ZaKaZaAne piosenki

W świecie serwisów P2P mnożą się informacje o kolejnych procesach, bankructwach czy wprowadzeniu opłat za pobieranie plików. Dzięki naszemu krótkiemu przewodnikowi dowiesz się, z których serwisów wciąż warto korzystać i jak to robić.

W świecie serwisów P2P mnożą się informacje o kolejnych procesach, bankructwach czy wprowadzeniu opłat za pobieranie plików. Dzięki naszemu krótkiemu przewodnikowi dowiesz się, z których serwisów wciąż warto korzystać i jak to robić.

Płatne pobieranie

W Internecie działa w tej chwili kilkadziesiąt serwisów umożliwiających odpłatne pobieranie muzyki. Kilka miesięcy temu, gdy większość z nich debiutowała, wydawało się, że mogą stanowić poważną alternatywę dla bezpłatnych sieci P2P - przede wszystkim z uwagi na dużą dostępność muzyki oraz gwarancję jakości plików (w wypadku np. KaZaA nie zawsze wiadomo, co się pobiera). Tak się nie stało - płatne serwisy na razie nie zdobyły większej popularności. Przyczyn jest kilka, jednak w opinii większości ekspertów zdecydowało to, że pobierający muzykę mogli jej potem słuchać tylko z komputera - przeważnie niemożliwe było nagranie na płyty CD. Poza tym płatne serwisy z reguły udostępniają nagrania artystów związanych z jedną wytwórnią i może się zdarzyć, że chcąc pobrać pięć piosenek, trzeba skorzystać z pięciu serwisów. A to jest kłopotliwe.

Dla jednych nazwy KaZaA, WinMX czy Direct Connect są jedynie synonimami piractwa fonograficznego i filmowego, dla innych zaś - symbolem sukcesu, jakże rzadkiego w czasach upadających dotcomów. Serwisy P2P to przede wszystkim niewyczerpane źródło bezpłatnej (choć nie zawsze legalnej) muzyki, filmów oraz oprogramowania. I to źródło docenione przez profesjonalistów - w tym roku jeden z najpopularniejszych serwisów tego typu, KaZaA, otrzymał prestiżową Webby Award.

Działanie typowego serwisu bezpośredniej wymiany plików (peer-to-peer) opiera się na tym, że internauci z całego świata udostępniają sobie nawzajem określone zasoby danych - np. pliki muzyczne, dokumenty, filmy czy oprogramowanie. Oznacza to, że użytkownicy serwisu P2P, szukając jakiegoś pliku, sprawdzają zasoby innych użytkowników i potrzebny plik pobierają bezpośrednio od nich. Rozwiązanie to jest niezwykle wygodne - pozwala na łatwe i szybkie znalezienie szukanych materiałów, znacznie upraszcza i skraca również ich pobieranie.

Ma jednak bardzo poważną wadę - struktura większości sieci (które działają bez centralnego serwera) wyklucza możliwość jakiegokolwiek kontrolowania wymienianych w niej danych. A to spędza sen z powiek przedstawicielom przemysłu fonograficznego, filmowego, a także producentom oprogramowania, ponieważ większość użytkowników KaZaA, iMesha czy WinMX bez oporów udostępnia pliki chronione prawem autorskim - przede wszystkim muzyczne, ale także filmy w formacie DivX oraz oprogramowanie.

Kto jest nielegalny?

Do niewątpliwych aututów KaZaA Media Desktop należą: liczba użytkowników, ogromna ilość udostępnianych w sieci danych oraz intuicyjny interfejs aplikacji.

Do niewątpliwych aututów KaZaA Media Desktop należą: liczba użytkowników, ogromna ilość udostępnianych w sieci danych oraz intuicyjny interfejs aplikacji.

Ze zjawiskiem tym od jakiegoś czasu zaciekle walczą na drodze sądowej organizacje antypirackie - w większości pozwów domagają się natychmiastowego zablokowania udostępniania w sieci nielegalnych materiałów. Na razie ich wysiłki idą na marne - w większości przypadków sądy przychylają się do argumentów operatorów serwisów bezpośredniej wymiany plików. A ci tłumaczą, że system nie jest nielegalny, natomiast twórcy aplikacji nie mogą odpowiadać za to, że niektórzy wykorzystują go do działań niezgodnych z prawem. Poniekąd mają rację - zdaje się, że do tej pory żadnego producenta noży nie skazano za zabójstwo dokonane tym narzędziem przez kogoś innego.

