Call of Juarez - nadciąga polski western

Zainteresowanie Dzikim Zachodem trwa już ładne kilkadziesiąt lat, od kiedy to powstały pierwsze westerny. Nawet nasi ojcowie w młodym wieku biegali z patykami (zastępującymi strzelby, rewolwery), dzieląc się na "dobrych" i tych "złych" lub też na "białe twarze" i Indian. My natomiast mieliśmy plastikowe colty rodem z filmów Clinta Eastwooda, a nawet kapiszonowce czy korkowce, wydające odgłosy niczym prawdziwe spluwy. Latka lecą, ale chłopięca fascynacja Dzikim Zachodem wciąż gdzieś w środku pozostaje. Teraz i ojciec i syn mogą znów poczuć się jak kowboje, tym razem dzięki grze Call of Juarez rodzimego producenta Techland.

Gracz ma do wyboru dwie skrajnie rożne postacie, których sytuacja jest jasno opisana już na samym początku gry. Intro odsłania nam rąbek tajemnicy, sam początek tej długiej i zawiłej historii. Marnotrawny syn Billy, zwany "Świeczka" (od medalionu, który nosi na swej piersi), wraca do rodzinnego miasta Hope. Oczekując na nieprzyjemne starcie ze swoimi rodzicielami słyszy wystrzały odbiegające z rancha, na którym się wychował.

Zaraz po wejściu do stodoły jego oczy ujrzały dwa martwe ciała zalane krwią, na których jeszcze nie zastygły dziury po strzałach. Wieść o złowrogich odgłosach dotarła do pastora Ray'a, byłego rewolwerowca. Szybko dotarł na miejsce, gdzie nastąpiła strzelanina. Nie dlatego, że był wścibski, jak wszyscy mieszkańcy Hope - to był dom jego brata. W stodole, jak już wiadomo zastał dwa trupy, w tym jeden z nich to braciszek wielebnego. Na ścianie widniał wypisany krwią tajemniczy napis "Call of Juarez".

Jednak nie to najbardziej przykuło jego uwagę. Był tam jeszcze chłopak trzymający bicz w ręku i przyglądający się na całą traumatyczną scenę. Billy, zauważając farosza, w panice szybko daje dyla. Ray po tej sytuacji już wiedział, kto jest oprawcą jego bliskich.

Wiedział od swego świętej pamięci brata, że nie układało mu się z pasierbem. Ucieczka tego młodego łotra potwierdziła jego winę. Teraz nadszedł czas na schowanie różańca do szafki, a wyjęcie z niej dwóch niezawodnych coltów. Nadszedł czas na wymierzenie sprawiedliwości w dawnym stylu. Nadszedł najwyższy czas na słodką zemstę...

15:10 do Yumy

Jak widzimy, scenariusz napisany jest w iście westernowym stylu, którego nie powstydziłby się sam Karol May. Jest tajemniczo, zagadkowo, są niedopowiedzenia. Znajdzie się oczywiście pościg i wyrównywanie rachunków. Wszystko to w klimatycznej, bardzo skrupulatnie odwzorowanej scenerii. Nie zabraknie w grze dramatycznych galopów na koniach, napadów na bank lub pociąg, zasadzek w kanionach, strzelanin w saloonach, pojedynków w miastach i wiele, wiele innych akcji znanych z filmów.

Gra posiada podwójną narrację. Każdy z bohaterów charakteryzuje się odrębnymi cechami, predyspozycjami do wykonania określonych czynności. Nawet arsenał został przygotowany pod kątem obu postaci. Dostępne będą rewolwery, strzelby, dwururki, bicz, a nawet laski dynamitu. Wszystko doskonale odwzorowane, tak, że nawet nie ma mowy z jakąkolwiek niezgodnością z danymi faktycznymi.

Kolejną rzeczą wartą uwagi są tryby koncentracji. CoJ będzie posiadało innowacyjne systemy walki, a nie zwykłe, znane z prawie wszystkich shooterów. Jeśli zechcemy zdjąć cel z daleka, będzie on lepiej widoczny, jednak tło pozostanie zamazane. Jeśli sytuacja nas zmusi do dynamicznej walki z kilkoma przeciwnikami, będziemy mogli strzelać dwoma rewolwerami na raz lub też jednym, wykorzystując drugą rękę do szybkiego odwodzenia kurka.

A wkoło pustynia...

Engine graficzny i gameplay są na wysokim poziomie, wystarczy spojrzeć na screeny. Grafika jest dobrze dopracowana, każdy szczególik nie jest pominięty, ruchy bicza Billy'ego są naturalne, zupełnie jakby to był prawdziwa szpicruta. Tło przestaje być tłem, bo nawet drewniane, masywne domy da się przecież bardzo łatwo podpalić.

Tryb multiplayer zawierać będzie wszystkie najlepsze sceny, które opisałem przy trybie dla pojedynczego gracza, czyli galopady, napaści, pojedynki, podkradanie się i co tam jeszcze kowbojska dusza zapragnie.

Premiera już 8 września, czyli lada moment. Gra w Polsce kosztować będzie 79,90 co uważam za przystępną cenę. Przy zakupie gry będziemy mieli do wyboru dwa pudełka, jeden z wizerunkiem Ray'a, drugi z Billy'm. W międzyczasie można poszukać w programie telewizyjnym jakiś dobry western, by jeszcze lepiej nastawić się na granie w ten rarytasik.

Call of Juarez

Gatunek: Akcja

Producent: Techland

Polski wydawca: Techland

Prognoza: To będzie hit - nasi górą