Canon PowerShot G12

Nie lubię chwalić aparatów. Tu jednak okoliczności zmuszają mnie do napisania, że inżynierowie z Canona wykonali kawał dobrej roboty. Dobrze dopracowany pod względem ergonomii korpus (brakuje mi w nim tylko rękojeści) rejestruje świetnej jakości (jak na kompakt) zdjęcia. Tryb wideo rozwija się, niestety powoli. Miejmy nadzieję, że w G13 (o ile nie ze względu na przesądnych nie powstanie od razu G14) będziemy mieli już Full HD z możliwością wykonywania optycznego zbliżania.

Budowa

Canon PowerShot G12 pod względem budowy nie różni się znacznie od poprzednika - tak jak G10 czy G11 pozostał dość dużą i średnio wygodną w trzymaniu "kostką". Producent już dawno zlikwidował w serii "G" wygodną rękojeść (prawdopodobnie dlatego by aparat przypominał bardziej kompakt niż małą lustrzankę). W korpusie G12 pozostawiono odchylany panel z wyświetlaczem LCD (powrócił on do serii G po wielu latach). Brawa dla osób, które o tym zdecydowały. Możliwość odchylania ekranu pozwala na kontrolowane fotografowanie znad głowy (na przykład stojąc na koncercie w tłumie), wygodne fotografowanie z perspektywy żaby (na przykład zdjęć makro na łące). Dużym atutem jest też zastosowanie wyświetlacza o wysokiej rozdzielczości - przeszło 460 tysięcy pikseli. Pozwala on fotografującemu dostrzec wiele szczegółów już na etapie kadrowania oraz łatwa ocenę ostrości wykonanych zdjęć. W korpusie cyfrówki znalazło się miejsce dla niewielkiego wizjera optycznego. Może być bardzo przydatny w pewnych sytuacjach - podczas fotografowania w silnym słońcu (kiedy na głównym ekranie może być mało czytelny) lub wówczas, gdy chcemy lub musimy oszczędzać baterię (na przykład podczas długiej wycieczki czy wyprawy, kiedy w dłuższym okresie nie ma możliwości doładowania akumulatora).

Seria rozwija się. W porównaniu do G11 "dwunastka" ma o jedno kółko zmiany wartości więcej. Konstruktorzy umieścili je na przedniej ściance, tuż pod wyzwalaczem migawki. Inne przydatne koła i pokrętła, za pomocą których możesz szybko ustawiać najważniejsze parametry pozostały na swoim miejscu: na górnej ściance znajdują się tarcze służące do kompensowania parametrów ekspozycji (podziałka ma zakres: +/- 2 EV) oraz czułości (80-3200 ISO oraz "AUTO") a także koło nastaw służące do wybierania trybu pracy (m.in. M, Av, Tv). Jedyne w G11 i jedno z dwóch w G12 kół zmiany wartości zlokalizowano na "talerzyku" nawigatora, które znajduje się na pleckach aparatu. Możliwość ustawiania tych parametrów za pomocą "fizycznych" manipulatorów jest rozwiązaniem, które należy do rzadkości i występuje właściwie wyłącznie w modelach z wyższej półki.

W lewym górnym rogu tylnej ścianki aparatu znajduje się programowalny przycisk oznaczony literą "S". Użytkownik może go zaprogramować jako skrót do funkcji: włączanie filtru szarego, wyboru profilu balansu bieli, trybu pracy autofokusu czy blokowania AF ("AFL").

Canon PowerShot G12 jest zasilany dużym akumulatorem litowo-jonowym o pojemności 1050 mAh. Aparat razem z akumulatorem waży 401 gram (czyli mniej więcej tyle co poprzednik).

Możliwości

Jak już pisaliśmy aparat został wyposażony w sensor o rozdzielczości 10 milionów pikseli (rejestrowany obraz ma rozdzielczość 3648x2736 punktów). Konstruktorzy utrzymali zatem optymalną dla sensora rozdzielczość ograniczając ją już w G11 o 4,7 Mp (G10 dysponował matryca 14,7 Mp). W modelu G12 zastosowano tę samą, fizycznie dużą matrycę typu 1/1,7 cala. Zdjęcia oraz filmy zapisywane są na karcie SD (aparat akceptuje także nośniki SDHC i SDXC).

