Brytyjskie Ministerstwo Obrony nie radzi sobie z wirusem komputerowym

6 stycznia 2009 roku komputery brytyjskiego Ministerstwa Obrony zostały zaatakowane przez wirusa. Rządowi informatycy robią wszystko by zażegnać niebezpieczeństwo, jednak do tej pory nie udało się unieszkodliwić złośliwego programu. Ten zaś z dnia na dzień powoduje coraz większe szkody.

6 stycznia 2009 roku komputery brytyjskiego Ministerstwa Sprawiedliwości zostały zainfekowane wirusem. Złośliwy program znalazł się na twardych dyskach maszyn pracujących dla marynarki wojennej (Royal Navy) oraz lotnictwa (Royal Air Force).

Sprawę tą skomentowała przedstawicielka brytyjskiego Ministerstwa Sprawiedliwości: "W tak dużym systemie komputerowym, w jakim pracujemy, wirusy to codzienność, jednak nie na taką skalę. Nie przypominam sobie, byśmy kiedykolwiek mieli do czynienia z podobnym przypadkiem. Złośliwy program utrudnia korzystanie z poczty elektronicznej oraz blokuje dostęp do Internetu. Systemy odpowiedzialne za kontrolowanie broni oraz struktur obronnych nie są zagrożone."

Kilka dni temu przedstawiciele ministerstwa stwierdzili, że jedynie 27 procent komputerów będących na wyposażeniu resortu spełnia kryteria bezpieczeństwa określające zasady przetrzymywania informacji niejawnych oraz danych personalnych. Kolejne 31% sprzętu jest zabezpieczone "zadowalająco". Reszta komputerów jest obecnie weryfikowana.

Wiadomo, że pierwsze próby usunięcia wirusa zakończyły się niepowodzeniem. Wysiłki te zmusiły informatyków ministerstwa do wyłączenia części komputerów. Wynikiem tego może być czasowa niesprawność kilku statków należących do floty Wielkiej Brytanii. Tamtejsze władze nie potwierdzają jednak tej informacji.

Ze względów bezpieczeństwa nie podano nazwy ani rodzaju wirusa jaki zaatakował komputery ministerstwa. Czyżby chodziło o Confickera?

Zobacz także:

USA: "Nie jesteśmy przygotowani na cyberterroryzm"

Brytyjska flota nuklearna pod kontrolą Windows XP