Co po Napsterze?

"To było wiadomo od dawna - Napster umarł i raczej nie zmartwychwstanie" - mówi Michael O'Neil, analityk IDC. Napster, jeden z największych systemów służących do wymiany plików za pośrednictwem Internetu, rzeczywiście nie działa, i to już od tygodnia. Według przedstawicieli serwisu, powodem przerwy są kłopoty techniczne związane m.in. z koniecznością wypełnienia nałożonych przez sąd na serwis zobowiązań. Można jednak przypuszczać, że kłopoty ze sprzętem nie są jej jedyną przyczyną. Internauci już dziś zastanawiają się, kto obejmie sukcesję po Napsterze: Gnutella, Audiogalaxy, czy może KaZaA?

Od 3 lipca nie działa Napster, jeden z największych systemów służących do bezpośredniej wymiany plików MP3 za pośrednictwem Internetu. Według przedstawicieli firmy, powodem przerwy są kłopoty techniczne, związane m.in. z koniecznością wypełnienia, sądownie nałożonych na serwis zobowiązań. (W marcu sąd w Kalifornii zakazał Napsterowi darmowego rozpowszechniania utworów chronionych prawami autorskimi).

Ponieważ "przerwa techniczna" trwa już ponad tydzień, można przypuszczać, że kłopoty ze sprzętem nie są jej jedyną przyczyną.

Teorię tę, zdaje się potwierdzać Michael O'Neil, przedstawiciel International Data Corp (IDC), firmy zajmującej się badaniami rynku. "To było wiadomo od dawna - Napster umarł i raczej nie zmartwychwstanie. Mówię tutaj o serwisie, jaki znaliśmy do tej pory - czyli systemie darmowej wymiany plików. Możliwe bowiem, że za jakiś czas pojawi się nowy Napster, będący dzieckiem porozumienia firmy z wytwórniami płytowymi. Za korzystanie z jego zasobów na pewno będzie jednak trzeba płacić" - mówi Michael O'Neil.

Trochę historii

Napster powstał w maju 1999 r. Jego twórcy nie zadbali jednak o podstawy prawne swojej działalności - większość nagrań wymienianych za pośrednictwem serwisu, chroniona była prawami autorskimi. Na serwis rychło posypały się pozwy sądowe. Już w grudniu 1999 r. pierwszy pozew zgłosiło Amerykańskie Stowarzyszenie Przemysłu Nagraniowego (RIAA), później posypały się kolejne. Najpoważniejsze konsekwencje dla Napstera przyniósł kolejny pozew RIAA, złożony jesienią 2000 r. Twórców serwisu oskarżono w nim o kradzież praw autorskich. W marcu tego roku, sędzia Marylin Hall Patel, wydała orzeczenie zabraniające udostępniania przez Napstera plików chronionych prawem autorskim. Twórcy serwisu zostali zmuszeni do uruchomienia "filtrów" uniemożliwiających kopiowanie nagrań chronionych prawem autorskim.

Coś się skończyło

W początkowej fazie swoich sądowych perypetii, przedstawiciele serwisu, nie mogli narzekać na brak odwiedzających - zdaje się, że zamieszanie wokół Napstera doskonale wpłynęło na promocję serwisu. Nie ma jednak wątpliwości, że przedłużająca się przerwa w działalności może poważnie zaszkodzić serwisowi. Z opublikowanego pod koniec kwietnia opracowania wynika, że od początku roku, cały czas spada liczba użytkowników serwisu. W lutym i w marcu bieżącego roku liczba korzystających z serwisu spadła aż o 20%. Przyczyną jest przede wszystkim drastyczny spadek liczby utworów (po uruchomieniu wspomnianych "filtrów"), które można pobrać za pośrednictwem serwisu. Mimo to, Napster wciąż pozostaje liderem wśród systemów umożliwiających bezpłatną wymianę plików MP3.

Tarapaty (a może nawet koniec działalności - w każdym razie w dotychczasowej formie) Napstera nie zmienią jednak faktu, że, dzięki serwisowi, większość wytwórni płytowych diametralnie zmieniła zdanie na temat sposobów dystrybucji nagrań muzycznych. Warto zauważyć, że większość skupionych w RIAA koncernów próbuje skopiować rozwiązania wymyślone przez twórców Napstera - oczywiście, tym razem odpłatnie. Możliwe również, że reanimowany zostanie sam Napster - umowę z twórcami serwisu podpisał niemiecki koncern Bertelsmann. O pracach nad stworzeniem oprogramowania, które posłuży jako baza do stworzenia alternatywnego serwisu, gdyby Napster zakończył działalność, przedstawiciele Bertelsmann informowali już w lutym tego roku. O planach stworzenia podobnego serwisu poinformowali również niedawno przedstawiciele stacji telewizyjnej MTV. Miałby on powstać na mocy porozumienia z pięcioma największymi wytwórniami muzycznymi: Warner Music, Universal Music, BMG, EMI i Sony Music.

