedział dr Billington.

Dwa lata temu Kongres powołał Narodowy Program Infrastruktury i Zachowania Cyfrowej Informacji, składając główny obowiązek długofalowego zachowania treści cyfrowych na barki Biblioteki Kongresu. Biblioteka zaś utworzyła partnerstwo z korporacjami i agencjami federalnymi, włączając departament handlu i Archiwa Narodowe. Eksperci ds. archiwizacji oceniają, że działania Kongresu następują w samą porę. "Mówimy o zagrożeniu przyszłego dostępu lub ponownego wykorzystania całej informacji i wiedzy, która powstała w formie cyfrowej, jeśli nie znajdziemy skutecznych i ekonomicznych sposobów jej zachowania. Wszystko - poczynając od wyników badań podstawowych, po sztukę on-line, poezję i performance jest zapisywane cyfrowo. To wielka część naszego dziedzictwa i kapitału intelektualnego" - powiedziała Margaret Hedstrom z Uniwersytetu Michigan, specjalista ds. archiwizacji cyfrowej.

Zdaniem przedstawicieli Biblioteki, realizacja planu zajmie 5 do 7 lat, jednak dzięki temu sama bieżąca archiwizacja będzie już prowadzona zawsze.


Zobacz również