Afera Cambridge Analytica. Facebook pod ostrzałem

Największy serwis społecznościowy na świecie ma chyba najpotężniejsze w swojej historii problemy – fale krytyki spadają na Facebooka z każdej strony, wpływowi komentatorzy zalecają użytkownikom usunięcie kont w serwisie, a dziennikarze oskarżają go o udział w zmanipulowaniu wyborów prezydenckich w USA. Wszystko to są efekty ujawnienia tzw. afery Cambridge Analytica.

Wszystko zaczęło się w połowie marca, kiedy brytyjskie i amerykańskie media poinformowały, że firma Cambridge Analytica próbowała wpływać na wynik zeszłorocznych wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Samo to nie było jeszcze szczególnie szokujące – powszechne oburzenie wzbudził jednak fakt, że do celu tego wykorzystywano pozyskane z serwisu Facebook informacje na temat ok. 50 mln jego użytkowników. Wiele wskazuje na to, że owe dane pozyskano bez wiedzy i z naruszeniem zasad regulaminu Facebooka. To jednak nie osłabiło krytyki pod jego adresem, a doprowadziło wręcz do jej spotęgowania, bowiem okazało się, że serwis społecznościowy dał się dość bezwolnie i biernie wykorzystać jako pośrednik w szpiegowaniu milionów swoich klientów.

Afera Cambridge Analytica. Ankieta, jakich niewiele

Korzenie sprawy sięgają roku 2015, kiedy naukowiec z uniwersytetu w Cambridge, psycholog Aleksandr Kogan, stworzył na Facebooku aplikację o nazwie thisisyourdigitallife (ang. „to twoje cyfrowe życie”). Miał to być rodzaj ankiety gromadzącej informacje o użytkowniku i jego zwyczajach, ze szczególnym uwzględnieniem poglądów politycznych oraz preferencji wyborczych, a następnie prezentujące jego cyfrowy profil i prognozy dotyczące jego rozwoju. Takich aplikacji – mniej lub bardziej wartościowych – są setki, ale ta była szczególna, przede wszystkim z uwagi na ogromny apetyt na dane. I to nie tylko dane użytkowników, którzy świadomie zdecydowali się na jej wypełnienie, ale również na dane ich znajomych, a także treści, jakie polubili. Co istotne, choć takie zasady funkcjonowania wydają się dość szemrane, to wtedy działanie aplikacji było w 100% zgodne z regulaminem Facebooka.

Aplikacja dzięki sprytnej reklamie, wirusowemu charakterowi, a także faktowi, że w niektórych sytuacjach za wypełnienie można było dostać małe wynagrodzenie, okazała się niezwykle efektywna. Z czasem udało jej się zebrać całkiem dużo informacji na temat ponad 50 mln użytkowników serwisu Facebook.

Afera Cambridge Analytica. Pierwsze wykroczenie

Tu dochodzimy do pierwszego złamania regulaminu Facebooka: wbrew jego zapisom Kogan zdecydował się na dostarczenie zebranych danych firmie analitycznej Cambridge Analytica, która pracowała wtedy nad technikami wpływania na wyborców. Dziś przedstawiciele Facebooka zapewniają, że dość szybko zorientowali się, że dane użytkowników trafiły tam, gdzie nie powinny (regulamin zabraniał bowiem przekazywania ich zewnętrznym podmiotom) i że natychmiast zażądali od firmy ich usunięcia.

Ta zadeklarowała, że wszystkie dane zostały skasowane, jednak to okazało się nieprawdą. Wszystko wyszło na jaw, gdy brytyjska stacja Channel 4 wyemitowała reportaż nt. Cambridge Analytica, z którego wynikało, że firma aktywnie uczestniczyła w procederze manipulowania wynikami amerykańskich wyborów, a jej szef, Alexander Nix, wprost sugerował stosowanie przekupstwa i szantażu wobec polityków (w programie przedstawiono stosowne nagrania). Manipulowanie polegało również na wykorzystaniu nielegalnie pozyskanych profili do dostarczania użytkownikom Facebooka treści, które nawiązywały do ich poglądów i sympatii politycznych, i w ten sposób realnie mogły wpływać na ich decyzję podczas głosowania w wyborach prezydenckich w USA.

Facebook początkowo odżegnywał się od tych doniesień – przedstawiciele serwisu zdecydowanie odrzucali sugestie, jakoby mógł on zostać wykorzystany do wpływania na przebieg wyborów. Jednak krytyka wciąż się nasilała – coraz więcej osób chciało wiedzieć, czy serwis miał świadomość, że dane jego użytkowników są wykorzystywane w ten sposób. Czy próbował temu przeciwdziałać? Jakie zabezpieczania stosuje, by sytuacja się nie powtórzyła? Sprawa jest o tyle poważna, że pytania te zadają już nie tylko użytkownicy czy dziennikarze, ale również politycy oraz przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości – kilka instytucji i ciał politycznych już zapowiedziało wezwanie szefa Facebooka na przesłuchania w tej sprawie.

Afera Cambridge Analytica. Zuckerberg przemówił. I nie przekonał

Mark Zuckerberg, prezes spółki, początkowo nie zdecydował się na pokajanie, chociaż przyznał, że jego firma powinna bardziej aktywnie monitorować, kto i dlaczego agreguje dane użytkowników Facebooka i co dokładnie z nimi robi. Przypomniał też, że serwis zareagował na nieuprawnione przejęcie informacji przez Cambridge Analytica (choć przemilczał fakt, że niewiele z tego wyniknęło) i zapewnił, że zrobi wszystko, by sytuacja taka nie mogła się powtórzyć w przyszłości.

Zuckerberg zmienił nastawienie, gdy został wezwany na przesłuchanie przed komisją amerykańskiego kongresu (10-11 kwietnia). Wówczas wielokrotnie przepraszał za całą sytuację. A przy okazji okazało się, że niektórzy kongresmeni mają blade pojęcie o funkcjonowaniu mediów społecznościowych.

Niektórzy komentatorzy wprost mówią już o „początku końca Facebooka”, zwracając uwagę, że coraz więcej wpływowych osobistości ze świata nowych technologii (i nie tylko) nawołuje do usunięcia kont w serwisie. Wydaje się, że te prognozy są formułowane nieco na wyrost – Facebook jest dziś tak popularny, że trudno wyobrazić sobie, by nawet tak wielki skandal zachwiał nim w posadach. Faktem jednak jest, że serwis w pewnym sensie stracił niewinność – nagle okazało się, że nawet bez złych intencji jego twórcy i operatora może w banalnie prosty sposób zostać wykorzystany do celów iście makiawelicznych. Pytanie, czy Zuckerberg zdoła to odkręcić.