X-Files - The Game

Kultowy serial opowiadający o dochodzeniach dwojga agentów FBI doczekał się już adaptacji na wydawnictwa beletrystyczne, ścieżek dźwiękowych, biografii aktorów, a teraz i gry komputerowej. O tym, jak płodny to materiał świadczą choćby kolejne wznawiane serie i niegasnąca rzesza entuzjastów Dany Scully i Foxa Muldera.

Kultowy serial opowiadający o dochodzeniach dwojga agentów FBI doczekał się już adaptacji na wydawnictwa beletrystyczne, ścieżek dźwiękowych, biografii aktorów, a teraz i gry komputerowej. O tym, jak płodny to materiał świadczą choćby kolejne wznawiane serie i niegasnąca rzesza entuzjastów Dany Scully i Foxa Muldera. Oboje tworzą parę uzupełniającą się - ona czyta Biblię i rozprawy naukowe, on periodyki o parapsychologii i sprawozdania świadków widzących UFO. Elementem, który dodaje pikanterii serialowi są epilogi - bardzo często tajemnicze, nie wyjaśniające wcale kolejnej sprawy z archiwum X. Oczywiście ważna jest pozorna szczegółowość i pseudo-naukowe wywody obu agentów, ale fani przymrużają na to oko. To co się liczy to klimat odcinka, a nie fabuła.

I tak dostało się w moje ręce X Files - The Game. Gra przenosi nas do 96 roku, a więc jeszcze wtedy gdy (jeśli nie wiecie) naszym bohaterom pomagał ciemnoskóry informator o enigmatycznym pseudnimie X. Od razu zmartwię miłośników serialu, że poza intrem zgrabbowanym z serialu Gillian Anderson i David Duchovny pokażą się chyba ze trzy razy w grze. Na początku i na samiutkim końcu. Zatem nie będzie dla was niespodzianką, iż grać będziemy nie Daną, czy Foxem, ale innym agentem - Craigiem Willmorem. Nasz bohater od pięciu lat pracuje w Federalnym Biurze Dochodzeniowym w Seattle, właśnie wziął rozwód, ma kilkuletnią córkę i jest fanem Wojny Secesyjnej oraz The Ramones. Dotąd zajmował się głównie łapaniem płotek narkobiznesu i porwaniami. Aż tu nagle wzywa go do swego gabinetu szef i przedstawia znanego z serialu dyrektora Skinnera. Dyrektor krótko wyjaśnia sprawę - dwoje agentów zaginęło. Ich nazwiska to Scully i Mulder...

Zaczyna się ciekawie - przeglądamy teczki Foxa i Dany, jedziemy do hotelu, gdzie ostatnio ich widziano. W pokojach hotelowych znajdujemy laptopa Scully, pisemko o UFO (nic dziwnego) i popielniczkę z łupinami słonecznika (oczywiście), teczkę z formularzem dochodzenia. Do formularza przyklejona kartka ze wskazówką. No i właśnie - tu zaczynają się schody. Okazuje się, że Craig to albo imbecyl, albo niedowidzący ochroniarz, a nie agent FBI. Podobnie rzecz ma się ze znajomością własnego biura i komputera. Musimy sami odgadnąć, jakie ma on hasło do terminala, a na drzwiach wyjściowych biura wisi kartka z mapą - jakby Willmore pierwszy raz widział swoje miejsce pracy. Zamiast znaleźć od razu halę, o której wzmiankę spostrzegł w teczce Muldera, szuka ją okrężną drogą, marnując czas i pieniądze. Stajemy w końcu twarzą w twarz ze scenariuszem wymyślonym skrzętnie przez autorów gry - do nieprzyzwoitości liniowym i nie pozostawiającym wiele do myślenia. Poszukiwania, które trwałyby pięć minut zamieniają się w godzinne przeczesywanie każdego milimetra podłogi. W hali, gdzie każdy przeciętnie inteligentny człowiek znalazłby dowody - plamę krwi, a obok nabój, czy papierosa - trzeba szukać punkcika wielkości piksela i co chwila się schylać. Na rosyjskim statku znalazłszy dziennik pokładowy, przeczytałem go i chciałem iść dalej. Scenariusz nie przewiduje tego, że gracz zna cyrylicę i trzeba dziennik wysłać do tłumacza, bo inaczej nie posuniemy się dalej (!!!).

Następna sprawa to nastroje - w trakcie niektórych rozmów możemy na trzy sposoby odnieść się do rozmówcy - przyjazny, obojętny i wrogi. Owszem, ciekawa inicjatywa, tyle tylko, że zajmująca zbędne megabajty na dysku, bo i tak nie ma ona wpływu na przebieg scenariusza. Być może moje wrażenia mają charakter wieszania psów na dobrym produkcie, ale wydaje mi się, że gra nie jest tym, czego oczekują amatorzy Archiwum X. Sprawa jaką rozwiązujemy zamienia się z interesującej i tajemniczej w farsę pełną błędów programistów i scenopisarzy. Często przez złe sfotografowanie lokacji gubimy orientację i nie wiemy gdzie jest lewo, a gdzie sufit ;-) Jakość filmów, nawet w największej możliwej rozdzielczości (640x480!) i głębi kolorów pozostawia wiele do życzenia, a prędkość odtwarzania mogłaby być lepsza. Muzyka odstaje od standartów serialu, a leit-motiv Archiwum X pojawia się tylko w intrze. Zainteresowani serialem mogliby powiedzieć teraz - "Nic tylko siąść i płakać". Bez przesady - X-Files The Game spełnia warunki przeciętnej gry przygodowej sprzed roku. Natomiast na miano interaktywnej przygody na komputerze w konwencji słynnego serialu jeszcze nie zasłużyła. Jeśli chcecie nadal niepokoić się wieczorami, oglądajcie dalej serial. Do gier robią przecież sequele...


Zobacz również