ALAN vs. Bigo, czyli problem piractwa rozstrzygnięty?

Wróciłem właśnie z pierwszego oficjalnego, urządzonego specjalnie dla mnie (Łukasza Bigo, pracownika IDG Poland SA) pokazu nowej technologii zabezpieczającej nośniki przed nieuprawnionym kopiowaniem. Technologia nazywa się ALAN i została stworzona przez grupę siedmiu polskich programistów. Prace nad nią trwały 2,5 roku.

Zabezpieczenia są nie w kij dmuchał, zaczynają się od modyfikowania kodu źródłowego, kończą - na znakowaniu nośnika (płyty CD, DVD, pamięci CompactFlash itd.). W trakcie prezentacji mogłem się przekonać, że technologia rzeczywiście działa: zabezpieczona oryginalna płyta pozwalała na instalację programu (Microsoft Office), natomiast wykonana w trybie surowym (RAW, bit-po-bicie) kopia płyty nie dała nawet możliwości uruchomienia instalatora. "Naznaczony" był już sam obraz ISO - jeśli nie został uruchomiony z oryginalnego nośnika, odmawiał współpracy. Niebywałe, a jednak działa!

Pomyślisz: świetne zabezpieczenie, w końcu pozwoli zwalczyć piractwo (patrz artykuł "Zemsta Sithów - premiera na stadionie"), BSA będzie mogła przestać narzekać na olbrzymie straty... Guzik prawda! Choć jestem pierwszą osobą, która zobaczyła tę technologię w akcji, to BSA usłyszała o niej przede mną.

Reakcję stowarzyszenia ponoć da się streścić w sześciu słowach: 1. proszę 2. czekać 3. nie 4. dzwonić 5. skontaktujemy 6. się. Jeden z obecnych na spotkaniu twórców technologii podsumował przygodę z BSA zdaniem, które pozwolę sobie zacytować: "Wygląda na to, że z punktu widzenia tych firm [wchodzących w skład BSA - przyp. ŁB] zabezpieczanie nośników przed piractwem wcale nie jest najważniejsze. To ja tego... nie rozumiem."

Zrobiłem wielkie oczy. On tylko na mnie spojrzał i rozłożył bezradnie ręce.