Czy w Google działają sekty?

Pojawiły się relacje, że w Google pracują członkowie ugrupowań religijnych, którzy próbują wywierać wpływ na pozostałych pracowników oraz politykę koncernu.

Fot. Pixabay

Okazuje się, że nawet w Big Tech do głosu mogą dojść ugrupowania quasi-religijne, które uzyskują wpływy w korporacji i odnoszą z nich korzyści materialne. The New York Times opisał historię pracownika Google, który został zwolniony za to, że próbował sygnalizować problem kierownictwu.

Kevin Lloyd, 34-letni producent wideo, twierdzi, że w 2021 r. został zwolniony po tym, jak poskarżył się przełożonym, że zorganizowana grupa zdominowała jeden z działów firmy. Lloyd oddał sprawę do sądu, ponieważ nie zgadza się z tym, jak potraktował go były pracodawca.

Zobacz również:

  • Gry oraz aplikacje na Androida za darmo! Sprawdź aktualne oferty [27.06.2022]
  • TikTok wypromował nawet nudnego Excela

Grupa, o której mowa, to Wspólnota Przyjaciół (Fellowship of Friends) z siedzibą w maleńkim miasteczku Oregon House u podnóża Sierra Nevada w Kaliforni. Organizacja założyła tam 1200-hektarowy kompleks pełen dzieł sztuki i ozdobnej architektury. W odległości 200 mil od swojej siedziby sekta, która wierzy, że wyższą świadomość można osiągnąć poprzez obcowanie ze sztuką i kulturą, stworzyła przyczółek w firmie Google.

Nawet w luźnej kulturze biurowej giganta zhttps://www.pcworld.pl/news/Google-wybuduje-wlasne-miasteczko-czy-to-juz-przyszlosc,422681.html, która zachęca pracowników do wyrażania własnych poglądów i realizowania swoich projektów, działalność Wspólnoty mogła dziwić. Kevin Lloyd napisał w pozwie sądowym, że aż 12 jej członków i ich bliskich krewnych pracowało dla Google Developer Studio (GDS), które produkuje filmy prezentujące technologie Google.

Wiele innych osób związanych z Fellowship of Friends obsługiwało imprezy firmowe, robiło zdjęcia, zajmowało się oprawą muzyczną imprez, wykonywało masaże i serwowało wino. Zgodnie z treścią pozwu, Google regularnie kupowało wino z winnicy Oregon House, której właścicielem jest członek Wspólnoty.

Lloyd twierdzi, że został zwolniony, ponieważ skarżył się na zbyt duży jego zdaniem wpływ sekty na organizację pracy w GDS. Jego pozew wymienia również Advanced Systems Group, czyli ASG, firmę, która wysłała go do Google jako podwykonawcę. Większość pracowników Google Developer Studio dołączała do zespołu za pośrednictwem tej firmy jako podwykonawcy, w tym wielu członków Wspólnoty.

Kalifornijski sąd rozpatruje pozew Lloyda

Pozew, który Lloyd złożył w kalifornijskim sądzie w sierpniu 2021 r., oskarża Google i ASG o naruszenie kalifornijskiego prawa pracy, które chroni pracowników przed dyskryminacją. Obecnie dokument jest na etapie rozpatrywania.

New York Times potwierdził wiele twierdzeń z pozwu, przeprowadzając wywiady z ośmioma obecnymi i byłymi pracownikami Google oraz sprawdzając publicznie dostępne informacje i inne dokumenty. Obejmowały one listę członków Wspólnoty Przyjaciół, arkusze kalkulacyjne Google z wyszczególnieniem budżetów organizowanych wydarzeń oraz zdjęcia wykonane w ich trakcie.

– Mamy stałe zasady dotyczące pracowników i dostawców, aby zapobiegać dyskryminacji i konfliktom interesów, i traktujemy je poważnie – powiedziała w oświadczeniu rzeczniczka Google Courtenay Mencini.

– Żądanie informacji na temat przynależności religijnej osób, które pracują dla nas lub dla naszych dostawców, jest niezgodne z prawem, ale oczywiście dokładnie przeanalizujemy te zarzuty pod kątem wszelkich nieprawidłowości lub niewłaściwych praktyk kontraktowych. Jeśli znajdziemy dowody na naruszenie zasad, podejmiemy działania – mówi Mencini.

Dave Van Hoy, prezes ASG, poinformował w oświadczeniu, że jego firma wierzy w „zasady otwartości, inkluzywności i równości ludzi wszystkich ras, religii, identyfikacji płciowej, a przede wszystkim braku dyskryminacji”.

– Nadal zaprzeczamy bezpodstawnym zarzutom powoda i spodziewamy się, że wkrótce uzyskamy sprawiedliwość w sądzie – dodaje Van Hoy.

Czym jest Fellowship of Friends?

Założona w 1970 roku przez Roberta Earla Burtona, byłego nauczyciela z San Francisco, Wspólnota Przyjaciół określa się jako grupa „dostępna dla wszystkich zainteresowanych duchowym dziełem przebudzenia”. Ma na całym świecie 1500 członków, z czego od 500 do 600 w okolicach swojej siedziby w Oregon House. Członkowie są zazwyczaj zobowiązani do przekazywania organizacji 10% swoich miesięcznych zarobków.

Pan Burton oparł swoje nauki na Czwartej Drodze, filozofii opracowanej na początku XX wieku przez pewnego grecko-ormiańskiego filozofa i jednego z jego uczniów. Wierzyli oni, że podczas gdy większość ludzi przechodzi przez życie w stanie „snu na jawie”, możliwa jest wyższa świadomość. Odwołując się do tego, co określił jako odwiedziny anielskich wcieleń postaci historycznych, takich jak Leonardo da Vinci, Johann Sebastian Bach i Walt Whitman, Burton nauczał, że prawdziwą świadomość można osiągnąć poprzez kontakt ze sztukami pięknymi.

