Czy Meta wybrnie z kłopotów jak niegdyś Microsoft?

– Fortuna toczy się kołem, pod kołem to pojąłem – pisał Jan Sztaudynger. Czy właśnie to samo może teraz powiedzieć Mark Zuckerberg?

Fot. AzamKamolov/Pixabay

Wiosną 1993 roku powstała pierwsza graficzna przeglądarka stron WWW – Mosaic. Był to bardzo doniosły moment, bo dzięki tej aplikacji „zwykli ludzie” mogli wreszcie zrozumieć, czym jest i może być w przyszłości światowa sieć internetowa. Niedługo później, bo w roku 1994 twórcy Mosaic – Marc Andreessen i Eric Bina – założyli firmę nazwaną Netscape, która w październiku tego samego roku wydała przeglądarkę Netscape Navigator. Nowa aplikacja do przeglądania sieci Web w ciągu trzech miesięcy (!) przejęła 75% ówczesnego rynku przeglądarek, a w sierpniu 1995 roku Netscape weszła na giełdę z IPO, czego skutkiem był pierwszy boom internetowy.

Jednak Andreessen i spółka mieli jeszcze śmielsze plany, mianowicie zakładali, że to właśnie dostęp do internetu przyciągnie rzesze użytkowników do świata technologii. Oznacza to – deliberowali twórcy Netscape Navigatora – że rozbudowane komputery z „ciężkimi” systemami operacyjnymi będą produktami niszowymi, a przyszłość należy do przeglądarek stron WWW.

Zobacz również:

  • Facebook zmienia nazwę na Meta
  • W Action jest bardzo przydatny sprzęt za mniej niż 40 zł. Taniej nie znajdziesz [24.09.2022]
  • Wiedziałem. Windows 11 22H2 już sprawia problemy [AKTUALIZACJA]

Jednak w tym okresie nie spał już Bill Gates, który także zrozumiał znaczenie masowego dostępu do internetu i to, że Netscape stanowi groźną konkurencję dla Microsoftu. W związku z tym, w maju 1995 roku wydał w firmie coś w rodzaju manifestu wewnętrznego, w którym przedstawił swoje obawy wobec pojawiających się tu i ówdzie planów stworzenia niewielkich i tanich urządzeń służących tylko do przeglądania sieci. Byłyby one oczywistym zagrożeniem dla rynku komputerów z preinstalowanym systemem Windows.

– Jedną z przerażających możliwości dyskutowanych przez fanów internetu – pisał Gates – jest to, czy powinni zebrać się i stworzyć urządzenie znacznie tańsze niż komputer, które będzie wystarczająco wydajne do przeglądania stron internetowych. Wniosek Gatesa był następujący: należy stawić czoła zagrożeniu, ale bez angażowania dodatkowych środków. – Musimy przenieść tak szybko, jak to możliwe, całą obsługę internetu… do samego systemu Windows 95. Będziemy dążyć do tego, aby producenci OEM [tj. producenci komputerów PC] sprzedawali nasze produkty z preinstalowaną przeglądarka WWW – napisał szef Microsoftu.

Oczywistym celem tych działań było zniszczenie Netscape'a poprzez udostępnienie wszystkim posiadaczom komputerów PC darmowej, wbudowanej przeglądarki Microsoftu i to się udało. Jednak ten ruch prawie zniszczył Microsoft, ponieważ spowodował skierowanie przeciw firmie pozwu antymonopolowego, co prawie doprowadziło do jej rozpadu.

Powtórka z rozrywki?

A teraz przenieśmy się do czasów obecnych. Koncern Meta (dawniej Facebook) cieszy się taką samą globalną dominacją w dziedzinie sieci społecznościowych, jaką miał kiedyś Microsoft na rynku komputerów PC. Jednak wydaje się, że właśnie wchodzi w okres, jeśli nie zagrożenia egzystencjalnego, to i tak bardzo poważnych problemów. Czy próbując sobie z nimi poradzić, wystawi się na niebezpieczeństwo podziału, podobnie do firmy Billa Gatesa w latach 90. XX wieku?

Prawdopodobnie największym zagrożeniem dla dziecka Marka Zukerberga jest chiński TikTok, do którego użytkownicy masowo trafiają z Instagrama. Jednak to tylko jeden z poważnych problemów firmy Meta. Należą do nich jeszcze: decyzja Apple o umożliwieniu użytkownikom iPhone'a wyłączenia śledzenia, co zmniejszyło zdolność Meta do czerpania zysków z reklam; spadek kapitalizacji rynkowej Meta z 1,1 bln USD do 450 mld USD w ciągu 10 miesięcy; spadek zysków i przychodów kwartalnych utrzymujący się drugi kwartał z rzędu; rosnące koszty projektu Metaverse (którego dział sprzętowy stracił w zeszłym kwartale 3 miliardy dolarów); rosnące zainteresowanie regulatorów i rządów praktykami biznesowymi koncernu; nieustanne problemy Facebooka z prywatnością, toksycznymi treściami i dezinformacją. Do tego należy dodać globalną recesję, której słusznie obawia się Mark Zuckerberg.

Wiele z wymienionych kłopotów daje już widoczne objawy. Liczba rekrutowanych przez firmę inżynierów spadła z 10 tys. do 6 tys. osób rocznie. Styl wprowadzania zmian w najważniejszych usługach można uznać za „paniczny”. Dotyczy to przeobrażania Instagrama w platformę krótkich form wideo à la TikTok, czy „stylizowania” Facebooka na serwis dla „osób starszych”, poprzez zaoferowanie użytkownikom dwóch wariantów przekazywania informacji: sterowanego przez algorytm strumienia postów z całego świata i chronologicznej listy treści tworzonych przez „znajomych”. Na skutek nadejścia ciężkich czasów dostało się też pracownikom koncernu. Mark Zuckerberg zarządził oszczędności i odebrał swoim ludziom możliwość prania ubrań na koszt firmy oraz przesunął porę obiadową z godziny 18:00 na 18:30. Jak widać, nie jest lekko u rekina mediów społecznościowych.

Jednak na to, że piętrzą się zagrożenia dla firmy Meta, najbardziej wskazuje lipcowe zaproszenie przez Zuckerberga dyrektorów z całego świata na spotkanie w San Francisco. Wcześniej dostarczono im do przeczytania przemyślenia szefa w postaci 122 slajdów na temat „działań ze zwiększoną intensywnością”. Dokument znacznie przekracza objętością „manifest” Gatesa z roku 1995, który zawierał 5584 słowa, ale czy to świadczy o powadze problemu? A może o błyskotliwym na niego panaceum? O tym, być może, przekonamy się już wkrótce.

Źródło: The Guardian