Beata Pawlikowska: "Nadawałam kiedyś siedząc na czubku 45-metrowego drzewa"

"Pewnego dnia byłam umówiona na relację do porannego programu w radio. Próbowałam rozstawić telefon satelitarny ale efekt był zawsze ten sam - zero kontaktu. Indianie zaproponowali mi wyjście: wspiąć się na czubek najwyższego drzewa. Miało 45 metrów wysokości! Wejść do góry było łatwo. Zejście okazało się znacznie trudniejsze!" - opowiada w rozmowie z PCWK Online Beata Pawlikowska - podróżniczka, pisarka, dziennikarka, przewodnik wypraw po amazońskiej dżungli.

PCWK Online: Do jakich zastosowań przydają się pani komputery i nowe technologie?

Do pisania książek - w pierwszej kolejności. Mam ulubiony komputer, na którym powstała większość moich książek i przy którym codziennie siadam, by pisać następną. Poza tym słowo "komputer" kojarzy mi się natychmiast ze słowem "Internet" - a to moje drugie podstawowe narzędzie pracy. Kopalnia informacji mniej i bardziej naukowej, z której często czerpię. A jeśli chodzi o "nowe technologie" pozakomputerowe, to moim dobrym przyjacielem stał się telefon satelitarny, który zabieram ze sobą w niektóre podróże. Przez telefon satelitarny nadawałam do Radia Zet z kilkunastu krajów świata.

Beata Pawlikowska

Beata Pawlikowska - podróżniczka, pisarka, dziennikarka, przewodnik wypraw do dżungli amazońskiej. Obecnie, autorka audycji "Świat według Blondynki" w Radiu Zet. Pół życia spędza w podróży, zafascynowana poznawaniem innych kultur i ludzi, ich sposobów na życie i magicznych praktyk szamańskich. Jako pierwsza kobieta przeszła na piechotę przez najbardziej malaryczną dżungle świata w przesmyku Darien między Panamą a Kolumbią. Pierwsza i jak dotąd jedyna kobieta - laureatka prestiżowej nagrody literackiej im. Arkadego Fiedlera "Bursztynowy Motyl".

Autorka dziesięciu książek, w tym pierwszej polskiej książki opublikowanej przez National Geographic. Wśród jej książek znajdziemy między innymi:

- "Blondynka w dżungli" - uhonorowana nagrodą im. Arkadego Fiedlera "Bursztynowy Motyl" jako najlepsza polska książka podróżnicza roku.

- "Blondynka śpiewa w Ukajali" - pierwsza książka polskiego autora wydana przez National Geographic.

- "Nasze przysmaki" - nagrodzone Grand Prix Prezesa Międzynarodowych Targów Poznańskich.

- "Blondynka na Kubie" - najnowszy tytuł, którego oficjalna premiera będzie miała miejsce 10 maja 2006 roku.

Co ciekawe, wszystkie swoje Beata Pawlikowska książki ilustruje ilustruje własnymi fotografiami i rysunkami.

Czy Komputer, którego pani używa jest w jakiś sposób specjalnie wzmacniany? Co to za sprzęt?

Myśli pan, że zabieram ze sobą komputer w dalekie podróże, tak? Wtedy nigdy nie przestawałabym pracować. Podróż to taki stan duszy i ciała, kiedy człowiek znajduje się w zupełnie innej przestrzeni i nawiązuje kontakt nie tylko z egzotycznymi tubylcami, ale także z własną duszą. I ona najczęściej okazuje się także być egzotycznym tubylcem. Kiedy jestem w podróży, dużo myślę, fotografuję i piszę - ale używam wtedy zwykłego długopisu i małego zeszytu. To notatki, wrażenia i uwagi, które stają się podstawą nowej książki.

Czy przydarzyły się pani jakieś ciekawe sytuacje związane z nowymi technologiami?

W puszczy amazońskiej rośliny rosną bardzo ciasno. Drzewa stykają się koronami, tworząc coś w rodzaju zielonej kopuły. Czasem nawet słońca nie widać, kiedy stoi się na ziemi wśród pięciometrowych liści, baldachimów i kobierców roślin, które się ścielą, płożą, wiszą i pną do góry. To trudne warunki do nawiązania łączności. Pewnego dnia byłam umówiona na relację do porannego programu Radia Zet. Próbowałam rozstawić telefon satelitarny w kilku różnych miejscach - ale efekt był zawsze ten sam i łatwy do przewidzenia - zero kontaktu. Nie było ani jednego skrawka czystego nieba, na które mogłabym ustawić telefon. Wokół mnie - wyłącznie rośliny i rozłożyste drzewa. Indianie widząc moją konsternację, zaproponowali jedyne możliwe wyjście: wspiąć się na czubek najwyższego drzewa. Miało 45 metrów wysokości. Telefon satelitarny został wciągnięty na lianie. Ja wspięłam się własnymi siłami. Nawiązałam łączność. Nadałam relację. I wtedy nagle stanęłam na gałęzi i spojrzałam w dół. Wejść do góry było łatwo. Zejście okazało się znacznie trudniejsze!

Jak ludzie mieszkający w dżungli reagują na nowe technologie, komputery?

Przychodzą i patrzą. Dotykają. Sprawdzają co jest z drugiej strony - i odkrywają ze zdumieniem, że chociaż z przodu na ekranie jest twarz kobiety, to z drugiej strony nie ma jej pleców, tylko jakaś szara ściana. Ale kiedy jestem w indiańskiej wiosce, chowam te nasze wynalazki, zdejmuję zegarek, nie szpanuję telefonem, staram się żyć tak jak oni i nie naruszać ich życia, bo z mojego doświadczenia wynika, że wypracowali sobie harmonię z otaczającą naturą, która może się okazać bardzo delikatna i krucha w zestawieniu z naszą ekspansywną cywilizacją.

Czy uważa pani, że próby wprowadzania komputerów do najbiedniejszych krajów lub tam, gdzie tych komputerów nigdy nie było (jak akcja One Laptop Per Child - bardzo tanich laptopów dla krajów najbiedniejszych) ma obecnie sens?

Nie znam dokładnie tej akcji, nie mogę się więc na jej temat wypowiadać. Powiem tylko jedno: jeśli najpierw w tych wioskach i miasteczkach zrobiono kanalizację, zadbano o higienę, o czystą wodę, zdrowe jedzenie, o możliwość pracy dla dorosłych, to One Laptop Per Child nikomu nie zaszkodzi.

Jakie są pani ulubione witryny internetowe?

Najczęściej odwiedzam moją własną stronę, czyli Oliwkowo, gdzie mieszkają Tubylcy - czyli internauci z różnych części Polski, którzy zaprzyjaźnili się ze sobą i tworzą grupę przyjaciół. Codziennie rano piszę coś do nich w Dzienniku, przez cały dzień toczy się tam rozmowa. Poza tym często uzupełniam galerie moich fotografii, dodaję fragmenty książek, więc moja strona żyje własnym życiem.