Blonde – reżyser znęca się nad Marilyn Monroe? Film z Aną de Armas może zszokować [OPINIE]

Filmowa biografia Marilyn Monroe właśnie trafiła na Netflixa, jednak opinie na jej temat są bardzo podzielone. Podczas gdy jedni zachwalają wizualną stronę filmu i aktorstwo Any de Armas, drudzy zwracają uwagę na nadmierną przemoc i przekłamania, które pojawiają się w Blonde. Zebraliśmy dla Was najciekawsze opinie o filmie Netflixa.

fot. Netflix

Blonde – kontrowersyjna biografia

Jeszcze przed pierwszymi pokazami najnowsza filmowa biografia Marilyn Monroe budziła wiele kontrowersji. Na pierwszy plan wysuwało się niezadowolenie z powodu wybrania do głównej roli pochodzącej z Kuby Any de Armas. Jednak tak naprawdę już materiał, na którym oparto scenariusz, otaczała aura kontrowersji – książka Joyce Carol Oates jest bowiem biografią fabularyzowaną, a niektóre z przedstawionych w niej wydarzeń nigdy nie miały miejsca.

W pierwszych recenzjach zachodnich krytyków widać spory rozrzut. Jedni dziennikarze są wyraźnie zafascynowani nietypową opowieścią Andrew Dominika i wyrazistym aktorstwem Any de Armas. Inni z kolei zarzucają filmowi epatowanie okrucieństwem i bezzasadne odrzucenie pozytywnych elementów biografii Monroe. Z jednej strony pojawia się uznanie dla rewelacyjnego odtworzenia zachowania i mimiki gwiazdy oraz pochwały bezkompromisowego ukazania jej dramatu. Z drugiej zaś daje się słyszeć krytyka powierzchowności filmu i przedstawienia Monroe wyłącznie jako ofiary.

Zobacz również:

  • Blonde – obsada i zwiastun filmu o Marilyn Monroe. Kiedy premiera na Netfliksie?

Pierwsze recenzje

Justin Chang, Los Angeles Times

W Blonde ból Monroe nigdy się nie kończy. Zniewagi, porzucenia, pobicia, gwałty, nałogi, utrata świadomości i osobowości – to nie tylko okrutne zwroty akcji lub niepowodzenia; to zasady organizujące ten film. Ze skrupulatnym rzemiosłem i wielką powagą (...) Dominik postanawia przedstawić wiele upokorzeń, które zostały zadane ciału i duchowi Monroe, a także kilka, które prawdopodobnie nie zostały. Podobnie jak jego wspaniały western z 2007 roku Zabójstwo Jessego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda, Blondynka została pomyślana jako powolny marsz śmierci: Zabójstwo Marilyn Monroe przez w zasadzie wszystkich, których kiedykolwiek spotkała.

Blonde poddaje Monroe makabrycznej wiwisekcji. Ukazuje na ekranie najbardziej osamotnione, maltretowane i wrażliwe aspekty jej osoby, a resztę odrzuca: jej talent, magnetyzm, inteligencję, charakter.

Mark Kermode, The Guardian

(...) w sercu [filmu] leży gotycki melodramat, gorączkowy sen o traumie z dzieciństwa kładącej się cieniem na całym dorosłym życiu, pełen pełzających po skórze okrutnych wizji inkwizycyjnych tortur, brutalnych przepraw i piekielnych otchłani – to bardziej Koszmar z Ulicy Wiązów niż Mój Tydzień z Marilyn.

Jest coś naprawdę niesamowitego w sposobie, w jaki Dominik umieścił De Armas na miejscu Monroe, odtwarzając dobrze przećwiczone sceny filmowe w sposób, który czasem sprawiał, że zastanawiałem się, czy to materiały archiwalne czy odtworzone, czy to wspomnienie czy odgrywanie.

Owen Gleiberman, Variety

Dobra biografia zachęca publiczność do doświadczenia od środka, kim naprawdę był jej bohater. I to jest poziom, na którym Blonde (...) operuje przez większość swojego czasu ekranowego. Film oparty na powieści Joyce Carol Oates z 2000 roku jest wyciszoną, szybującą nad ziemią fantazyjną psychodramą, nakręconą zarówno w kolorze, jak i w czerni i bieli, która przedstawia fuzję rzeczywistości i fikcji. Ale większość filmu jest oderwana od rzeczywistości.

Film przybliża nas do Marilyn o wiele bardziej niż Elvis przybliżył nas do Elvisa – duża w tym zasługa występu Any de Armas, zapierającej dech w piersiach, migoczącej wyobraźnią, szczerością i złamanym sercem. To wspaniały przykład aktorstwa z ostrym krzykiem ukrytym w środku.

Johnny Oleksinski, New York Post

Reżyser Andrew Dominik z wielkim talentem odmalowuje tragiczne życie Monroe pełnymi żalu pociągnięciami pędzla, podobnie jak Pablo Larraín zrobił w Jackie o Jackie Kennedy i w Spencer o księżnej Dianie. Jednak gdy tamte, czasami pobłażliwe, niedosłowne filmy, miały wielki emocjonalny rozmach w badaniu psychiki kobiet, ten wydaje się pusty; pozostawił mnie obojętnym, pomimo wizualnego splendoru i zaangażowania Any de Armas w rolę Marilyn.

[W filmie] jest tyle udręki, że w ciągu prawie trzygodzinnego seansu w końcu stajemy się na nią obojętni. Poznajemy ją [Marilyn] tylko jako ofiarę, a nie osobę z krwi i kości. Czy jest to pouczające? Ech. Wciągające? Nie całkiem. Długie? Niezwykle.

Ana de Armas, przemawiająca z nutą hiszpańskiego akcentu, w roli Monroe posiada charyzmę prawdziwej gwiazdy. Jest odważna, prawdziwa i szczera, mimo, że film wydaje się koszmarnie sztuczny z powodu dialogów brzmiących jak teksty poetyckie.

Brian Truitt, USA Today

Uzbrojony w świetną kreację de Armas film Dominika rzuca się na głęboką wodę, ale czasami wychwytuje subtelne niuanse dotyczące kobiety zdefiniowanej przez popkulturę i otoczenie. Jest tu gdzieś naprawdę dobry film o Marilyn Monroe, ale został żałośnie pogrzebany pod okrutnie ponurym i pozbawionym radości schematem biopicu.

Ann Hornaday, The Washington Post

Nawet najbardziej bezczelne popisy wyobraźni Oates można tłumaczyć próbą ratowania Monroe przed uprzedmiotawiającym spojrzeniem, które ją definiowało i chęcią dania jej życia wewnętrznego. Dominik całkowicie odkręca ten pomysł w filmie, który nie tylko ponownie uprzedmiatawia Monroe, ale rozkoszuje się jej wiktymizacją i wyrzekaniem się samej siebie. Pełna uproszczeń, upiorna i niezmiernie nudna Blonde tworzy nowy gatunek filmowy: nekro-fikcję.

To wszystko jest bardzo lubieżne, Dominik inscenizuje wyimaginowane rozdziały z życia swojej bohaterki z szokującymi szczegółami, niezależnie od tego, czy pokazuje nam jej pochwę ze wziernikiem, czy nienarodzone dzieci przedstawione jako płody w macicy, z których jeden błaga o życie głosem małej dziewczynki (...).

Zobacz także: Enola Holmes 2 – kiedy na platformie Netflix? Zwiastun, fabuła, obsada