Ostatnio jednak przemysł fonograficzny chyba znalazł sposób na P2P. A nawet kilka sposobów.

Pierwszy bezpośrednio odnosi się do argumentacji przedstawicieli serwisów: skoro nie można zaskarżyć operatora, firmy fonograficzne postanowiły indywidualnie pozywać użytkowników kopiujących nielegalne pliki. Na razie o tych planach nie wiadomo zbyt wiele - z doniesień agencyjnych wynika jednak, że na celowniku znajdą się przede wszystkim użytkownicy amerykańscy (z racji łatwości podjęcia przeciwko nim działań prawnych), głównie ci, którzy udostępniają szczególnie duże zbiory nielegalnych empetrójek. Choć i ten pomysł może spalić na panewce - ostatnio jeden z koncernów muzycznych spotkał się z ostrą reakcją dostawcy usług internetowych, od którego zażądano danych internauty podejrzanego o nielegalne kopiowanie plików. Przedstawiciele firmy stwierdzili, że nie zamierzają udostępniać nikomu danych osobowych swoich klientów.

Drugi pomysł firm fonograficznych jest bardziej przewrotny - zwłaszcza że został wprowadzony w życie, zanim opinia publiczna się o nim dowiedziała.

W ramach utrudniania życia piratom wytwórnie same zaczęły udostępniać pliki w sieciach peer-to-peer. Tyle tylko, że pliki fałszywe. Przepis jest prosty: nagraj 5 minut ciszy, następnie zapisz ją w formacie MP3, plik nazwij tak, jak przebój okupujący w danym momencie listy przebojów, i udostępnij go w sieci. Pobierający (a z pewnością znajdzie się ich wielu) będą bardzo rozczarowani, gdy odtworzą takie nagranie. A ich rozczarowanie i irytacja wzrosną, gdy coraz więcej plików pobieranych z Internetu będzie fałszywkami (takie są plany organizatorów akcji). Z czasem pewnie wiele osób stwierdzi, że jednak warto wyłożyć kilka dolarów na dostęp do któregoś z płatnych serwisów muzycznych. Taki rozwój wypadków jest prawdopodobnie najbardziej pożądany przez przedstawicieli amerykańskiego przemysłu fonograficznego.

Przejmowanie kontroli

Użytkownicy P2P są narażeni nie tylko na nieprzyjemności ze strony przeciwników piractwa. Swego czasu niecne plany wobec nich mieli również... operatorzy serwisu. Kilka miesięcy temu głośnym echem odbiła się w Internecie informacja o sieci w sieci. Okazało się bowiem, że jedna z wersji programu-klienta KaZaA (czyli aplikacji, którą trzeba zainstalować w swoim komputerze, by móc korzystać z sieci) zawiera również klienta innej sieci - Altnet. Oprogramowanie to, opracowane przez firmę Brilliant Digital Entertainment, pozwala operatorom serwisu na przejęcie częściowej kontroli nad komputerem, w którym je zainstalowano. Polega to na wykorzystaniu mocy obliczeniowej tysięcy komputerów do stworzenia wirtualnego superkomputera. Altnet działa więc podobnie jak wygaszacz ekranu udostępniony w ramach projektu SETI - aplikacja uaktywnia się tylko wtedy, gdy użytkownik nie korzysta z komputera. Sprawa jest tym bardziej kontrowersyjna, że większość użytkowników KaZaA ma uaktywnioną opcję automatycznego pobierania uaktualnień - tak więc Altnet został u nich zainstalowany bez ich wiedzy. Oprogramowanie to stało się integralnym elementem KaZaA Media Desktop - zaimplementowano je również w najnowszej aplikacji, oznaczonej numerem 1.7.2.

Jak pobieramy?

Z przeprowadzonej przez nas ankiety wynika, że zdecydowana większość (65,95 procent) naszych czytelników wciąż korzysta z KaZaA - dlatego w dalszej części tekstu szerzej omówimy przebieg instalacji i sposób korzystania z programu KaZaA Media Desktop. Kolejne miejsca na liście zajęły: Direct Connect (12,54 procent), iMesh (11,11 procent) oraz WinMX (6,81 procent). Z pozostałych uwzględnionych w naszej ankiecie serwisów (Bearshare, Groskter, FileNavigator, LimeWire oraz Morpheus) nie korzysta nawet 5 procent ankietowanych.


Zobacz również