Abonament RTV czyli polska czarna dziura - jaka przyszłość?

Spadają wpływy z abonamentu RTV, wiec KRRiT szuka finansowania tam, gdzie najłatwiej - czyli sięga do kieszeni obywatela. Ale czy abonament RTV w ogóle jest nam potrzebny? Opłata za telewizor to w istocie archaiczny podatek od wzbogacenia, pochodzący jeszcze z poprzedniego systemu.

Telewizor

Od 2011 roku wzrosną opłaty za abonament RTV. Celem podwyżek jest rekompensata od lat spadających zysków z abonamentu. Ale i to może nie pomóc - faktem jest, że z roku na rok, abonament RTV płaci coraz mniej Polaków. A emitowane co jakiś czas reklamy z prośbami o opłacanie abonamentu stanowią jedynie marnotrawstwo kolejnych pieniędzy. Dlaczego ludzie nie płacą? Jest kilka powodów.

Abonament za ? To absurd...

Zgodnie z obowiązującym prawem, abonament nie płacimy za oglądanie publicznej telewizji, lecz... za posiadanie odbiornika telewizyjnego, co jest swego rodzaju absurdem. Bo dlaczego nie mamy płacić specjalnych podatków za posiadanie żelazka lub lodówki? Albo za korzystanie z powietrza? Płać, albo przestań oddychać - już nawet taki podatek miałby większy sens (z powietrza przecież korzystamy).

Podatek rodem z PRL

W PRL-u, kiedy nikt nie miał nawet VHS - abonament się sprawdzał. Władza kontrolowała, co Polacy oglądali. Od 1989 roku wszystko się jednak zmieniło na rynku medialnym, a abonament - zabytek PRL - jak był, tak pozostał. Dzisiaj telewizor to urządzenie wielofunkcyjne - służy przecież nie tylko do oglądania telewizji.

Abonament jako opłata za odbiornik telewizyjny?

Oto abonamentowy absurd - jeżeli w ogóle nie oglądamy telewizji (żadnej - tak to możliwe, chociaż niektórym nie przychodzi to do głowy), a oglądamy jedynie filmy z płyt DVD i Blu-ray, to... wciąż musimy płacić abonament pomimo, że w ogóle nie korzystamy z żadnej telewizji(!). Już nie mówiąc o tym, że podatek dla państwa za telewizor już zapłaciliśmy (VAT przy zakupie).

Misja w TVP? Ze świecą szukać...

A misja TVP, o której namiętnie przypomina TVP? Jaka misja? Wszyscy doskonale wiedzą, że w telewizji publicznej misja jest tylko na papierze, a tak naprawdę jej nie ma - jedynym faktycznie wartościowym kanałem z misją jest niszowa TVP Kultura (ale co jakiś czas pojawiają się plotki o planach zamknięcia tej stacji).

Ściganie i kontrolowanie to ślepy zaułek

Obecnie problemem jest brak możliwości skutecznego sprawdzenia, czy ktoś posiada w domu telewizor. Ale nawet jeżeli KRRIT i politycy znaleźliby sposób na skontrolowanie każdego domu, to i tak nie zapewni to wpływów z abonamentu. Ludzie znajdą inne wyjście - do oglądania filmów kupią projektor, a telewizję będą oglądać na laptopie lub domowym pececie. W ten sposób nikt nie będzie musiał płacić. Radia możemy dzisiaj słuchać na smartfonie, netbooku, tablecie czy laptopie. Tak samo z telewizją. Nie tędy droga.

Abonament musi zostać zlikwidowany

Abonament w tej formie, w jakiej jest, musi zostać zlikwidowany. Ale kto będzie płacił za telewizję publiczną? Najlepiej, żeby finansowane było to bezpośrednio z budżetu, ale to raczej marzenie ściętej głowy. Bo żeby komuś dać, to najpierw trzeba coś komuś zabrać. Dlatego środowiska powiązane z telewizją publiczną i posłowie będą walczyć do upadłego, żeby to obywatele płacili za utrzymanie TVP. Przyjmijmy więc tę drugą, mniej idealną opcję. W takim wypadku są dwa wyjścia.

Telewizja publiczna zakodowana?