Kolejnym podobieństwem do modelu G11 są takie same parametry optyki. PowerShot G12 dysponuje obiektywem z 5-krotnym zoomem optycznym. Jego najkrótsza ogniskowa odpowiada 28 milimetrom. Jest to obiektyw szerokokątny, za pomocą którego możesz obejmować szerokie plany. Świetnie nadaje się do fotografowania architektury czy obejmowania szerokiego planu (na przykład grupy osób) w ciasnych pomieszczeniach. Największy otwór przysłony przy najkrótszej ogniskowej wynosi 1:2,8, przy najdłuższej 1:4,5. To zatem jasna optyka, typowa dla aparatów tej klasy. Konstruktorzy oczywiście zastosowali w tym aparacie mechaniczny stabilizator obrazu, możesz fotografować "z ręki" nawet z przy długim czasie ekspozycji.

PowerShot G12 dysponuje odchylanym wyświetlaczem LCD o przekątnej 2,8 cale i rozdzielczości 461000 pikseli. Zastosowany monitor zapewnia wysoki komfort zarówno podczas kadrowania, jak i oglądania wykonanych zdjęć. Dzięki wysokiej rozdzielczości można na nim dostrzec dużo detali. W korpusie cyfrówki znalazło się miejsce dla niewielkiego wizjera optycznego z zoomem. Może być bardzo przydatny w pewnych sytuacjach - podczas fotografowania w silnym słońcu (kiedy na głównym ekranie może być mało czytelny) lub wówczas, gdy chcemy lub musimy oszczędzać baterię (na przykład podczas długiej wycieczki czy wyprawy, kiedy w dłuższym okresie nie ma możliwości doładowania akumulatora).

Jak w innych modelach tej serii producent umożliwił fotografującemu kontrolowanie parametrów ekspozycji. Może on ręcznie zmieniać zarówno czas otwarcia migawki, jak i dobierać otwór przysłony. Tuż nad wizjerem optycznym znajdują się sanki do zamontowania systemowej lampy błyskowej (SpeedLite). Aparat może zatem doświetlać scenę przy wykorzystaniu automatyki lampy. Jest także złącze wężyka spustowego oraz HDMI.

Canon PowerShot G12 pozwala na nagrywanie filmów w "małej" rozdzielczości HD (720p). To zmiana w stosunki do modelu G11, który wbrew trendom rynkowym jakie panowały w okresie jego premiery rejestrował filmy o mizernej rozdzielczości VGA. Nie można jednak powiedzieć by pod względem możliwości trybu wideo Canon dogonił konkurencję. O ile rozdzielczość zwiększono, nie rozwiązano kwestii zmiany ogniskowej w czasie filmowania - gdy kręcimy możemy używać tylko zbliżania cyfrowego. Konstruktorzy nie wprowadzili także dedykowanego przycisku wideo, który powoli staje się już w kompaktach standardem.

Wydajność

W teście ostrości obrazu Canon PowerShot G12 otrzymał 10 punktów na 10 możliwych. Dobór dobrej optyki i dużej matrycy o optymalnej rozdzielczości widać poskutkował. Trudno jest chwalić ten model za prawidłowe odwzorowanie geometryczne - w próbie dystorsji aparat otrzymał zaledwie 3,1 punktu. Producent serwuje zatem obraz taki, jaki "rysuje" obiektyw - nie zastosowano funkcji automatyczne niwelującej dystorsję.

W próbie "dynamiki", czyli teście określającym rozpiętość tonalną zdjęć, cyfrówka otrzymała 7,5 punktu na dziesięć. To bardzo dobry wynik. Po raz kolejny widać, że warto było zastosować matrycę o optymalnej rozdzielczości. Za poziom szumów (analizie poddajemy środkową część każdego z 24 pól tablicy GretagMacbeth) aparat otrzymał 4,8 punktu (przy najniższej czułości ISO 80). Przy czułości podwyższonej do ISO 400 ocena spada i wynosi 3,8 punktu. Wynik świadczy o ograniczonej mocy algorytmu odszumiającego. Czasem lepiej mieć na obrazie szumy niż być skazanym na zdjęcia wyprane ze szczegółów przez prymitywne "odszumienie" jakie serwują niektóre cyfrówki.

