Wypadki w trakcie przesiadki

W połowie sierpnia 1997 r. tygodnik 'Time' na okładce zamieścił zdjęcie Steve'a Jobsa, który po kilkunastu latach wrócił do Apple'a. Fotograf uchwycił go w momencie, gdy przysiadł w kucki na scenie bostońskiego The Castle. Za dwanaście godzin miał tu wygłosić przemówienie, otwierające targi Macworld Expo.

W połowie sierpnia 1997 r. tygodnik 'Time' na okładce zamieścił zdjęcie Steve'a Jobsa, który po kilkunastu latach wrócił do Apple'a. Fotograf uchwycił go w momencie, gdy przysiadł w kucki na scenie bostońskiego The Castle. Za dwanaście godzin miał tu wygłosić przemówienie, otwierające targi Macworld Expo.

Teraz jednak - zamiast szlifować tekst - już przez godzinę rozmawiał przez telefon komórkowy. "Dzięki, Bill, za wsparcie naszej firmy" - kończył. "Myślę, że świat jest teraz lepszym miejscem". Rano następnego dnia Jobs znokautował wyznawców Macintosha. Zamiast, jak przewiduje obrządek wystąpień rozpoczynających Macworld Expo, wyciągać kolejne króliki z kapelusza, przedstawił inny pomysł na ratowanie firmy, której akcje spadały na łeb, na szyję. Przymierze ze znienawidzonym Microsoftem. "Konkurencja między Apple'em i Microsoftem skończyła się". Na wielkim ekranie za jego plecami pojawił się transmitowany przez satelitę uśmiech Gatesa.

Na mocy zawartego wtedy porozumienia Microsoft miał zainwestować w Apple'a 10 mln dolarów i przygotowywać przez pięć lat kolejne wersje pakietu Office, także w wersjach na Macintosha. Internet Explorer stawał się za to domyślną przeglądarką internetową Maca.

Szczegółów drugiej części tej umowy nigdy nie ogłoszono. Wiadomo, że jej skutkiem było wycofanie przez Apple'a sądowych pozwów przeciw Microsoftowi o naruszenie własności intelektualnej. W zamian za to Microsoft wypłacił Apple'owi nieujawnioną sumę pieniędzy.

Czy Jobs miał rację? Czy świat stał się rzeczywiście lepszym miejscem? Oczywiście, alians Apple'a i Microsoftu nie mógł zlikwidować narastającego globalnego konfliktu między biednym Południem i zamożną Północą, ale użytkownikom komputerów, i to nie tylko Macintoshy, ten romans wyszedł na zdrowie. Ale, czy w takim razie świat nie zaczyna się ostatnio zmieniać na gorsze? Microsoftowi i Apple'owi ostatnio jakoś coraz bardziej nie po drodzeÉ Właściwie nie wiadomo, czy porozumienie nadal obowiązuje, czy też nie. A obie firmy z upodobaniem zaczynają wymieniać się już nie technologiami, ale złośliwościami i prztyczkami w nos.

Sukces applowskiej kampanii reklamowej Switch, opartej na wyznaniach ludzi, którzy przesiedli się z pecetów na Maki, skłonił Microsoft do odpowiedzi. Microsoft - firma znana z oryginalnych pomysłów - wymyślił swoje reklamy, w których użytkownicy Maców opowiadają, jakie spłynęło na nich szczęście, kiedy odstawili swoje dziwaczne komputery i zaczęli używać technologii, za którą wcześniej opowiedziało się już 90 proc. świata. Różnica była taka, że o ile w reklamach Apple'a konwertyta na koniec się przedstawiał, co pozwalało sprawdzić, że postać taka faktycznie istnieje (bo istnieje), o tyle pierwsza reklama - zapewne z całej serii - umieszczona na stronie internetowej Microsoftu podawała masę szczegółów (zajmuje się pisaniem, jeździ lexusem, ma dwoje dzieci i pięć stóp i trzy cale wzrostu), ale nie nazwisko szaleńca czy raczej szalonej. Zapewne obawy o stan zdrowia tej osoby powodowały rosnące zainteresowanie, kto to tak naprawdę jest. Bomba wybuchła, kiedy wyszło na jaw, że zdjęcie użyte w tej reklamie pochodzi z biblioteki PhotoDisc.

Dalej poszło jak po sznurku. Otóż okazało się, że jest to spowiedź Vallerie G. Mallinson. Pani Waleria pracuje jako piarszczik (rosyjskie, od angielskiego public relations) Microsoftu.

Microsoft szybko wycofał reklamę, choć jego rzecznik, jak to rzecznik, zarzeka się, że mimo nieszczęśliwego zbiegu okoliczności wyznanie było prawdziwe.

Cóż, Microsoftowi nie wyszło, przecież ne takie rzeczy się zdarzają. W tym samym mniej więcej czasie okazało się, że Apple planuje wbicie szpilki w pupę giganta z Redmont. Szpila ma być dość duża - 460 m kw. powierzchni, bo tyle właśnie Apple wynajął miejsca na swój sklep firmowy w kompleksie Bellevue Square Mall, czyli właściwie na podwórku Microsoftu, o niecałe dwie mile od posiadłości Gatesa w Medinie. Rzecznik Microsoftu znów umiał się znaleźć: "Ten sklep to znakomite miejsce, aby przyjść i sprawdzić, jak działa Office na Macu".

Oczywiście, to tylko mało istotne historie, o znaczeniu, że się tak wyrażę, rozweselającym. Jednak czy Safari i Keynote, konkurencja dla Explorera i PowerPointa, przedstawione podczas ostatniego Macworld Expo i równoczesne milczenie Microsoftu, kiedy spodziewano się przynajmniej szczegółów dotyczących nowego Office'a, nie zapowiadają następnej fali konfrontacji między dwoma firmami? Zobaczymy. Jedno jest pewne: teraz nie budzi to już takich emocji użytkowników, jak sześć lat temu, kiedy zgromadzeni w The Castle przywitali Gatesa buczeniem.

Takie czasy. Nawet na http://www.Ihateapple.com pojawiają się ostatnio same wyważone opinie.


Zobacz również