Oczywiście, chodzi o pieniądze

Przyczyną tak gwałtownych protestów wytwórni płytowych są oczywiście pieniądze. Z szacunków ich przedstawicieli wynika, że straty spowodowane działalnością Napstera wynosiły ok. 4 mld. USD rocznie. To chyba jednak nie do końca prawda - z raportu firmy Edison Media Research, opublikowanego w czerwcu 2001 r. wynika, że jedynie niecałe 6% obywateli USA w muzykę zaopatruje się jedynie za pośrednictwem darmowych serwisów internetowych. Okazało się przy okazji, że większość osób (61%) korzystających z Napstera i tak kupuje później oryginalne płyty CD. Oczywiście, nie ulega wątpliwości, że działalność serwisu narażała wytwórnie płytowe na straty. Prawdopodobnie jednak były one dużo mniejsze od deklarowanych.

Skąd więc ta panika? Nietrudno zgadnąć - skoro większość wytwórni planuje uruchomić własne serwisy umożliwiające pobieranie (za odpowiednią opłatą) muzykę z sieci, to Napster, ze swoją wielomilionową rzeszą wiernych użytkowników, stanowił dla nich groźną konkurencję. A jako, że działał bez odpowiednich podstaw prawnych (czyli, formalnie, nielegalnie), to możliwe było wyeliminowanie go. Nie wykluczone więc, że taki proces właśnie obserwujemy. Bo przecież przygotowania do wykorzystywania modelu dystrybucji nagrań opracowanego przez twórców Napstera trwają już od dawna. Nie tak dawno, prezes AOL Time Warner Gerald Levin stwierdził nawet, że system stosowany przez Napstera stanie się w ciągu kilku lat najpowszechniejszym sposobem dystrybuowania nagrań muzycznych. "Model taki powinien jednak opierać się na opłatach subskrypcyjnych. Po ich opłaceniu, użytkownik miałby nieograniczony dostęp do zasobów udostępnianych przez daną firmę" mówił G. Levin.

Wszystkie większe wytwórnie muzyczne, zapowiedziały już wprowadzenie w przyszłości takich rozwiązań. Umożliwiały by one użytkownikom, pobieranie muzyki (oraz, ewentualnie, nagrywanie jej na płytę CD) bezpośrednio ze strony wytwórni - oczywiście, po uiszczeniu odpowiedniej opłaty. Zdaniem przedstawicieli koncernów muzycznych, wprowadzenie takich rozwiązań mogłoby znacznie obniżyć ceny nagrań. Niestety, nie wiadomo na razie, która wytwórnia pierwsza udostępni taką możliwość. Trudno również ocenić, kiedy to nastąpi.

Jeśli nie Napster, to co?

Problem w tym, że "pokonanie" Napstera nie przyniesie koncernom płytowym żadnej realnej korzyści. W kolejce czekają już bowiem kolejne, podobne systemy. Okazuje się, że jest w czym wybierać - prawie sześćdziesiąt programów działa na zasadach zbliżonych do Napstera. Według ZDNet, największe szanse na zajęcie miejsca Napstera mają serwisy: Aimster, Audiogalaxy, Gnutella, iMesh , KaZaA oraz Napigator. Wszystkie one, umożliwiają wymianę plików w systemie "peer to peer". Z ankiety przeprowadzonej przez PC World Online w czerwcu br., wynika, że ok. 30% polskich internautów wciąż korzysta (a właściwe - korzystało) z Napstera. O połowę mniej głosów zdobył program AudioGalaxy; kolejne miejsce zajął KaZaA (11% głosów). Pewną popularnością cieszyła się również Gnutella (ok. 4%). Warto jednak zaznaczyć, że sytuacji polskich internautów nie da się odnieść do reszty świata. Napster umożliwiał kopiowanie nagrań polskich wykonawców, ponieważ ich praw autorskich nie chroni postanowienie amerykańskiego sądu.