Wywołani do tabliczki

Zazdrość to wstrętne uczucie, ale trudno się nie zgodzić, że zazdrość napędza często ludzi do większego wysiłku, by osiągnąć to, czego akurat zazdroszczą innym. W większości wypadków ułomna ludzka natura powoduje, że wybieramy drogę ''na skróty'', nie zawsze legalną czy zgodną z najrozmaitszymi kanonami życia społecznego.

Zazdrość to wstrętne uczucie, ale trudno się nie zgodzić, że zazdrość napędza często ludzi do większego wysiłku, by osiągnąć to, czego akurat zazdroszczą innym. W większości wypadków ułomna ludzka natura powoduje, że wybieramy drogę ''na skróty'', nie zawsze legalną czy zgodną z najrozmaitszymi kanonami życia społecznego.

Ale zazdrość może motywować również w pozytywny sposób. Czym jest rynkowa konkurencja? Toż to festiwal korporacyjnej zazdrości - jedne firmy zazdroszczą innym świetnych wyników, produktów, pracowników, opinii u akcjonariuszy.

I albo próbują zdyskredytować osiągnięcia, podkupować pracowników czy naciągać własne wyniki, albo po prostu zakasują rękawy i biorą się do lepszej pracy.

Przyznam, że kiedy 7 listopada Microsoft pokazał Tablet PC - poczułem ukłucie zazdrości. Dlaczego to nie Apple wprowadził taką przenośną tabliczkę? Zaraz też zacząłem racjonalizować sobie tę sytuację i począłem wybrzydzać: no niby fajne, ale ciężkie, baterie krótko działają, oprogramowanie do kitu i w ogóle to tylko notebook z odwróconym ekranem. O co tyle hałasu? Na dodatek cena tego gadżetu powoduje, że można przysiąść z wrażenia - Tablet PC Compaqa w Polsce kosztuje 10 tys. zł.

Plus VAT! Zacząłem się obawiać, czy nie przesadzam aby z krytyką tylko dlatego że stoi za tym Microsoft.

Uspokoiłem się, kiedy przeczytałem opisy Tablet PC dokonane przez osoby, które miały możliwość faktycznego testowania tych urządzeń. Zarówno David Pogue z "New York Timesa", jak i Walter Mossberg z "Wall Street Journal" wystawili Tablet PC ocenę wcale nie entuzjastyczną. Najwięcej krytyki wzbudziło oprogramowanie Microsoftu, które zdaniem obu panów tylko "udaje" odręczny notatnik. Zapiski przechowywane są bowiem i obrabiane w formie graficznej. Owszem, można włączyć rozpoznawanie pisma, ale jest ono zawodne i niewygodne w użyciu. Cóż z tego, że można wysłać odręcznie napisanego e-maila, skoro odbiorca w ogóle go nie obejrzy, jeśli nie odbiera załączników (ręczne pismo wysyłane jest jako plik graficzny). Tablet PC choć na pozór atrakcyjny jest produktem, który ma przed sobą jeszcze długą drogę.

Ale pozostaje palące pytanie: czemu to nie Apple, czy Apple w ogóle wejdzie na ten rynek, a jeśli tak, to kiedy? Firma Steve'a Jobsa już miała doświadczenia z przenośnymi komputerami z rysikiem. Newton jak na swoje czasy był objawieniem (kto wtedy słyszał o palmtopach?). Ale pojawił się za wcześnie. Dlatego teraz Apple nie wyrywa się przed szereg. Z czasem niemal na pewno doczekamy się uniwersalnej tabliczki z jabłuszkiem. Na razie nie widać innej równie atrakcyjnej nowej formy komputera. Prawdziwy przełom przyjdzie jednak dopiero z upowszechnieniem się nowych technologii, takich jak elastyczne wyświetlacze, ogniwa paliwowe i Jobs jeden wie, co jeszcze. Dopiero taki superlekki, ultracienki tablet zdolny pracować na bateriach kilkanaście dni ma szansę rzeczywiście zawojować rynek.

I jeśli ktoś jest w stanie opracować takie urządzenie, to na pewno jest to Apple. W wypadku tej firmy zazdrość będzie czynnikiem motywującym, nie destrukcyjnym.

Przygotowania widać właściwie już - najbardziej oczywiste jest włącznie do systemu Mac OS X technologii rozpoznawania pisma InkWell. Po co byłoby zawracać sobie tym głowę, jeśli miałby to być tylko nieprzydatny gadżet? Nowy gadżet - nazwijmy go iPad - uzupełniony bezprzewodowymi łączami Bluetooth, Wi-Fi czy - jak się spekuluje - coś w rodzaju bezprzewodowego FireWire mógłby obyć się bez napędów CD, DVD itd. - bez żadnych kabli łączyłby się z zewnętrznymi ich wersjami albo ze specjalną "szafką" z takimi urządzeniami. Użytkownik nosiłby pod pachą tylko leciutki ekranik i rysik. Mrzonki?

A kto jeszcze trzy-cztery lata temu marzył o sieciach bez kabli?

Premierą Tablet PC Microsoft wywołał Apple do tabliczki i sądzę, że ripostę z Cupertino ujrzymy prędzej czy później.

A znając Steve'a Jobsa, owa riposta będzie celna. Jeśli nowy produkt będzie równie rewolucyjny jak iMac z ekranem LCD, to o przyszłość Apple'a jestem spokojny.

PS A skoro o przyszłości mowa. To ostatni mój felieton na łamach digita. Blisko półtora roku minęło jak z bicza trzasnął. Dziękuję Wam, Drodzy Czytelnicy, za Wasz czas i cierpliwość.


Zobacz również