Żeby to usłyszeć

Odtwarzacze SACD kontra DVD-Audio Część 2. PIONEER DV-646A, SONY DVP NS900V, YAMAHA DVD-S1200, ONKYO DV-S757, PANASONIC DVD RA61.

W poprzednim numerze prezentowaliśmy test czterech urządzeń, które pozwalają na odtwarzanie płyt w nowych formatach DVD-Audio i SACD. Teraz kolej na następne modele z kręgu uniwersalnych odtwarzaczy DVD.

Przetestowaliśmy prawie wszystkie produkty tego typu dostępne na naszym rynku. W sprzedaży, oprócz opisywanych przez nas modeli, znajdziemy jeszcze klika innych urządzeń uniwersalnych w cenach powyżej 10 tys. zł. My postanowiliśmy poprzestać na modelach, których górną granicą cenową jest kwota 6000 zł. Tyle bowiem kosztował Philips SACD1000 recenzowany w zeszłym miesiącu. Zachwycił on brzmieniem niespotykanym wśród odtwarzaczy DVD. Zobaczymy, czy urządzenia testowane tym razem sprostają bardzo mocnej konkurencji Panasonica RA71, Denona DVD-1600, Sony DVP NS700V oraz wspomnianego już Philipsa SACD1000.

Pioneer DV-646A

Testowany przez nas DV-646A to najtańszy model w katalogu japońskiego producenta, odtwarzający płyty DVD-Audio. Powyżej znajdziemy opisywane już DV-747, jedyny odtwarzacz na świecie, który akceptuje krążki zarówno DVD-Audio, jak i SACD. Na szczycie nadal króluje bezkompromisowy DV-939A z układami Progressive Scan, lecz odczytujący tylko format DVD-Audio.

Przez redakcję "Kina Domowego - Magazynu DVD" przewinęły się chyba wszystkie modele odtwarzaczy DVD firmy Pioneer. Urządzenia te zawsze budziły szacunek bardzo starannym wykonaniem, dobrą jakością użytych materiałów oraz nieco kontrowersyjnym, aczkolwiek eleganckim designem. Tym razem typowy wygląd pozostał, bardzo dobre komponenty wewnętrzne również, ale zdecydowanie zaoszczędzono na jakości obudowy i złączach na tylnym panelu. Przedni panel wykonano z kiepskiego plastiku, sprawiającego wrażenie tandety. Urządzenie to nie jest z pewnością tanie, bo kosztuje 3500 zł. Taka kwota zobowiązuje już producenta do zatroszczenia się o odpowiednio wysoką jakość odtwarzacza. Tym razem Japończycy nie dostosowali się do tego poziomu, za co należy się im duży minus (mimo że wersja w kolorze szampańskim prezentuje się bardziej elegancko). Tylny panel mógłby dostać u nas piątkę z minusem (minus za brak złączy component), ale zawiedliśmy się na jakości wtyków. Ani jeden z nich nie został pozłocony, wszystkie są tylko niklowane.

Jeśli chodzi o ilość wtyków różnego typu, to tu już nie mamy powodu do narzekań. Wizję podłączymy dwoma euroscartami (pierwszy z RGB), zdublowanymi złączami S-Video lub także podwójnymi composite. W sekcji audio nie jest gorzej: podwójne analogowe wyjście stereo (RCA), sześć wyjść analogowych z wyprowadzeniem zdekodowanego sygnału DD 5.1 lub DTS oraz "pakiet" cyfrowy - wyjście optyczne i elektryczne. Tradycyjnie już Pioneer dodaje wejście i wyjście control do połączenia urządzeń firmowych w system sterowany jednym pilotem.

Przedni panel jest wyposażony skromnie i nie odbiega stylistyką od firmowej linii wzorniczej, charakteryzującej się występowaniem łukowatego wyżłobienia, biegnącego przez całą szerokość przedniej ścianki. Szuflada i umieszczony pod nią wyświetlacz zamontowane są centralnie. Po lewej stronie zlokalizowano jedynie włącznik sieciowy, diodę sygnalizującą tryb pracy Legato Pro oraz przycisk do wygaszania wyświetlacza. Prawa strona została uzbrojona w sześć przycisków sterowania podstawowymi funkcjami.

Napęd Pioneera oceniamy bardzo wysoko. Co prawda, przy pierwszym kontakcie chybotliwa i niezbyt solidna szuflada nie robi dobrego wrażenia, jednak po połknięciu płyty nie sprawia już żadnych niemiłych niespodzianek. Co więcej, jest to jeden z lepiej pracujących napędów spotykanych w odtwarzaczach DVD. Pracuje bardzo pewnie i sprawnie. Przełączanie pomiędzy rozdziałami odbywa się błyskawicznie i bezgłośnie. Jest to rzecz warta zapamiętania, bowiem najczęściej inne napędy przy przewijaniu, przeskakiwaniu pomiędzy rozdziałami czy nawet rozruchu wydają nieprzyjemne zgrzyty i inne bliżej niezidentyfikowane dźwięki. Zresztą Pioneer był w przeszłości znany właśnie z napędów, pracujących poprawnie, ale nieco głośno.


Zobacz również