Najlepsze i najuczciwsze rozwiązanie to według mnie zakodowanie kanałów TVP i wtedy ten, kto chce je oglądać lub wspierać “misję", po prostu za nie zapłaci, a ten kto nie chce ich oglądać - nie zapłaci. Ale oczywiście wszyscy wiedzą, że te kanały TVP nie są na tyle wartościowe, by za nie płacić i dlatego to rozwiązanie jest mało realne. Zejdźmy więc na ziemię.

Obniżona opłata dodana do rachunku za telewizję kablową lub satelitarną?

Bardziej realne rozwiązanie to zmniejszenie opłaty abonamentowej i włączenie jej do rachunku płaconego przez nas dla telewizji kablowych i satelitarnych. Użytkownik płaciłby większy rachunek operatorowi, a operator przekazywałby kwoty abonamentowe dla publicznych mediów. To byłoby najłatwiejsze rozwiązanie, zarówno jeżeli chodzi o ściągalność, jak i akceptację obywateli. Co więcej, tylko w tym przypadku użytkownik nie mógłby się wykręcić tym, że nie ma telewizora lub nie ogląda telewizji. Bo skoro płaci za telewizję satelitarną lub kablową, to przecież nie po to, żeby jej nie oglądać...

Mniejszy abonament to większe zyski

Przede wszystkim, jeżeli znacznie zmniejszyć cenę z tych kilkunastu zł do powiedzmy 5-7 zł miesięcznie, to taki wydatek mógłby być akceptowalny dla większości Polaków, co w konsekwencji znacznie zwiększyłoby dochody z abonamentu (pomimo wcześniejszej obniżki). Jeżeli tę opłatę włączyć do rachunku za telewizję satelitarną lub kablową, to ta opłata dla Polaków nie byłaby odczuwalna. Wszystko załatwiałoby się za pomocą jednego rachunku. Myślę, że takie rozwiązanie byłoby dobrym kompromisem.

Niech Polak wie, za co płaci...

Jest jeszcze jednak ważna kwestia, którą równolegle należy rozwiązać. By obywatel chciał płacić za telewizję publiczną, media publiczne musiałyby przede wszystkim podnieść poziom oferowanych audycji.

TVP musi mieć poziom BBC

W Anglii jest wzór telewizji utrzymywanej przez obywateli - BBC. Ale jeżeli ktoś choć raz oglądał ten profesjonalny program, to wie, że TVP obecnie znacznie bliżej do TVN czy Polsatu niż do BBC. Jeżeli media publiczne mają przetrwać, należy ustalić za co obywatele faktycznie mają płacić - za telewizję publiczną zawierającą tylko programy, które nie mają szans w komercyjnych telewizjach (wartościowe dokumenty, programy edukacyjne, klasyka filmowa itd.) Nie zaliczają się do tej "misji" tasiemcowe seriale i programy taneczne z gwiazdami namiętnie emitowane obecnie na antenie TVP.

Druga rzecz - koniec z reklamami - albo abonament albo reklamy. Reklamy muszą zniknąć, inaczej TVP nie będzie różnić się od innych telewizji - (obecnie właściwie niczym się nie różni). Będzie polskie BBC - Polacy będą mieli za co płacić. Jeżeli nie... to będzie tak, jak teraz.

Abonament z rachunkiem za prąd...

Jest jeszcze jedna opcja, niebezpieczna - niestety dość realna, bo już od jakiegoś czasu zastanawiają się nad nim posłowie. Absurdalna przymusowa opłata powiązana z rachunkiem za energię elektryczną... Może to rozwiązanie skuteczne (jak tu żyć bez prądu?), ale traktowane byłoby jak zamach na wolność obywateli. I biada w najbliższych wyborach rządowi, który wprowadzi takie zapisy. Poza tym jest jeszcze jedna wątpliwość - czy takie rozwiązanie jest w ogóle zgodne z konstytucją?

Bez zmian czyli wszystko po staremu?

I ostatnia możliwość - znając polską rzeczywistość jest ona bardzo prawdopodobna - wszystko zostaje po staremu - czyli jedni płacą, drudzy nie płacą, a KRRiT co jakiś czas podnosi wysokość abonamentu. I chaos trwa w najlepsze...