iPod z monitorkiem

iPod i iTunes - program oraz sklep internetowy to ogromne sukcesy Apple'a.

iPod i iTunes - program oraz sklep internetowy to ogromne sukcesy Apple'a.

O iPodzie trudno myśleć inaczej niż o Walkmanie muzyki cyfrowej, a nawet czymś więcej: nie tylko stał się synonimem urządzeń tej klasy, ale także nadał tej muzyce odpowiednią rangę. Oczywiście wszystko to trudno zauważyć nad Wisłą, ale obserwując rozmach tutejszych działań firmy SAD z pewnym zadęciem przedstawiającej się jako Apple IMC Poland można by przypuszczać, że Apple upadł przynajmniej pięć lat temu, jak mu to wówczas wieszczono. Ale Apple ma się wprost wyśmienicie, a działania (tzn. brak działań) firmy SAD należy zapewne uznać za długoterminową kampanię reklamową. Po latach udawania niebytu wkrótce nastąpi wielkie BANG!: wszędzie będziemy mogli zobaczyć uśmiechnięte ekrany komputerowe z napisem "Hello, jeszcze żyję". OK, koniec. Nie osłabiajmy efektu zaskoczenia tak pieczołowicie przygotowywanego przez połączone siły biznesowo-marketingowe firmy SAD.

iPod i iTunes mogą całkowicie odmienić oblicze Apple'a.

Być może za kilka lat produkcja komputerów będzie dla firmy dopiero którymś w kolejności biznesem, prowadzonym bardziej w imię realizacji wizji Steve'a Jobsa, a nie chłodnej kalkulacji ekonomicznej.

Ot, taka fanaberia firmy, która ma na tyle charyzmatycznego szefa, że nie o wszystkim decyduje wynik finansowy.

W połowie października Apple przedstawił iTunes w wersji dla Windows. Od premiery wersji makowej mijało właśnie pół roku. W tym czasie użytkownicy serwisu iTunes ściągnęli trzynaście milionów piosenek. Każda kosztowała dolara (99 centów gwoli ścisłości), 65 centów Apple oddaje wytwórniom płytowym. Reszta zostaje w Cupertino. Na razie nie jest tego może dużo, ale Apple spodziewa się, że przez kolejne pół roku dobije do 100 milionów sprzedanych utworów. Potem machina będzie się pewnie kręcić jeszcze szybciej. Efekt śnieżnej kuli.

Co ciekawe, niepozorny iPod daje taki sam zysk operacyjny, jak o wiele bardziej skomplikowany w produkcji i znacznie droższy iMac. Czy trzeba dalej przekonywać, że Apple siedzi na żyle złota? Tym bardziej że już teraz, przy 13 milionach sprzedanych piosenek, opanował 70 proc. rynku płatnej muzyki w Internecie.

Kiedyś niecierpliwie oczekiwałem premiery applowskiego palmtopa, komputera mieszczącego się w dłoni. Mówiło się o nim sporo po zaprzestaniu produkcji Newtona i sukcesach Palma. Dziś prawdopodobieństwo pojawienia się iPalma, jak zaczęto go wtedy nazywać, spadło chyba do zera. Konfitury leżą gdzie indziej.

A Apple - jak się wydaje - ma je w zasięgu ręki.

Apple mógłby podobny do iTunes model biznesu przenieść do internetowego wideo. Już jakiś czas temu zaczęły pojawiać się spekulacje, że firma może rozpocząć produkcję "iPoda do wideo".

Jobs powiedział wtedy, że to kiepski pomysł, ale Apple lubi sekrety (no proszę, najpierw odkryłem tajemnicę firmy SAD, teraz Apple'a - mania prześladowcza, czy co?). Sytuacja na rynku, jeśli chodzi o konkurencyjne produkty, jest podobna, jak w czasie premiery iPoda. Takie osobiste odtwarzacze wideo produkuje już kilka firm i niemal każdego miesiąca pojawiają się kolejne propozycje. Wideo w Internecie - choć ściąganie filmów stało się na tyle popularne, że w swoich reklamach dostrzega je Telekomunikacja Polska - wprawdzie nie osiągnęło jeszcze "masy krytycznej", tak jak muzyka dwa lata temu, ale to tylko kwestia czasu, zwłaszcza że szybkie łącza upowszechniają się w zawrotnym tempie. A Apple już dziś ma największą kolekcję zwiastunów kinowych w całym Internecie. Ma uznany format - QuickTime (także w wersji na telefony komórkowe, więc czemu nie na osobisty odtwarzacz) oraz wiele programów do obróbki wideo, staje się wręcz liderem tego rynku w zastosowaniach profesjonalnych. A to duży atut: filmowcy dzięki temu znają i lubią Maki.

Może tu zadziałać ten sam mechanizm, co w przypadku muzyków: wielu zaufało Apple'owi, który tworzył sklep iTunes, bo od lat używali Maców i darzyli je sympatią. Wreszcie sam Jobs jest postacią dobrze znaną w Hollywood - nie tylko dzięki swojemu Pixarowi i współpracy z Disneyem.

Pozostaje pytanie, na ile prawdopodobny jest taki scenariusz.

Sony, chcąc bronić interesów swojej wytwórni płytowej, przegapiło moment cyfrowej rewolucji w muzyce. Teraz, gdy notuje gigantyczne straty, nie może pozwolić sobie na podobny błąd na rynku filmowym. Dlatego kilka tygodni temu pokazało prototyp swojego odtwarzacza plików wideo. Dwa miesiące temu pisałem o częstych spotkaniach Jobsa i prezesa Sony, Nobuyuki Idei. Choć nie wiadomo dokładnie, o czym rozmawiali, wiadomo, że nie doszli do porozumienia.

Może każdy chce po swojemu zrobić odtwarzacz plików wideo?

Kto będzie pierwszy?


Zobacz również