Z taktem i rozsądkiem - fotografowanie w kościele

Rozmowa z Jerzym Golańskim, fotografem zajmującym się profesjonalną fotografią komunijną.

Rozmowa z Jerzym Golańskim, fotografem zajmującym się profesjonalną fotografią komunijną.

Czy wielką sztuką jest zrobić dobre zdjęcia komunijne?

Odpowiedź nie jest wcale oczywista. Trzeba wziąć pod uwagę kilka czynników, które mają wpływ na efekt końcowy naszej pracy. Oczywiście, poza dyskusją pozostaje fakt, że musimy mieć odpowiednio dobrany sprzęt. Jednak dochodzą jeszcze dwie ważne kwestie: współpraca z gospodarzem miejsca, czyli zazwyczaj z proboszczem danej parafii, oraz umiejętność współpracy z dziećmi.

W takim razie trzeba być także dobrym psychologiem?

Poniekąd tak. Dla dzieci dzień komunii jest bardzo ważny. Na pewno przeżywają go znacznie intensywniej niż dorośli - pomimo dużego zaangażowania tych ostatnich w przygotowania całej uroczystości rodzinnej. Choć zewnętrznie wszystko zdaje się mieć właściwy rytm i porządek, to nieprzewidziane i spontaniczne reakcje dzieci mogą spowodować, że ich zachowanie może ulegać szybkim zmianom. Oczywiście, główny ciężar odpowiedzialności za utrzymanie porządku ciąży na księżach bądź katechetach, jednak dla fotografa są to równie stresujące chwile. Niektóre dzieci potrafią bowiem być na przykład cały czas w ruchu i trudno jest uchwycić moment, w którym można im zrobić ładny portret. Inne z kolei - z nieśmiałości lub ze zmęczenia - mogą przez ten czas się kulić. To też nie ułatwia zadania.

Ma Pan opracowane własne sposoby postępowania?

 Jerzy Golański

Jerzy Golański

Gdy dzieci są znużone, wówczas nie warto robić zdjęć. W tym co mówię jest pewien element samoobrony zawodowej. Otóż, skoro ja potrafię wychwycić zmęczenie dziecka, jeszcze łatwiej spostrzeże to matka lub ojciec. Rzadko się zdarza, by byli oni zadowoleni z takich zdjęć. W takim przypadku z dobrym ujęciem lepiej zaczekać po prostu na inny dzień. Nie zapominajmy, że zdjęcia komunijne można robić przez cały tzw. biały tydzień, po dniu komunii. Musimy tylko pamiętać, iż w tygodniu spotkania są zazwyczaj po południu i światło jest wtedy inne niż w dniu samej komunii. W niedzielę staram się uchwycić dzieci i ich rodziny, gdy są jeszcze w dobrej formie, na początku uroczystości.

Wiemy już, że ważną kwestią jest dobra współpraca z osobami odpowiedzialnymi za kościół, w którym odbywa się uroczystość. Czy chodzi o to, by przed liturgią zgłosić się do proboszcza parafii dla tzw. świętego spokoju, czy też jest to konieczne z innych względów?

Zacznijmy może od tego, że omówienia z gospodarzem miejsca wymaga na pewno kwestia wyboru osób upoważnionych do tego, aby robiły zdjęcia podczas liturgii. Ważne jest, by zdawać sobie z tego sprawę, iż nie wszyscy, którzy mają aparat lub kamerę przy sobie, mogą z nich dowolnie korzystać lub poruszać się w kościele. Są tutaj wyraźne ograniczenia. Na pewno nie można robić zdjęć w trzech kluczowych momentach: w trakcie liturgii słowa (czytania biblijne w pierwszej fazie mszy świętej), następnie podczas homilii (wtedy swój kunszt mogą pokazać operatorzy kamer) oraz podczas "przeistoczenia", w drugiej części nabożeństwa.

Nieraz byłem świadkiem, gdy ksiądz sprawujący eucharystię potrafił powiedzieć głośno kilka cierpkich słów pod adresem niesfornego fotografa. Choć może to się wydawać dziwne, to jednak staje się zrozumiałe, gdy odpowiednio zrozumie się role, jakie są przypisane wszystkim uczestnikom uroczystości. Dlatego na jedną sprawę trzeba by wszystkich koniecznie uczulić: niezależnie od naszego światopoglądu, powinniśmy zdawać sobie sprawę, że uczestniczymy w liturgii, w której - mimo całej wyjątkowości Pierwszej Komunii Świętej - centralnymi postaciami wcale nie są dzieci. A już tym bardziej fotograf. Dlatego w razie pojawiających się wątpliwości, jak się w danym momencie zachować, najlepiej przyjąć postawę szacunku dla duchowości innych osób. Moim zdaniem stanowi ona najlepszą pomoc w każdym przypadku.

