Zamieszanie z francuską ustawą antypiracką - przepisy przepadły w kolejnym głosowaniu

Nieoczekiwany zwrot w sprawie francuskiej ustawy antypirackiej, dopuszczającej możliwość odcinania użytkowników od Internetu. Przepisy zostały odrzucone w głosowaniu niższej izby francuskiego parlamentu.

Ustawa antypiracka głosi zasadę trzech ostrzeżeń - osoba nielegalnie wymieniająca materiały chronione prawem autorskim otrzymywałaby najpierw e-mailem, za drugim razem tradycyjną pocztą upomnienie i wezwanie do zaprzestania tego procederu. Przy trzecim naruszeniu praw autorskich sprawca miałby tracić połączenie z Internetem. Ustawa przewiduje, że piraci mogliby zostać pozbawieni sieci na okres od 3 do nawet 12 miesięcy.

W myśl ustawy powołany miał zostać specjalny urząd, który zbierałby skargi od przemysłu filmowego i muzycznego oraz namierzałby podejrzanych. Dane związane z aktywnością internautów dostarczane byłyby przez dostawców Internetu. Ci zaś monitorowaliby użytkowników za pomocą prostych programów, które każdy klient musiałby zainstalować by w ogóle korzystać z Sieci. Dodatkowym "ciosem w piratów" ma być ograniczenie dostępu do Internetu przez publiczne hotspoty - poprzez np. narzucenie ograniczonej listy "bezpiecznych" witryn.

Początek zgodny z planem

Na początku kwietnia francuskie Zgromadzenie Narodowe (niższa izba parlamentu) przyjęło kontrowersyjną ustawę, która umożliwiać miała władzom odcinanie dostępu do Internetu osobom nagminnie pobierającym nielegalne treści z Sieci. Głosowanie odbyło się w niemal spiskowych okolicznościach - 3. kwietnia późnym wieczorem, gdy na sali znajdowało się jedynie 16 posłów oraz przewodniczący - Roger Karoutchi. To on nakłonił obecnych polityków do koniecznego i natychmiastowego głosowania w sprawie projektu. Taktyka okazała się skuteczna - akt został przyjęty większością 12 do 4.

Problem w tym, że tekst ustawy przyjętej przez deputowanych był mniej restrykcyjny od treści przepisów, nad którymi głosował w ubiegłym roku senat. Z uwagi na te różnice rząd utworzył w tym tygodniu połączoną komisję parlamentarną, złożoną z przedstawicieli obu izb, której zadaniem było ujednolicenie zapisów i stworzenie ostatecznego tekstu aktu.

Komisja zaostrzyła treść ustawy, przywracając m.in. zapis, zgodnie z którym użytkownik odcięty od Internetu byłby zmuszony do uiszczania opłat za usługę dostępową (mimo sprzeciwu kilku posłów, podających w wątpliwość konstytucyjność tego punktu). Stwierdzono też, że niedostępność danych materiałów w legalnym obiegu nie może być usprawiedliwieniem pobierania ich nieautoryzowanych kopii z Internetu.

Zwrot akcji

W tym momencie wydawało się, że uchwalenie ustawy jest już tylko formalnością. Tymczasem posłowie nie zgodzili się na ich przyjęcie. Czwartkowe głosowanie odbyło się po raz kolejny niemal w pustej sali - wzięło w nim udział 36 deputowanych, z czego 21 głosowało przeciw (oznacza to, że 577 posłów Zgromadzenia Narodowego nie stawiło się).

Jeremie Zimmermann, szef stowarzyszenia La Quadrature du Net zajmującego się walką o poszanowanie praw obywatelskich w Internecie skomentował wynik głosowania w następujący sposób: "Jest to zwycięstwo obywateli i wolności obywatelskich nad interesami korporacyjnymi". Dla prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego i minister kultury Christine Albanel jest to zaś niespodziewany cios.

Nie oznacza to jednak końca bojów o wprowadzenie przepisów antypirackich we Francji. Ustawa po poprawkach trafi znów pod obrady obu izb parlamentu. We Francji istnieje bowiem bardzo silne lobby właścicieli praw autorskich (artyści, twórcy filmów, muzycy, inni przedstawicieli przemysłu rozrywkowego), którzy skutecznie wpływają na decyzje polityków.

Parlament Europejski zdecydowanie sprzeciwia się odcinaniu od Internetu.


Zobacz również