Beta 2 - czekamy dalej

Udało nam się przetestować drugą betę systemu Windows Vista. Możemy powiedzieć tylko tyle: dobrze, że do udostępnienia ostatecznej wersji zostało trochę czasu.

W trakcie konferencji Windows Hardware Engineering Conference 2006 Microsoft udostępnił publiczności stacje robocze z zainstalowanym systemem Windows Vista beta 2 (build 5384). Trudno powiedzieć, czy przypadkowi użytkownicy mieli z nim trudności, ale jedno jest pewne: na maszynach z Athlonami 64 3800+ i prawie 2 GB RAM system na pewno pracował bardzo szybko. Jednakże przed Vistą jeszcze długa droga.

Pamięć już nie wycieka

Wystarczy kilka minut z nowym systemem operacyjnym, a już wiadomo, że poprawiono jeden z większych błędów poprzedniej wersji - zapotrzebowanie na pamięć. Kilka miesięcy temu system tuż po uruchomieniu zajmował ok. 400 MB RAM i z każdą minutą połykał kolejne megabajty. Nie było ewenementem, że po półgodzinie komputer nie nadawał się do użytku, bo Vista zajęła całą dostępną pamięć i musiała bardzo aktywnie korzystać z pliku wymiany - oczekiwanie na jakąkolwiek reakcję komputera na ruchy użytkownika trwało odpowiednio długo.

Beta 2 tuż po uruchomieniu zajmuje mniej więcej 300-400 MB RAM i nawet po długiej pracy rzadko potrzebuje więcej niż 800 MB. Wniosek z tego, że posiadacze maszyn z 256 megabajtami pamięci nowym systemem raczej się nie nacieszą; za rozsądne minimum należy uznać 512 MB na sam Windows plus kolejne 256 na wbudowane podstawowe aplikacje do obsługi grafiki, tekstu czy multimediów. Gracze zdecydowanie nie powinni schodzić poniżej 1,5 GB, nawet jeśli wymagania ostatecznej wersji będą nieco niższe.

Dla porównania: Windows Server 2003, najbardziej pamięciożerny z dotychczasowych systemów Microsoftu, w wersji Enterprise Edition i z wszystkimi niezbędnymi sterownikami zajmuje po uruchomieniu ok. 150-200 MB. Widać zatem, jak olbrzymia przepaść dzieli oba systemy.

Masa nowości

Wiele nich opisywaliśmy już w artykule "Vista beta 2 - w Saperze widać wybuchy!" zamieszczonym w portalu PC orld Komputer Online. Tu skupimy się na kilku bardzo ważnych cechach nowej wersji Windows, na których omówienie tam zabrakło miejsca.

Użytkownik bety 2 bardzo szybko przekona się, jak uciążliwe może być skrupulatne dbanie o bezpieczeństwo - niczym w sennym koszmarze paranoika podejrzane jest wszystko. Próba obejrzenia zainstalowanych w systemie urządzeń, zapisania na dysku plików pochodzących z Internetu czy przeniesienia dokumentów ze starego komputera - to wszystko wymagać będzie kliknięcia &OK& albo &Continue& po pytaniu, czy na pewno chcemy kontynuować akcję, która wymaga większych uprawnień. Uciążliwe!

Bardzo wygodny jest natomiast kreator Problem Reports and Solutions, w którym zebrane są informacje na temat wykrytych przez system poważnych błędów. Potrafi znaleźć sterowniki do sprzętu czy rozwiązać konflikt urządzeń (oczywiście pod warunkiem, że Microsoft wpadł już na odpowiedni pomysł).

Technologie kontrowersyjne: BitLocker

Do kontrowersyjnych technologii, które ujrzały światło dzienne w becie 2, zalicza się z pewnością BitLocker Drive Encryption. Pozwala on wykorzystać możliwości wbudowanego w płytę główną układu Trusted Platform Module do sprzętowo-programowego szyfrowania zawartości twardego dysku. Jeżeli jednak testujemy Vistę na jednej partycji, a na innej korzystamy z Linuksa, musimy zachować daleko idącą ostrożność - po zaszyfrowaniu dane będą niedostępne w innych systemach operacyjnych.

Ważne i mniej ważne

W# Windows Viście na pewno zauważymy również zmodyfikowany interfejs modułu Windows Collaboration, który pozwala na przeprowadzenie bezpiecznego spotkania biznesowego przez sieć. W aplikacji widać naprawdę olbrzymi potencjał, prowadzący może np. pokazywać dane za pomocą rzutnika, a przy okazji transmitować prezentację na pulpity uczestników - i to zarówno siedzących w tym samym pokoju, jak i znajdujących się na drugim końcu świata. Koniec z zabawami w jednoczesne uruchamianie udostępniania pulpitu (VNC, RDS) i komunikatora!

Nowy interfejs pojawił się również w firewallu i Podglądzie zdarzeń. Windows Internet Explorer 7+ (tak się teraz nazywa) został już wyraźnie oddzielony od reszty środowiska: działająca z jego poziomu aplikacja nie zdoła zmodyfikować żadnych plików systemowych, nawet jeśli zostanie uruchomiona z uprawnieniami administratora. Bywa to dość uciążliwe w źle napisanych panelach kontrolnych routerów Wi-Fi.

Drobny facelifting przeszedł też Windows Media Player (obecnie w wersji 11), który wydaje się nieco wygodniejszy niż wersja 10. Niestety, Microsoft znów zapomniał m.in. o zaakceptowaniu w odtwarzaczu powszechnie przyjętych skrótów klawiszowych (np. [Spacja] = Zatrzymaj).

I chyba właśnie WMP najlepiej reprezentuje nowy system operacyjny: jest ładniej i zabawniej, tylko często w odrobinę niewłaściwą stronę. Czekamy zatem na trzecią betę.