Yik Yak. Nowa mobilna aplikacja umożliwia nastolatkom anonimowe plotkowanie

Internet pełen jest aplikacji i usług przygotowanych z myślą o nastolatkach lub przez nich sprytnie zaadaptowanych. Młodzi ludzie mają dość wszechobecnego Facebooka, na którym są nie tylko ich znajomi, ale też nauczyciele i - co gorsza - rodzice. Z tego powodu aplikacje takie jak Yik Yak, która to służy uczniom w USA do anonimowego obgadywania znajomych, zdobywają olbrzymią popularność. Jak ta usługa działa i dlaczego może być niebezpieczna?

Yik Yak to dość świeża aplikacja mobilna, która zdobywa popularność wśród młodych ludzi w Stanach Zjednoczonych. To tak naprawdę jedna wielka i nowoczesna otwarta grupa dyskusyjna oparta o dość nowatorski pomysł wykorzystujący geolokalizację. W Yik Yak każdy może anonimowo wysłać swoją wiadomość bez konieczności rejestracji konta i podawania nicka, a w głównym widoku prezentowane są sprytnie przefiltrowane statusy innych użytkowników. Przypomina to trochę taki ogólny i spersonalizowany, anonimowy chat.

Jak to działa?

W Yik Yak nie ma klasycznego podziału na kanały lub tematyczne fora, który od lat z powodzeniem stosowany jest w internecie. Tutaj wszystkie wiadomości wrzucane są na jedną tablicę. Nie oznacza to jednak, że wpisy użytkowników z całego świata pojawiają się w aplikacji z szybkością światła w jednym strumieniu. Całość jest filtrowana ze względu na lokalizację, a największa siła Yik Yak tkwi w tym, że każdy anonimowy status ma przypisane współrzędne GPS.

Dzięki oznaczeniu każdej wiadomości tagami geograficznymi użytkownik po wejściu do aplikacji nie widzi wpisów na interesujący go temat, jak np. na klasycznym na forum tematycznym. Tablica w Yik Yak nie jest też zbiorem wypowiedzi obserwowanych osób, jak to ma miejsce w typowych serwisach social media, takich jak Facebook, Google Plus i Twitter. W Yik Yak każdy użytkownik otrzymuje strumień anonimowych wpisów wysłanych przez osoby znajdujące się w jego bezpośrednim otoczeniu.

Na statusy można głosować (strzałka w górę lub w dół), a osoby pragnące dotrzeć do szerszego grona ze swoim komunikatem mogą zapłacić twórcom za lepszą ekspozycję treści. Korzystanie z Yik Yak ma oczywiście sens tylko wtedy, kiedy odpowiednia liczba użytkowników zainteresowana uczestnictwem w takim masowym i anonimowym forum przebywa w jednym miejscu przez dłuższy czas. Nic dziwnego, że potencjał tego rozwiązania dostrzegli w pierwszej kolejności… nastolatkowie ze Stanów Zjednoczonych.

Kto z tego korzysta? Dzieciaki!

Uczniowie wyposażeni w smartfony i chronieni złudną anonimowością pozwalają sobie na naprawdę niewybredne komentarze wobec kolegów i koleżanek. Na porządku dziennym jest obrażanie innych uczniów, którego ofiarą padają najczęściej te “mniej popularne” dzieci, młodzież o lepszych stopniach lub nastolatki gorszym wyglądzie lub ubiorze. Naturalnie równie często obrywa się nauczycielom i dyrekcji.

Yik Yak można porównać do drzwi w szkolnej toalecie, gdzie uczniowie mogą się schować i markerem napisać obraźliwe zdanie na temat kolegi, koleżanki lub kadry dydaktycznej. Przeniesienie takiej ogólnodostępnej, anonimowej tablicy w chmurę, do której każdy ma dostęp prosto ze swojej kieszeni, może mieć (i jak się okazuje, często ma) katastrofalne skutki. Dzięki Yik Yak zjawisko tzw. cyber-bullingu, czyli prześladowania słabszych psychicznie dzieci przez kolegów, weszło na zupełnie inny poziom.

Sprawa jest na tyle poważna, że Yik Yak zostało uznane za zagrożenie przez dyrektorów, pedagogów i nauczycieli, którzy apelowali do uczniów - oczywiście bezowocnie - o zaprzestanie korzystania z aplikacji. Nie trudno się domyśleć, że taka sugestia ma zupełnie odwrotny skutek, a im bardziej rodzice i nauczyciele nakłaniali młodych ludzi do usunięcia Yik Yak, tym z przekory korzystają oni z aplikacji z jeszcze większą chęcią.

Jak z tym walczyć?

