Za twoim przewodem

Czasami nieswojo czuję się słuchając słów polskiego hymnu. "Za twoim przewodem złączym się z narodem". A jeśli ktoś nie używa przewodów, a też się łączy - z narodem i ze światem?

Czasami nieswojo czuję się słuchając słów polskiego hymnu. "Za twoim przewodem złączym się z narodem". A jeśli ktoś nie używa przewodów, a też się łączy - z narodem i ze światem?

Na szczęście takie pseudofilozoficzne pytania nachodzą mnie niezwykle rzadko - może dlatego że niezwykle rzadko dane jest mi usłyszeć narodowy hymn w postaci śpiewanej, a może dlatego że dzięki technologii Airport Apple'a bezprzewodowego Internetu po prostu się używa, zapominając w ogóle, jak to działa. Tak samo nie zastanawiam się, jak strumień elektronów rysuje obraz na kineskopie mojego telewizora, ani w jaki sposób membrana w głośnikach wieży poruszana elektromagnesem generuje dźwięk. Włączam telewizor, oglądam. Włączam wieżę, słucham. Otwieram iBooka, korzystam z Internetu bez kabla.

Minął już prawie rok, od kiedy tak właśnie surfuję sobie po Sieci, zarówno w domu, jak i w pracy. Rok to aż nadto, by uznać taką technologię za coś oczywistego. Na szczęście zdarzają się od czasu do czasu zderzenia z rzeczywistością, pozwalające docenić znaczenie tej technologii.

Noc z soboty na niedzielę, schyłkowa faza imprezy, rytualne nocne Polaków rozmowy w kuchni u gospodarza wieczoru. Próbujemy zgrać zdjęcia z aparatu cyfrowego, ale pech chciał, że czytnik PCMCIA w TiBooku nie chce zobaczyć karty SmartMedia. Wyjmuję więc iBooka i swój czytnik, w którym karta działa. Przerzucam zdjęcia i zastanawiam się, jak przerzucić je do PowerBooka.

Już sięgam po dysk FireWire, gdy przypominam sobie - masz w nim kartę Airport? Karta jest, więc w mgnieniu oka łączymy oba komputery bez kabla i przerzucamy zdjęcia.

- Zaraz, jak wy to robicie? - pyta jeden z uczestników imprezy.

- Airportem.

- Ale jak?

- No radiowo, bez kabla.

- Ściemniacie!

I tu nastąpiła krótka, ale przekonująca prezentacja technologii Airport, łącznie z wyjęciem karty z iBooka.

Sieci bezprzewodowe Wi-Fi (tak określa się standard przemysłowy 802.11b, w którym działa Airport) to od ponad roku prawdziwy hit. Zakładają je kolejne centra handlowe, lotniska, hotele, kawiarnie, a nawet osoby prywatne (niestety, nie w Polsce - u nas na razie skończyło się na otwieranym przez prezydenta RP lotnisku Ławica w Poznaniu).

Niemniej, na świecie Wi-Fi świętuje triumfy i pojawiają się kolejne wieści o coraz szybszych jego wersjach.

Niemal równocześnie z Wi-Fi opracowano inną technologię bezprzewodowej łączności radiowej - Bluetooth. Choć było o niej znacznie głośniej w mediach, długo nie można się było doczekać urządzeń działających w tym standardzie.

Na szczęście pod koniec zeszłego roku zaczęło się to zmieniać. Producenci komórek dotrzymali słowa i pojawia się coraz więcej modeli z Bluetooth. Akcesoria do nich kosztują na razie fortunę, ale to minie.

Istotne jest to, że Bluetooth zaczyna się przyjmować także w świecie komputerów. Pojawiają się wreszcie "sinozębe" adaptery w postaci kart SD, PCMCIA, końcówek USB. Microsoft już zapowiada bezprzewodowe klawiatury, myszki.

Tylko patrzeć jak podobne akcesoria zaczną oferować inni. Apple też nie zasypia gruszek w popiele - w marcu pojawił się adapter USB-Bluetooth w bardzo przystępnej cenie, a na początku kwietnia odpowiednie oprogramowanie.

Jestem niemal przekonany, że kolejne wersje Macintoshy będą miały standardowo wbudowany nadajnik Bluetooth. Nowy iMac przecież aż prosi się, by uwolnić go od kabli łączących go z klawiaturą i głośnikami.

Mam już komórkę z Bluetooth, czekam właśnie na przesyłkę z adapterem Bluetooth do mojego iBooka. Skończą się korowody z szukaniem odpowiedniego kabelka do połączenia komórki z iBookiem. Kabelka po prostu nie będzie.Airport do łączenia się z siecią, Bluetooth do akcesoriów. Znikają kolejne kable - zostaje tylko zasilanie, którego na razie inaczej doprowadzić się nie da.

Mówię "na razie", bo kto wie, co nas czeka? W końcu gdyby jeszcze parę lat temu ktoś powiedział mi o Airporcie czy Bluetooth, postukałbym się w głowę i wysłał go do lekarza z odpowiednim przewodem... habilitacyjnym.

Z psychiatrii.

<hr size="1" noshade>Dariusz Ćwiklak jest dziennikarzem "Gazety Wyborczej". Jego wielką pasją są Macintoshe; niestety, jak donoszą dobrze poinformowane źródła, w domu używa również najprawdziwszego peceta z systemem Windows.


Zobacz również