5 denerwujących cech iTunes

W "cyfrowym ekosystemie" Apple sprzęt i oprogramowanie są ze sobą ściśle powiązane. Koronnym przykładem jest tu współpraca aplikacji iTunes z iPodami, smartfonami iPhone i tabletem iPad. Tyle tylko, że jeśli już producent "każe" nam z czegoś korzystać, to powinien to coś dopracować do perfekcji. A iTunes takie nie jest...

Skazani na iTunes?

Zainstalowanie iTunes jest konieczne do obsługi wymienionego wyżej sprzętu Apple, zwłaszcza jeśli użytkownik urządzeń chce pobierać aplikacje ze sklepu AppStore. Innej drogi niż ich bezpośrednio z urządzenia lub synchronizacja tegoż z komputerem (pobranie odbywa się przez iTunes) nie ma.

Posiadacze iPodów czy iPhone'ów korzystający z nich jak z odtwarzaczy muzycznych mają lepiej - dostępnych jest kilka aplikacji alternatywnych, również umożliwiających wgranie do iPoda kolekcji muzycznej. Są to m.in. MediaMonkey, SharePod czy wtyczka do WinAmpa o nazwie Winamp iPod Plugin.

"Spaprane" aktualizacje

Częste aktualizacje to z jednej strony ogromna zaleta oprogramowania. Producent pokazuje w ten sposób, że dba o jakość produktu i bezpieczeństwo użytkownika (zwłaszcza jeśli w przeszłości błędy aplikacji były często wykorzystywane przez cyberprzestępców lub znajdowano w niej dużo luk). Z drugiej strony, kiedy po uruchomieniu programu wyświetlany jest komunikat o dostępności nowszej wersji, różniącej się którymś z kolei miejscem "po przecinku", a na dodatek trzeba pobierać cały program zamiast małego patcha, można się zdenerwować, prawda?

Nie, nie chcę Safari

Jakby tego było mało, z każdym update'm, odtwarzacza producent chce "przemycić" swoją przeglądarkę Safari i oprogramowanie MobileMe. Użytkownik preferujący inną przeglądarkę internetową musi ręcznie odznaczać pola wyboru, oznaczające zgodę na pobranie Safari.

Powolne i przeładowane

Złośliwi mogliby powiedzieć, że iTunes to synonim słowa bloatware, stosowanego do określenia aplikacji o nadmiernie rozbudowanej funkcjonalności, skutecznie uprzykrzającej życie użytkownikowi. Apple z pewnością miało dobre intencje - zapewnić możliwie szerokie możliwości zarządzania kolekcją multimediów - ale za chęciami nie poszła praktyka. Brak optymalizacji kodu iTunes daje się we znaki zwłaszcza posiadaczom Windows, narzekającym na długi czas instalacji programu, wolne działanie i duże zużycie zasobów systemowych.

Synchronizacja to koszmar

W iTunes nie ma opcji "przeciągnij i upuść". Możemy skorzystać co najwyżej z funkcji ręcznego zarządzania muzyką i filmami (tylko że to wciąż synchronizacja, tylko wybiórcza). Prawdziwe problemy zaczynają się w momencie, gdy chcemy zsynchronizować więcej niż jedną kolekcję multimediów - z dwóch różnych komputerów - z jednym iPodem (nie można połączyć dwóch różnych zbiorów) lub gdy mamy jedną bibliotekę, ale dwa różne urządzenia, np. iPoda i iPada (opcji manualnego zarządzania aplikacjami też nie ma).