Skoro nie każdy może swobodnie poruszać się po kościele w trakcie uroczystości, co mają począć członkowie rodzin, wyposażeni w aparaty, którzy chcieliby sami pstryknąć zdjęcie?

Bardzo dużo zależy od proboszcza bądź księdza sprawującego pieczę nad przebiegiem uroczystości. W celu uniknięcia stresu najlepiej jest - najpóźniej przed mszą - pójść do zakrystii i o wszystko dokładnie wypytać. Zazwyczaj nie ma wyraźnego zakazu wykonywania zdjęć. Wprowadzone obostrzenia mają za zadanie utrzymanie całości nabożeństwa we właściwym porządku oraz ochronę dzieci przed natarczywymi amatorami naciskania spustu migawki. Bywałem świadkiem sytuacji, gdy na jedno dziecko przypadały 2, 3 osoby z aparatami. Ogarniała mnie zgroza na myśl, ile te dzieci muszą znieść na skutek braku umiaru ze strony dorosłych. Na szczęście obecnie w dniu samej komunii w wielu kościołach stosowane są różnego rodzaju zabezpieczenia, które mają chronić dzieci przed presją osób trzecich. W tym zamkniętym obszarze może zazwyczaj poruszać się tylko wskazany przez księdza fotograf i kamerzysta. Ujęcia z dużej odległości nie wyjdą najlepiej na amatorskim sprzęcie, dlatego radzę zaoszczędzić miejsce w aparacie na później. Na przykład na uroczystość rodzinną, gdzie nie zaprasza się z reguły zawodowych fotografów.

Jakie ujęcia zasługują na to lub powinny znaleźć się w pamiątkowym albumie z komunii?

Na pewno nie powinno zabraknąć zdjęcia samego momentu przyjęcia komunii świętej. Przecież to najważniejszy moment w tym dniu. Jednak ze względu na wcześniej przytaczane zastrzeżenia zrobienie tego typu zdjęcia pozostaje zasadniczo w gestii oficjalnie wyznaczonego do tego fotografa. Sama forma komunii różnie jest rozwiązywana w różnych kościołach. Z punktu widzenia fotografa najkorzystniejszym rozwiązaniem jest procesyjne podchodzenie dzieci do kapłana. Umożliwia to nam zajęcie dobrej pozycji, z której bez większego ryzyka można wykonać portrety wszystkich dzieci komunijnych. Sugerowałbym wcześniejsze porozumienie się w tej kwestii z celebransem, by nie okazać się później nieprzygotowanym do nagłej zmiany i narażania się na pośpiech i nieostre ujęcia. W tym miejscu chciałbym też przestrzec przed robieniem zdjęć w ruchu. Ich jakość bardzo często pozostawia wiele do życzenia. Przed błędami nie uchronią się nawet profesjonaliści. Odpady mogą sięgnąć 70%, a nawet 90%, gdy ruch próbuje uchwycić fotograf amator. Oczywiście, w przypadku stosowania aparatu cyfrowego możliwość pomyłki nie stanowi już takiego problemu jak w aparatach tradycyjnych, jednak nie zmienia to faktu, że zdjęcia i tak rzadko kiedy są ostre. Rejestrację ruchu pozostawiłbym po prostu kamerzyście.

Niedzielną uroczystość warto wykorzystać do tego, by uwiecznić przybyłą z tej okazji rodzinę. Na tego typu zdjęciach nie powinno zabraknąć ogólnego planu z wszystkimi zaproszonymi gośćmi. Jednak uczulam, że trzeba działać szybko, dokąd jeszcze można zebrać całą rodzinę. Dopiero potem można pokusić się o kilka mniejszych ujęć: dziecko z dziadkami, rodzicami, rodzeństwem czy rodzicami chrzestnymi.

Natomiast tzw. biały tydzień przeznaczyłbym na spokojne zrobienie kilku kameralnych zdjęć w kościele - np. w towarzystwie kolegów bądź koleżanek z ławki. Inna jest "temperatura" tych dni i łatwiej jest wówczas o dobre ujęcia. Oczywiście, powinniśmy chronić się przed popadaniem w przesadę i robieniem zdjęć wszystkiego i wszystkim. W moim przekonaniu udany album komunijny będzie zawierał ok. 15 zdjęć.

Rozmawiał Krzysztof Wojciechowski


Zobacz również