Cena za pochodzenie

Oprogramowanie i sprzęt kosztują w Polsce dużo więcej niż w Stanach Zjednoczonych. Zapytaliśmy ekspertów, czy typowe usprawiedliwienia producentów mają merytoryczne podstawy.


Oprogramowanie i sprzęt kosztują w Polsce dużo więcej niż w Stanach Zjednoczonych. Zapytaliśmy ekspertów, czy typowe usprawiedliwienia producentów mają merytoryczne podstawy.

Firmy komputerowe traktują zarówno Polskę, jak i resztę Europy jak żyłę złota. Ceny są zdumiewająco wysokie już od momentu, gdy towary pojawiają się w sklepach, i niespecjalnie spadają w miarę pokrywania się pudełek kurzem. Dotyczy to przede wszystkim oprogramowania i w mniejszym stopniu sprzętu. Taka sytuacja daleka jest od wizji globalnej wioski, idei wielkiego wspólnego rynku i ery wszechobecnego Internetu. One miały gwarantować rozwój - jakie mogą być efekty przeciwnej polityki?

Ostatnio najwięksi giganci w branży, Microsoft i Adobe, wprowadzili od dawna zapowiadane nowe wersje oprogramowania, które zamiast spotkać się z entuzjazmem, wywołały niespotykaną dotąd falę niechęci konsumentów. Okazało się, że pełna wersja Vista Ultimate w pudełku w Polsce kosztuje 1700 zł, prawie tyle samo, co w anglojęzycznej Wielkiej Brytanii. W Stanach Zjednoczonych za edycję w tym samym języku zapłaci się jedynie połowę tej sumy. Ten stosunek cen szczególnie mocno dotknął wyspiarzy, którzy uważają, że nie ma żadnych różnic pomiędzy wersją angielską a amerykańską systemu i czują się nabijani w butelkę.

Ceny oprogramowania i sprzętu pochodzą z amerykańskiej (pricewatch.com) i angielskiej (pricewatch.co.uk) wersji serwisu Price Watch oraz polskiego skapiec.pl.

Ceny oprogramowania i sprzętu pochodzą z amerykańskiej (pricewatch.com) i angielskiej (pricewatch.co.uk) wersji serwisu Price Watch oraz polskiego skapiec.pl.

Microsoft nie jest jedyną kompanią zasługującą na miejsce na ławie oskarżonych o cenowo-geograficzną dyskryminację. Adobe, autor największych przebojów w świecie grafiki i projektowania stron internetowych, podobną polityką rozdrażnił swoich lojalnych dotąd zwolenników. Photoshop CS3, na który w Stanach Zjednoczonych trzeba wydać równowartość 1700 złotych, po podróży przez Atlantyk staje się cenniejszy o 1100 zł w Anglii i o 1300 zł w Polsce. "Zdumiewa mnie, że nie ma w tym żadnej logiki - twierdzi jeden z analityków finansowych i krytyków polityki Adobe. - Tak duże różnice cen możliwe są tylko dzięki brakowi dobrej alternatywy dla takiego oprogramowania. Już wśród aplikacji do obróbki wideo, gdzie nie ma tak silnego lidera, jakim jest Photoshop w swojej dziedzinie, europejskie ceny przewyższają amerykańskie w dużo mniejszym stopniu" - dodaje.

Anomalie cenowe nie kończą się na Microsofcie czy Adobe, ale są widoczne w całej branży. Na przykład Quark, producent XPress 7, każe sobie w Europie płacić dwukrotnie więcej niż w Stanach. Podobnie rośnie cena Paint Shop Pro Corela. Oprogramowanie nie jest wyjątkiem, to samo dotyczy sprzętu. Na przykład cena konsoli PlayStation 3 z 60-gigabajtowym twardym dyskiem wzrasta podczas podróży przez Pacyfik, z równowartości 1400 zł w Japonii do 1700 zł w Stanach, żeby po przepłynięciu kolejnego oceanu znowu podnieść się o następne sześć setek.

Producenci mają całą gamę wyjaśnień aż tak wysokich cen produktów w Europie. Są tam argumenty o fluktuacjach kursów walutowych czy kosztach tłumaczenia na flamandzki, ale większość z nich można zakwalifikować jako zwykłe maskowanie niechlubnej prawdy. Producenci doją, ile mogą, korzystając z tłumienia mechanizmów rynkowych i zasad wolnego handlu.

Przyjrzeliśmy się dokładniej tej litanii usprawiedliwień, prosząc jednocześnie ekonomistów o ocenę zarzutów i usprawiedliwień. Sprawdziliśmy też, jakie są możliwości wykorzystania niskiego kursu dolara i przeciwdziałania programowemu zdzierstwu przez kupowanie bezpośrednio w Stanach Zjednoczonych.

1. Ceny ustalająsprzedawcy,a nie producenci.

Tak brzmi jedna z ulubionych wymówek Microsoftu. Jego rzecznik prasowy twierdzi, że "wyznaczenie ceny należy do partnerów. Nie możemy sobie pozwalać na ustalenie cen, gdyż takie postępowanie byłoby nielegalne".

