Co nas wkurza w Sieci

Od zdiagnozowania problemów do ich usunięcia jest często daleka droga. Choć techniki i technologie internetowe idą do przodu jak burza, stare problemy potrafią uwierać niczym kamyk w bucie.


Od zdiagnozowania problemów do ich usunięcia jest często daleka droga. Choć techniki i technologie internetowe idą do przodu jak burza, stare problemy potrafią uwierać niczym kamyk w bucie.

W swoim względnie krótkim życiu WWW ułatwiła i przyśpieszyła wykonywanie wielu przyziemnych i nudnych zadań. Ale pozostaje jeszcze zaskakująco wiele takich - od pomocy w kupowaniu biletów na koncert, do ochrony naszej prywatności - z którymi Sieć z takich czy innych powodów nie może sobie poradzić, przyprawiając o wściekłość najbardziej cierpliwych użytkowników. Przyjrzyjmy się dziesięciu najgorszym.

Poza oczywistymi dokuczliwymi problemami, takimi jak spam pocztowy, próby wyłudzenia haseł, wirusy i programy szpiegowskie, znaczna część powszechnie występujących przyczyn frustracji pozostaje nienaprawiona - niektóre od pierwszych dni WWW.

Poprosiliśmy gości naszych forów internetowych, aby zidentyfikowali to, co uważają za najbardziej kłopotliwe problemy, potem sporządziliśmy ankietę, aby dowiedzieć się, które z tych problemów uważają za najbardziej irytujące. Dla każdego z tych problemów określiliśmy "współczynnik poirytowania" - procent czytelników, którzy byli daną kwestią rozdrażnieni lub wręcz rozwścieczeni. Zaczynamy od drażniących najbardziej i przechodzimy w dół skali.

1. Budząca wątpliwości polityka prywatności

Niewielki fragment warunków użytkowania w Amazon.com.

Niewielki fragment warunków użytkowania w Amazon.com.

Wiele witryn internetowych o charakterze biznesowym - zwłaszcza w sferze usług medycznych i finansowych - zbiera od użytkowników poufne informacje. Większość z nich sformułowała swoją politykę prywatności, określającą, jakie informacje są zbierane, i definiującą prawa klientów. Ale prawniczy żargon tych dokumentów jest często tak zawiły, że klienci nie są w stanie go zrozumieć i pozostają niepewni, czy ich prywatne dane są rzeczywiście chronione przed nadużyciami.

Dla przykładu: dokument dotyczący prywatności online w serwisie Amazon.com liczy 2700 słów i odsyła jeszcze do mającej 2600 słów strony z warunkami użytkowania, napakowanej tajemnym żargonem prawniczym. Powodzenia w dochodzeniu swoich uprawnień, jeśli nie masz tytułu doktora praw! Polityka prywatności wielu z tych witryn nadaje im szerokie prawo decydowania o przetwarzaniu poufnych danych, łącznie z prawem użycia ich do sprzedaży klientom innych produktów i usług, oraz prawem do dzielenia się wspomnianymi informacjami z innymi, nieokreślonymi firmami trzecimi.

Obrońcy praw konsumenta uznali ten problem za szczególnie trudny do naprawienia, ponieważ właściciele witryn (przez swoich prawników) nie cofną się przed niczym, aby uniknąć odpowiedzialności prawnej. Oczywiście, możesz po prostu nie wchodzić na stronę, jeśli podejrzewasz, że może zbyt swobodnie traktować twoje dane. Ale jeśli nie masz prawnika, który zanalizowałby politykę prywatności takiego serwisu, jak stwierdzisz, że jest niewiarygodna, zanim będzie za późno?

2. Trudne formularze

Wypełnienie prostego formularza online - czy tak istotnego, jak podanie o kredyt, czy banalnego, jak rejestracja w serwisie z wiadomościami - może się zmienić w nieskończony cykl irytującego odświeżania stron w przeglądarce. W formularzach często pomieszane są pola wymagane i opcjonalne, bez ich wyraźnego odróżnienia. Jeśli podczas wprowadzania danych pominiesz któreś z wymaganych pól, często musisz zaczynać od początku, ponieważ przeładowanie strony powoduje usunięcie zawartości pól. Dla porządku trzeba zauważyć, że ostatnio zmieniło się to w znacznej mierze, bo firmy uświadomiły sobie, że frustracja użytkownika może zaszkodzić biznesowi. Jednak problem pozostał, co zadziwia, ponieważ łatwo go usunąć. Projektanci stron powinni wyraźnie zaznaczać wszystkie wymagane pola odmiennym kolorem (odpowiedni byłby czerwony). A jeśli użytkownik mimo to popełni błąd, nie ma żadnego powodu do zerowania formularza. Aby wszystko poszło gładko, twórcy stron powinni wyraźnie zaznaczać pola, które nadal wymagają wypełnienia.