W próbie odwzorowania barw, wykonanej przy minimalnej czułości i ręcznym balansie bieli (RBB), aparat uzyskał 6,8 punktu (w teście tym tablica była oświetlana światłem żarowym o temperaturze barwowej 2700 kelwinów). Gdy tę samą tablicę oświetlaliśmy lampą błyskową ocena wierności odwzorowania barw uległa zmianie - w tej próbie aparat uzyskał 6,5 punktu. To również wyniki imponujące.

W teście określającym sprawność działania funkcji automatycznego balansu bieli (ABB) okazało się, że aparat ma bardzo duży problem z prawidłowym dostosowaniem się do barwy sztucznego oświetlenia. Niestety to normalne, a szkoda, bo producenci mogliby w końcu coś zrobić by aparaty rozpoznawały światło żarowe.

Oceny szczegółowości obrazu oraz dynamiki zostały wystawione na podstawie wzrokowej oceny zdjęć testowych. Pozostałe wyniki wystawiliśmy na podstawie danych pochodzących z oprogramowania do analizy wzorca Gretag Macbeth napisanego na potrzeby naszych testów laboratoryjnych (aplikacja EmZet Computing PCWK Macbeth).

Wyniki testów

Ostrość. W teście ostrości obrazu Canon PowerShot G12 otrzymał 10 punktów na 10 możliwych. Dobór dobrej optyki i dużej matrycy o optymalnej rozdzielczości widać poskutkował.

Odwzorowanie barw. W próbie odwzorowania barw, wykonanej przy minimalnej czułości i ręcznym balansie bieli (RBB), aparat uzyskał 6,8 punktu (w teście tym tablica była oświetlana światłem żarowym o temperaturze barwowej 2700 kelwinów). Gdy tę samą tablicę oświetlaliśmy lampą błyskową ocena wierności odwzorowania barw uległa zmianie - w tej próbie aparat uzyskał 6,5 punktu.

Dystorsja. Trudno jest chwalić ten model za prawidłowe odwzorowanie geometryczne - w próbie dystorsji aparat otrzymał zaledwie 3,1 punktu. Producent serwuje zatem obraz taki, jaki "rysuje" obiektyw - nie zastosowano funkcji automatyczne niwelującej dystorsję.

Dynamika. W próbie "dynamiki", czyli teście określającym rozpiętość tonalną zdjęć, cyfrówka otrzymała 7,5 punktu na dziesięć. To bardzo dobry wynik.

Wnioski

G12 to najnowsza wersja kultowego PowerShota z serii G, czyli najbardziej zaawansowanego kompaktu Canona. Pod względem budowy od G11 nie różni się znacznie - tak jak poprzednicy pozostał dość dużą i średnio wygodną w trzymaniu "kostką". Producent już dawno zlikwidował w serii "G" wygodną rękojeść (prawdopodobnie dlatego by aparat przypominał bardziej kompakt niż małą lustrzankę). Utrzymany został nie tylko kształt korpusu, ale także wprowadzony w G11 ruchomy ekran LCD (element ten w kompakcie z serii G miał też znacznie starszy model oznaczony jako G6) oraz mała, ale optymalna rozdzielczość sensora.

Seria G rozwija się, ale małymi krokami - zmian jest niewiele. W porównaniu do G11 "dwunastka" ma o jedno kółko zmiany wartości więcej. Konstruktorzy umieścili je na przedniej ściance, tuż pod wyzwalaczem migawki. Inne przydatne koła i pokrętła, za pomocą których możesz szybko ustawiać najważniejsze parametry pozostały na swoim miejscu: na górnej ściance znajdują się tarcze służące do kompensowania parametrów ekspozycji oraz czułości, a także koło nastaw do wybierania trybu pracy. Jedyne w G11 i jedno z dwóch w G12 kół zmiany wartości zlokalizowano na "talerzyku" nawigatora, które znajduje się na pleckach aparatu.

Tak, jak G11 aparat rejestruje obraz składający się z 10mln pikseli. Dobra optyka i zastosowanie matrycy o optymalnej rozdzielczości poskutkowało świetnymi wynikami w teście jakości obrazu. Chwalić można dużo: od szczegółowości obrazu, poprzez dynamikę po odwzorowanie barw.


Zobacz również
Test Ryzen 7 1800X - sensowna i tania alternatywa dla Intela
Test Nintendo Switch: nowa, intuicyjna, modularna konsola i jej rozczarowujący zestaw gier