Pojawiły się inne pomysły ograniczenia dostępu do aplikacji wśród dzieci. Pierwszym z nich było ustawienie ograniczenia wiekowego w sklepie z aplikacjami. Dzięki temu świadomy rodzic będzie mógł sam zdecydować, czy chce by jego pociecha korzystała z Yik Yak. Niestety, w skali całej szkoły takie rozwiązanie może być niewystarczające. Nie wszyscy rodzice kontrolują to, z czego na smartfonach korzystają ich dzieci.

Dorośli przerażeni popularnością Yik Yak i jej skutkami - obrażane i cyfrowo prześladowane przez anonimowych kolegów i koleżanki dzieci odmawiały w niektórych przypadkach przychodzenia do szkoły - szukali innych sposób na blokadę aplikacji. Co ciekawe, jej twórcy są dość ochoczo nastawieni do reagowania na zgłoszenia osób zaniepokojonych tym, jak młodzież wykorzystuje Yik Yak.

Ponieważ aplikacja oparta jest o geolokalizację, możliwe było zablokowanie jej działania na terenie samych szkół. Jak do tej pory zgłosiło się z taką prośbą kilka placówek edukacyjnych w Stanach Zjednoczonych, ale z pewnością w przypadku zdobywania przez Yik Yak większej popularności w innych regionach takich próśb może pojawić się znacznie, znacznie więcej. Niestety, w szerszej perspektywie może to nie być wystarczające.

To nie pomoże

Nie trudno sobie bowiem wyobrazić sytuację, w której po zablokowaniu Yik Yak w większości szkół w USA powstanie za chwilę klon aplikacji, którego twórcy będą już mniej przychylni do spełnienia żądań dyrekcji o zablokowanie usługi na terenie wszelkiej maści placówek edukacyjnych. Jest bardzo prawdopodobne, że uczniowie po prostu przeskoczą z jednej usługi na inną - wystarczy, że informacja o nowej aplikacji rozniesie się pocztą pantoflową.

To, że nastolatki w USA wykorzystują Yik Yak do gnębienia znajomych nie znaczy jednak, że to narzędzie z gruntu złe i powinno się go odgórnie zakazać, a sklepy z aplikacjami powinny usuwać programy ze swoich zbiorów. To tylko przyniosłoby usłudze rozgłos i darmową reklamę wśród nastolatków w myśl zasady, że zakazany owoc najlepiej smakuje. Trzeba też pamiętać o tym, że nie można winić samego narzędzia za to, jak wykorzystują je użytkownicy.

Twórcy usługi zasłaniają się przed krytyką tym, że Yik Yak jest produktywnie wykorzystywana chociażby przez studentów na kampusach różnych uczelni. Takie ogólnodostępne forum ułatwia przekazywanie ważnych informacji i ma minimalną barierę wejścia - wystarczy instalacja prostej aplikacji, bez konieczności zakładania konta i już można chatować z innymi. Yik Yak to też szansa dla np. właścicieli punktów usługowych w odwiedzanych przez turystów regionach. Sprzedawcy mogą za pomocą aplikacji zapoznawać się z anonimowymi i szczerymi opiniami klientów i docierać do nich ze swoimi komunikatami.

Iluzja anonimowości

Yik Yak to tylko narzędzie, które można wykorzystać w szczytnym celu lub... w niecny sposób. Brak konieczności podpisywania się pod komunikatem i odgórnej moderacji przyciąga w końcu wszelkiej maści cyfrowych wandali. Na szczęście anonimowość w serwisie jest złudna, bo osoby łamiące prawo - wysyłające treści rasistowskie, straszące podłożeniem bomby itp. - mogą zostać namierzone przez policję, co już kilkukrotnie miało miejsce.

Trzeba jednak pamiętać, że policja i sąd nie może angażować się w odszukanie każdej młodej osoby, która w sieci napisze coś złego o innym dziecku. Dyrektorzy, nauczyciele i pedagodzy w szkołach, które nie zostały dotknięte tym fenomenem, mają naprawdę przed sobą trudne wyzwanie. W końcu u niektórych, mniej odpornie psychicznych wychowanków, pojawienie się na Yik Yak wyzwisk i obelg może zostawić traumę na całe życie.

Z naszej perspektywy można odetchnąć jak na razie z ulgą, bo problem związany z anonimową aplikacją do plotkowania trapi na większą skalę jedynie mieszkańców USA. W Polsce obok Facebooka, Twittera i Instagrama coraz częściej wykorzystywany jest Snapchat i Ask.fm, ale Yik Yak nie zdobył w naszym kraju jeszcze zbyt dużej popularności. Niewykluczone jednak, że boom na takie anonimowe usługi oparte o koordynaty GPS wybuchnie u nas za jakiś czas.

Warto wiedzieć zawczasu, z czym możemy mieć do czynienia.

Aplikację Yik Yak można pobrać bezpłatnie ze sklepów Google Play oraz App Store.

źródła: businessinsider.com, latimes.com, techcrunch.com


Zobacz również