3. Nadmierna komercjalizacja Sieci

Przykład opłaty "Convenience charge" dodawanej przez Ticketmaster do ceny biletu.

Przykład opłaty "Convenience charge" dodawanej przez Ticketmaster do ceny biletu.

Wyskakujące reklamy, hałaśliwe reklamy flashowe, stroboskopowo świecące bannery, ogłoszenia w postaci klipów wideo, ładujące się bez żadnych działań ze strony użytkownika… po prostu jeszcze jeden dzień w Sieci.

Pomysł wstawiania reklam w zamian za bezpłatne usługi sieciowe doprowadził do nadmiernej komercjalizacji WWW - bardzo źle ocenianej przez surfujących. W MySpace, Yahoo, a nawet (musimy to przyznać) PCWorld.com zaczęła rosnąć liczba irytujących i niemożliwych do uniknięcia reklam. Na zatłoczonych stronach WWW rywalizują o ekran z treścią, którą chcą obejrzeć goście strony. Wynik? Zmniejszona szybkość wczytywania i gorsza kontrola nad przeglądarką.

Ogłoszenia mają także wpływ na zawartość stron. Gdy witryny mierzą wartość treści, sprawdzając, ile oczu przyciąga ona do reklam, nietypowa czy niszowa zawartość może zostać wyparta przez pewniejszą, popularną. "Sądzę, że zagubiliśmy potencjał WWW, podobnie jak w wypadku telewizji" - mówi Mike Tinsley, rozczarowany użytkownik z Columbus w Indianie. - "Gdy WWW była nowością, obiecywała wiele w sferze edukacji, informacji, a nawet rozrywki. Jednak podobnie jak telewizja, Sieć została sprowadzona do najmniejszego wspólnego mianownika i nie jestem pewien, czy kiedykolwiek to odwrócimy".

Rządzony przez reklamy przemysł treści online będzie dalej wymyślać innowacyjne, przyciągające oczy, a zarazem odpychające formaty reklamowe, więc zapewne nie zmieni się to na lepsze w dającym się przewidzieć czasie. Jednocześnie twórcy przeglądarek i innych aplikacji mogą zaoferować narzędzia łagodzące tę uciążliwość. Microsoft czy Fundacja Mozilla powinny domyślnie powstrzymywać reklamy z animacjami czy wideo od przejmowania pełnej kontroli nad stroną internetową i zaciemniania treści, którą użytkownik chce obejrzeć. A już co najmniej powinny dostarczyć nam łatwy sposób ręcznego dostosowania ustawień tak, aby blokować najbardziej natrętne ogłoszenia.

4. Potrzeba standardów

Także w Polsce ceny e-booków dorównują niejednokrotnie cenom książek papierowych.

Także w Polsce ceny e-booków dorównują niejednokrotnie cenom książek papierowych.

Niewiele rzeczy złości bardziej niż natknięcie się na stronie na komunikat "Strona, którą oglądasz, do poprawnego funkcjonowania wymaga Internet Explorera".

Ponieważ Internet Explorer opanował większość rynku przeglądarek, projektanci witryn tworzą je często w zgodzie nie ze standardami, lecz z IE. Wraz z sukcesem Firefoksa coraz więcej stron (z godnym odnotowania wyjątkiem niektórych microsoftowych) działa poprawnie w przeglądarce konsorcjum Mozilla. Ale pozostawia to ciągle poza nawiasem użytkowników Opery i Safari. Od nowych stron w stylu Web 2.0 po aplikacje bankowe, strony nie zawsze ładują się poprawnie we wszystkich przeglądarkach, co zmusza internautów do używania różnych programów w różnych witrynach.

Gdyby przeglądarki tworzono w zgodzie ze spójnym zbiorem standardów, problem by zniknął. Jednakże ciągle istnieje, chociaż kolejne wersje IE poprawiały obsługę standardów - wielu projektantów dalej koduje jedynie "pod" IE lub IE oraz Firefoksa. Wśród najważniejszych witryn można tu wymienić m.in. Google Docs, Washington Mutual i Yahoo - żadna z nich nie wyświetla się w Operze i Safari.