To nonsens - odpowiada nasz ekspert. Cenę oprogramowania, tak jak wielu innych towarów, ustala jego producent. W wypadku programów jego swoboda jest jeszcze większa niż na przykład wytwórcy rowerów, który musi uwzględnić koszty zużytych materiałów i kupowanych części. Tutaj raczej obowiązuje zasada: wycisnąć, ile się da. Korzystając z niej, kompanie software'owe ustalają ceny dla każdego kraju, dopiero do tej sumy sprzedawcy dodają swoją marżę tak, żeby wyjść na swoje. "Największa część ceny jest ustalana przez Microsoft, detaliczni dystrybutorzy maja niewielki margines swobody - ocenia inny ekspert. - Na rynku konkurencyjnym ceny detaliczne wykazują tendencję do wyrównywania się. Z tego powodu większość sprzedawców oferuje ten sam produkt po bardzo zbliżonej cenie, chyba że jeden z nich rozpocznie wojnę cenową".

Porównanie cen

Porównanie cen

Najważniejsza jest odpowiedź na pytanie, czy producenci oprogramowania wyznaczają sprzedawcom takie same ceny hurtowe w Stanach, jak w Europie. Microsoft uchyla się od odpowiedzi. "Mamy prawo nie ujawniać cen hurtowych, które są naszą tajemnicą handlową". Częściowo sekret zdradza jeden z dystrybutorów oprogramowania. "Microsoft prowadzi globalną politykę cenową i nie można sprzedać w jednym regionie produktu wycenionego na inny rynek, podobnie jak to miało być z filmami na CD. Myślę, że w całej Europie ceny są podobne, ale nie widziałem umów zawieranych z dystrybutorami w Stanach, nie wiem, czy nie płacimy więcej niż tam".

Inni krytycy są bardziej bezpośredni w kwestionowaniu równości cen hurtowych i obwinianiu sprzedawców z Europy za naciąganie jej obywateli. "Microsoft ustala ceny, za które otrzymujemy jego oprogramowanie, do tego dodajemy swoją marżę - tylko żeby przeżyć, mniej więcej tyle samo co w Stanach - mówi dyrektor jednej z firm sprzedających oprogramowanie.- Z tego jasno wynika, że płacimy producentowi o wiele więcej niż dystrybutorzy w Stanach".

Istnienie regionów z różnymi cenami oprogramowania Microsoftu potwierdzają wyniki rozpoznania w serwisie Amazon.com. Osoby spoza Stanów nie mogą skorzystać z okazji i kupić taniej oprogramowania w amerykańskiej cenie. "Klienci brytyjscy mogą zamówić olbrzymi wachlarz wyrobów oferowanych przez Amazon.com, które zostaną przesłane na ich adres. Jednak Vista nie należy do tej kategorii na podstawie porozumienia z Microsoftem, które wyklucza sprzedaż jego produktów z Amazon.com osobom spoza Stanów Zjednoczonych".

Werdykt: nieprawda

Dlaczego Internet w Polsce jest drogi?

Wbrew pozorom, sytuacja nie jest taka zła. Opinie o tym, że dostęp do Internetu w Polsce jest kilkakrotnie droższy niż w innych państwach europejskich, są mocno przesadzone. Ceny standardowych usług dostępowych obowiązujące w naszym kraju nie odbiegają od tych, jakie możemy spotkać w innych państwach Europy Środkowo-Wschodniej, a jedynie trochę wyższe niż w krajach zachodnich. Uwolnienie lokalnej pętli abonenckiej i umożliwienie dostawcom alternatywnym korzystanie z łączy Telekomunikacji Polskiej zwiększyło konkurencję na rynku i wymusiło pewne obniżki cen. Niestety, dotyczy to przede wszystkim łączy o niższej przepustowości. Jeżeli za usługę szerokopasmową uznamy taką o przepustowości do komputera klienta 128 Kb/s (a tak "szerokopasmowość" definiuje np. Urząd Komunikacji Elektronicznej), rzeczywiście ceny dostępu są bardzo niskie. Wszak czterokrotnie szybsze łącza Telekomunikacja Polska oferuje w cenach, na które stać prawie każdego. Problem w tym, że w krajach zachodnich za "broadband" uznaje się dopiero usługi z prędkością 1-2 Mb/s, czyli nawet kilkanaście razy szybsze niż polska definicja. Różnica w kosztach dostępu do Internetu w Polsce i w innych krajach Unii Europejskiej widoczna jest dopiero, gdy porównamy naprawdę szybkie łącza i ich ceny. Jeśli uwzględnimy do tego niższą siłę nabywczą (Polak na 30 euro pracuje dłużej niż Anglik) zobaczymy, że w Polsce szybkie, szerokopasmowe łącza o przepustowości powyżej 4 Mb/s są wciąż bardzo drogie. Niestety, nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie ceny szybkich łączy miały zostać obniżone w znaczący sposób. Większość dostawców nie widzi powodu by w ogóle wprowadzać do swojej oferty łącza szybsze niż 6-10 Mb/s. Wspomniane już oferty oparte na BSA dawały nadzieję na to, że już wkrótce ceny dostępu do Internetu zaczną spadać. Rzeczywiście, firmy proponujące to rozwiązanie wprowadziły ceny niższe nawet o kilkanaście procent w stosunku do odpowiednich ofert TP. Wciąż jednak najszybsza oferowana prędkość to jedynie 6 Mb/s. Według rodzimych ISP taka sytuacja ma proste wyjaśnienie ekonomiczne - wysokie ceny szybszych łączy tłumaczone są przede wszystkim małym zainteresowaniem tego typu usługami oraz wysokimi kosztami budowy odpowiedniej infrastruktury. Problem w tym, że małe zainteresowanie wynika w większości z niskich zarobków i wysokich cen - koło się więc zamyka.

Krzysztof Pietrzak