AMD - najlepszy przyjaciel Intela

Podczas porannej przejażdżki rowerem przypomniały mi się wczorajsze argumenty AMD przeciwko Intelowi. Wróciłem myślą do czasów, kiedy wszystko było inne, lepsze, ludzie się kochali... Tak, tak, bywało tak kiedyś. Wiesz, że to dzięki AMD od pewnego momentu w historii wszystkie procesory Intela nazywają się "Pentium"? Tylko popatrz:

Mamy początek lat osiemdziesiątych. Na rynek wchodzi opracowany przez IBM-a komputer, znany pod nazwą IBM PC. W maszynie dostoooojnie, powoooolutku pracuje sobie procesor Intela. Zanosi się na rewolucję, a rewolucję trzeba kontrolować. Rząd nakazuje szefowstwu International Business Machines Corporation znalezienie drugiego, zapasowego producenta procesorów do nowych komputerów. Przecież nigdy nie wiadomo, kiedy zaatakuje wróg...

Intel chcąc nie chcąc wybiera sobie na towarzysza AMD - niewielką firemkę, która nieco wcześniej niezupełnie zgodnie z prawem popełniła kopię intelowskiego 8080. IBM się cieszy, ma zapasowego dostawcę układów. AMD się cieszy, ma zapewniony (niewielki?) zbyt na procesory. Intel się nie cieszy. Musiał podpisać z AMD umowę, która, cytuję, "nakazuje udostępnianie AMD wszystkich projektów procesorów noszących nazwę x86".

Czyli oni, Intel Corporation, rzeźbią w krzemie, a AMD co tydzień przysyła swojego człowieka, który zaraz na wstępie pyta: "Nooo, to jak tam? Jest coś nowego?"

I tak się toczyło latami. W 1986 AMD widzi figę z makiem zamiast projektów - Intel ma już na tyle wystarczające moce przerobowe, był mógł zostać jedynym dostawcą układów do komputerów IBM. Partner-wróg Intela reaguje momentalnie: kupuje w sklepie procesor i386, tnie go na plasterki i robi dokładną kopię. A przy okazji oskarża Intela o niewywiązywanie się z umowy.

Umowa jest umowa, AMD raz za razem wygrywa sprawy w sądzie. W dodatku ich CPU schodzą jak świeże bułeczki, są tańsze (brak kosztów opracowywania nowego układu!), a z czasem - dzięki wprowadzaniu drobnych poprawek - stają się także nieco bardziej wydajne. W dodatku Intel musi zapłacić swojemu "partnerowi" miliard dolarów odszkodowania... Ostatecznie dochodzi do ugody, w której AMD dostaje pozwolenie na produkowanie kopii procesora i486. Ale tylko i wyłącznie 486, słownie "cztery-osiem-sześć". Kolejne generacje układów firma ma już tworzyć własnym nakładem sił i środków.

Jednak Intel postanowi dmuchać na zimne: zerka w umowę ("...noszących nazwę x86..."), spogląda na doświadczenia z "partnerem" i... zupełnie rezygnuje ze stosowania konwencji "x86" w nazwach (286, 386 itp.).

Następca 486 nigdy nie zostaje oficjalnie nazwany "i586". A jak? Och, z pewnością już się domyśliłeś.

Ps. Sporo szczegółów na temat perypetii Intela i AMD znajdziecie w angielskiej wersji Wikipedii.