BSD - świat wolności niewymuszonej

Na Linuksie i licencji GPLświat oprogramowania o otwartych kodach źródłowych się nie kończy. Istnieją alternatywy, które nie niosą ze sobą wirusowego bagażu GPL, a również pozwalają na wygodne udostępnianie źródeł, na ich stosowanie w komercyjnych projektach, nawet zamykanie - są wśród nich licencje BSD. Dzięki nim programiści Microsoftu mogą wziąć fragment systemu operacyjnego FreeBSD czy OpenBSD, zawrzeć go w Windows i nikogo o tym nie informować. Mogą też nad nim pracować na własną rękę, bez troski o to, że ktoś pociągnie ich do odpowiedzialności. Czyż zatem BSD nie jest pięknym i szlachetnym sposobem na rozpowszechnianie dobrych pomysłów?

BSD - świat wolności niewymuszonej
O Linuksach piszą wszyscy: mówią o nich gazety, portale prześcigają się w zamieszczaniu kolejnych doniesień z placu boju Torvalds kontra Free Software Foundation. Wśród bardziej zaawansowanych użytkowników linuksowy Tux jest niemal tak samo dobrze rozpoznawalny, jak charakterystyczne falujące okienko Windows. Nie należy jednak zapominać o alternatywie do alternatywy, czyli o demonie w zielonych trampkach.

Diabeł z piekieł rodem?

Rodzina systemów BSD ma kilka cech odróżniających ją od Linuksa. Pierwszym i najważniejszym są... użytkownicy. Jest ich mniej - mówi się nawet, że dziesiątki razy mniej - a rekrutują się wśród społeczności bardziej zaawansowanej, która "z niejednego pieca chleb jadła" i zwykle ma już doświadczenie z systemami *niksowymi. To wszystko sprawia, że dużo rzadziej popadają w fanatyzm i ślepy zachwyt nad wykorzystywanymi przez siebie systemami operacyjnymi.

BSD - świat wolności niewymuszonej

Demon (w środku, na dole) to logo wszystkich systemów BSD. Logo FreeBSD to charakterystyczna głowa - widać ją na górze, po lewej stronie

Drugą dużą (tym razem negatywną) różnicą jest ilość obsługiwanego sprzętu. Tutaj nie ma się co oszukiwać - jeśli zdecydujemy się na systemy z rodziny BSD, możemy mieć kłopoty z zaawansowanymi funkcjami kart Wi-Fi (np. WPA z algorytmem AES czy WPA2). W tej dziedzinie zdecydowanie przoduje Windows - głównie dzięki producentom sprzętu - mniej więcej rok za nim znajduje się Linux. FreeBSD to kolejna kilku-kilkunastomiesięczna przerwa; czyli każdy sprzęt kupiony w 2004 roku powinien obecnie bez większych problemów działać w FreeBSD.

Na szczęście w tych okolicznościach "rok-dwa lata z tyłu" oznacza dopasowanie do aktualnej oferty rynkowej dostępnej dla portfela przeciętnego użytkownika.

FreeBSD - od niego [prawie] się zaczęło

Historia systemów BSD zaczyna się jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Jednak żadne BSD nie odegrało w XXI wieku większej roli niż właśnie FreeBSD. Twórcy "dystrybucji" (w odróżnieniu od świata Linuksa będziemy używać wyrazu "dystrybucja" w cudzysłowie) za cel postawili sobie stworzenie systemu szybkiego, wydajnego, z dobrą obsługą sprzętu.

BSD - świat wolności niewymuszonej

FreeBSD - instalacja nie jest trudna, ale wymaga odrobiny samozaparcia

Te zalety - a także stosunkowo największa społeczność - sprawiły, że z FreeBSD (obecnie w wersji 6.1-RELEASE) wypączkowały najpierw DragonFly BSD, później Freesbie (wersja live systemu), a ostatecznie wreszcie PC-BSD i DesktopBSD.

Niestety, FreeBSD ma jedną olbrzymią wadę: proces instalacji nie jest intuicyjny, a epoka graficznych instalatorów dla systemu wyraźnie jeszcze nie nadeszła - choć pierwsze testy odbyły się kilka lat temu. Pod tym względem FreeBSD dorównuje Debianowi; to zdecydowanie nie jest system dla użytkowników Windows, SuSE czy Ubuntu.

DragonFly BSD

DragonFly to "dystrybucja", za którą nie przepadają zwolennicy FreeBSD. Jej twórca, Matt Dillon, pierwotnie rozwijał właśnie FreeBSD, ostatecznie jednak zrezygnowal. Odejście bylo dość burzliwe, Dillon próbował przeforsować swoją wizję przyszłości FreeBSD - jego zdaniem linia 5.x była pomyłką, a w 6.x deweloperzy skupili się nie na tym, co trzeba.

BSD - świat wolności niewymuszonej

DragonFly nie jest systemem dla początkujących użytkowników, którzy nie znają języka angielskiego