Zmierzch naświetlarek?

Rozwój technologii Computer-to-Plate i poszerzanie oferty przez drukarnie zagrozi istnieniu naświetlarni. Jak mogą się bronić ich właściciele? Czy opłaca się dzisiaj kupić naświetlarkę?

Rozwój technologii Computer-to-Plate i poszerzanie oferty przez drukarnie zagrozi istnieniu naświetlarni. Jak mogą się bronić ich właściciele? Czy opłaca się dzisiaj kupić naświetlarkę?

Oszczędność, nie zysk

Naświetlanie stało się w ostatnich latach usługą łatwo dostępną. Ten fakt w połączeniu z ofertami drukarń, które gotowe są naświetlać właściwie po kosztach, byle dostać zlecenie na druk, powoduje, że właściciele naświetlarek nie mogą liczyć na zysk, ale co najwyżej na oszczędności, stanowiące różnice między rzeczywistymi kosztami naświetlania a ceną za usługi "na mieście".

Jeśli ktoś rozważa zainwestowanie pieniędzy w naświetlarkę, powinien dobrze policzyć, czy będzie w stanie spłacić ją z naświetlonych prac.

Jakie warunki trzeba spełnić, żeby zakup naświetlarki się zwrócił? Można to w sprosty sposób policzyć. W poprzednim numerze PiMW można znaleźć reklamę naświetlarki z wywoływarką DotMate 5000 firmy ScanView w cenie 138 000 zł netto. Maksymalnyobszar naświetlania wynosi 42 x 56 cm, co jest rozmiarem nietypowym, który należy uznać za B3 ekstra (i to z dużym nadmiarem, bo B3 to 35 x 50 cm).

Koszty takiej naświetlarki wynosiłyby miesięcznie:

- leasing 6000 zł netto,

- operator (etat z podatkiem i ubezpieczeniem) 5000 zł,

- prąd 1000 zł,

co daje razem 12 000 zł (pomijamy koszty lokalu, zakładając, że firma go już ma).

Naświetlanie formatu B3 kosztuje średnio 15 zł, co w przypadku separacji CMYK daje 60 zł, z czego 20 zł stanowią koszty materiałów. Zostaje 40 zł. Z prostego rachunku wynika, że naświecenie 300 stron B3 pokrywa miesięczny koszt urządzenia. Jeśli naświetlarka ma przynieść zysk, trzeba zapewnić sobie więcej zleceń.

Temat naświetlarek to fenomen w branży wydaniczej. Fenomen, bo opinie fachowców są zaskakująco zgodne: tradycyjne naświetlarki, wykorzystujące film, nie mają przyszłości. Jednak ich sprzedaż wcale nie maleje. W dodatku ci, którzy przepowiadają ich koniec, nie spodziewają się, żeby w najbliższej przyszłości, powiedzmy w ciągu pięciu lat, cokolwiek miało się zmienić

- sprzedaż utrzyma się na dotychczasowym poziomie. No więc jak to jest? Opłaca się kupić naświetlarkę, czy nie.

Naświetlarnie powstawały w Polsce jak grzyby po deszczu na początku lat 90.

Zapotrzebowanie na ich usługi rodziło się wraz z powstawaniem nowych tytułów prasowych oraz wolnorynkowej gospodarki z masą towarzyszących jej ulotek, folderów, druków reklamowych, ankiet itp. Początkowo studia kupowały naświetlarki małe i niezbyt nowoczesne, dopiero z czasem zaczęły pojawiać się maszyny wyższej klasy; dziś trudno nawet określić ile tych urządzeń pracuje w Polsce.

Tak zginęły dinozaury

Liczbę nowocześniejszych naświetlarek niezależnie od formatu szacuje się na 1000-1500 sztuk. Wcale nie łatwiej jest określić liczbę naświetlarni: część naświetlarek zainstalowano w wydawnictwach i drukarniach, często jedna firma dysponuje kilkoma urządzeniami, a dodatkowo sprawę utrudnia mało przejrzysta struktura rynku - wiele firm deklaruje, że prowadzi naświetlarnię, kiedy faktycznie zleca naświetlanie innym.

Jednak od początku lat 90., a więc od momentu, gdy w Polsce zaczęła się masowa sprzedaż naświetlarek, słyszy się opinię, że urządzenia te są skazane na wymarcie. Los naświertlarek na film przesądziło pojawienie się technologii Computer-to-Press.

Producenci zaproponowali skrócenie procesu produkcyjnego: zamiast naświetlania filmu, który służy do przygotowania płyt drukowych można użyć naświetlarki do płyt. Likwidujemy film, zamiast dwóch urządzeń (a teoretycznie nawet trzech: pomiędzy naświetlarką a maszyną do płyt jest jeszcze wywoływarka, tyle że najczęściej połączona z naświetlarką) mamy jedno, więc oszczędność jest oczywista: zyskuje się na czasie i pieniądzach. Andrzej Czyż, szef firmy AC&C, która sprzedawała kiedyś naświetlarki, a dziś oprogramowanie dla branży wydawniczej oparte na PDF-ie, pokazuje to na przykładzie kwartalnika reklamowego "Prepress", którego jest wydawcą: "Prepress" jest przygotowywany w PDF-ie. PDF ułatwia pracę redakcyjną, skraca cykl produkcyjny, bo operujemy lekkimi plikami, które szybko mogą dotrzeć na drugi koniec Polski, a jak potrzeba to nawet świata. Jeśli stosuje się workflow oparty na PDF-ie, CtP staje się w którymś momencie naturalnym wyborem, następnym krokiem.

Drukarnia dostaje od nas gotowe arkusze PDF-owe, nic tylko robić płytę. I okazuje się że wszystko wychodzi taniej. W przypadku ostatniego numeru "Prepressu" o mniej więcej 20 proc. ceny druku całego półtoratysięcznego nakładu. Te 20 proc. to według Czyża pieniądze zaoszczędzone na naświetlaniu, którego nie było: pliki trafiły na cyfrową maszynę Adasta: naświetlarkę do płyt zintegrowaną z offsetowym urządzeniem drukującym.


Zobacz również