openSUSE Linux 10.3 - powrót do źródeł?

Jak deklaruje jeden z głównych deweloperów openSUSE, Andreas Jaeger, prace nad najnowszą edycją 10.3 zostały zakończone 27 września - i właśnie od tego dnia system kopiuje się na serwery lustrzane (mirrory) na świecie. Chwyciliśmy taką jeszcze gorącą i bardzo nieoficjalną wersję openSUSE 10.3 by sprawdzić, czy warto się nią w ogóle zainteresować. Naszym zdaniem to wydanie może zadecydować o przyszłych losach dystrybucji Linuksa spod znaku sympatycznego kameleona - jeśli będzie kiepskie, użytkownicy odwrócą się od systemu; jeżeli natomiast okaże się dobre, może pomóc openSUSE w zdobyciu licznej rzeszy zwolenników.

SUSE Linux w wersji 10.1 - czyli openSUSE przed zmianą nazwy - udostępniony 11 maja 2006 roku był systemem całkiem porządnym, choć szybkość jego działania nie zachwycała. Instalacja dystrybucji trwała dłużej niż instalacji Visty na tym samym sprzęcie, lepiej wypadał nawet Aurox, nie wspominając już o Windows XP czy Ubuntu.

System jak zwykle miał problemy z dobraniem właściwej rozdzielczości i częstotliwości odświeżania monitora. Również winmodemy i niektóre karty Wi-Fi korzystające ze sterowników NdisWrapper nie chciały działać, bo nie zadbano o aktualizację wszystkich wchodzących w skład systemu pakietów. YaST - program o olbrzymich zasługach w zachęcaniu użytkowników Windows do spróbowania Linuksa - działał jak żółw chory na niedowład kończyn. Sytuacja była na tyle zła, że w PC Worldze 08/2006 zadecydowaliśmy o publikacji materiału "Przyspieszyć pingwina", w którym pokazywaliśmy, jak tuningować SUSE 10.1.

Z wersją 10.2 było już odrobinę lepiej: system powstał po umowie Novella z Microsoftem (która, notabene, przynosi temu pierwszemu niezłe profity) - a więc oczekiwano na niego z olbrzymią niecierpliwością - ale spora jego część wydawała się odrobinę niedopracowana. Dystrybucja startowała i działała szybciej niż 10.1, jednak ciągle nie mogła się równać z Ubuntu, nie wspominając już o Debianie.

A teraz?

Zwykle darujemy sobie wstępy historyczne, tym razem jednak był on wyjątkowo istotny. Zgodnie z ankietą przeprowadzoną na portalu DesktopLinux.com, openSUSE obecny był na zaledwie 19 procentach komputerów osobistych internautów (więcej w PC Worldze 11/2007). Również na witrynie DistroWatch.com dystrybucja spadła na trzecią pozycję po Ubuntu i, ciekawostka, PCLinuxOS.

Ekran instalacyjny openSUSE 10.3 - charakterystyczna zieleń wzbudza zaufanie

Ekran instalacyjny openSUSE 10.3 - charakterystyczna zieleń wzbudza zaufanie

Wydaje się, że najbardziej prawdopodobnym wytłumaczeniem tej sytuacji jest fakt "obrażenia się" użytkowników na Novella. Z niedopracowanymi edycjami 10.1 i 10.2 korporacja popełniła dokładnie ten sam błąd, który zrobił Red Hat w przypadku Fedory - rozwijana przez społeczność dystrybucja stała się poligonem doświadczalnym dla komercyjnego Linuksa. A wiadomo, że na poligonie niewypały (niewybuchy) są na porządku dziennym.

Na podstawie nagłego spadku zainteresowania internautów Fedorą można próbować przewidywać, że jeśli openSUSE 10.3 nie okaże się naprawdę dobre, system wypadnie poza pierwszą, liczącą się trójkę, a z czasem również poza pierwszą dziesiątkę...

Co w openSUSE 10.3 piszczy?

System testowaliśmy na trzech platformach: w wirtualnej maszynie VMware z dyskiem 8 GB i 256 MB pamięci RAM, w komputerze z procesorem Pentium D 805, 1 GB pamięci RAM i kartą GeForce 7900GT oraz w laptopie z procesorem Celeron M 1,4 GHz, 512 MB pamięci RAM i zintegrowanym chipsetem graficznym i852/855GM.

System nauczył się sprawdzać i dodawać repozytoria online już w trakcie instalacji. Brawo!

System nauczył się sprawdzać i dodawać repozytoria online już w trakcie instalacji. Brawo!

Aktualizacja: 04 października 2007 10:54

Od dziś openSUSE 10.3 dostępny jest już oficjalnie. Jak się dowiedzieliśmy, pudełkowa wersja systemu dostępna w sklepie Novella kosztuje 51.68 euro, co na dziś oznacza równowartość 193 złotych.


Zobacz również