W siedzibie organizacji nazwanej „Apollo” Wspólnota wystawiała opery, sztuki teatralne i balety; prowadziła uznaną przez krytyków winnicę oraz zebrała dzieła sztuki z całego świata, w tym chińskie antyki, o wartości ponad 11 milionów dolarów.

Kłopoty kreatorów nowej cywilizacji

– Członkowie Fellowship of Friends uważają, że aby osiągnąć oświecenie, należy przeżywać, jak najwięcej tak zwanych wyższych doznań, czyli tego, co Robert Burton uważał za najwspanialsze w życiu – mówi Jennings Brown, dziennikarz, który niedawno wyprodukował podcast o Wspólnocie zatytułowany „Revelations”.

– Burton opisał Apollo jako zalążek nowej cywilizacji, która wyłoni się po globalnej apokalipsie – mówi Brown.

Grupa znalazła się pod ostrzałem w 1984 roku, kiedy jej były członek wniósł pozew o 2,75 miliona dolarów, twierdząc, że młodzi mężczyźni, którzy dołączyli do organizacji, „zostali siłą i bezprawnie uwiedzeni seksualnie przez Burtona”. W 1996 roku inny były członek wniósł pozew, w którym oskarżył Burtona o niewłaściwe zachowania seksualne. Oba pozwy zostały rozstrzygnięte pozasądowo.

W tym samym roku Wspólnota sprzedała na aukcji swoją kolekcję chińskich antyków. W 2015 roku, po odejściu z organizacji głównego winiarza, winiarnia Fellowships of Friends zaprzestała produkcji. Jej prezes, Greg Holman, odmówił wypowiedzi dla NYT.

Wpływy Wspólnoty w Google

Google Developer Studio jest prowadzone przez Petera Lubbersa, wieloletniego członka Wspólnoty Przyjaciół. Katalog stypendialny z lipca 2019 r., zdobyty przez NYT, wymienia go jako członka. Byli członkowie potwierdzają, że dołączył do stypendium po przeprowadzce do Stanów Zjednoczonych z Holandii.

Lubbers jest w Google dyrektorem, która to funkcja zwykle jest niższym szczeblem niż wiceprezes. Niemniej dyrektor otrzymuje wynagrodzenie w postaci wyższych sześciocyfrowych sum lub niższych siedmiocyfrowych.

Wcześniej Lubbers pracował dla firmy rekrutacyjnej Kelly Services. M. Catherine Jones, prawniczka pana Lloyda, wygrała w 2008 r. proces przeciwko Kelly Services w imieniu Lynn Noyes, która twierdziła, że firma nie awansowała jej, ponieważ nie była członkiem Wspólnoty. Kalifornijski sąd przyznał pani Noyes odszkodowanie w wysokości 6,5 miliona dolarów.

Pani Noyes powiedziała w wywiadzie, że Lubbers był jednym z wielu członków Fellowship of Friends z Holandii, którzy pracowali dla Kelly Services na przełomie lat 90. i 2000.

Według profilu na LinkedIn, Lubbers pracował w Kelly Services jako programista. Później przeszedł do Oracle, a w 2012 r. dołączył do zespołu w Google, który promował technologię koncernu wśród zewnętrznych programistów. W 2014 roku Lubbers pomógł stworzyć GDS, który produkował filmy promujące narzędzia programistyczne.

Pod rządami Petera Lubbersa w firmie pojawiło się kilku innych członków Wspólnoty, w tym producent wideo o nazwisku Gabe Pannell. Zdjęcie z 2015 r. zamieszczone w internecie przez ojca Pannella przedstawia Lubbersa i Pannella z panem Burtonem, znanym jako „Nauczyciel” lub „Nasz ukochany nauczyciel”. Na innym zdjęciu widnieje sam Pannell, a podpis głosi, że jest to „nowy uczeń”.

Erik Johanson, starszy producent wideo, który w 2015 roku rozpoczął pracę dla Google Developer Studio za pośrednictwem ASG, potwierdza tezy zawarte w pozwie Lloyda. Mówi, że kierownictwo zespołu nadużyło systemu zatrudniania, który przyjmował pracowników jako podwykonawców.

– GDS był w stanie bardzo szybko realizować swoje projekty, ponieważ mógł zatrudniać ludzi z większą swobodą i przy znacznie mniej rygorystycznym procesie onboardingu, niż gdyby byli oni zatrudniani na umowę o pracę – powiedział Johanson.

– Dzięki temu nikt nie zwrócił uwagi na to, że te wszystkie osoby pochodzą z Oregon House.

Kevin Lloyd opowiada, że po złożeniu podania o pracę dwukrotnie rozmawiał z Pannellem, a gdy w 2017 r. dołączył do 25-osobowego zespołu produkcji wideo w GDS, również jemu składał raporty. Wkrótce zauważył, że prawie połowę tego zespołu sprowadzono z Oregon House.

Google zapłaciło za zainstalowanie najnowocześniejszego systemu dźwiękowego w domu jednego z członków Wspólnoty w Oregon House, który był projektantem dźwięku w GDS. W odpowiedzi na ten zarzut Peter Lubbers stwierdził, że zainstalowany sprzęt jest stary i był przeznaczony do utylizacji.

Córka dźwiękowca pracowała również dla zespołu jako scenograf. Do obsługi wydarzeń Google zatrudniono dodatkowych członków grupy z Oregon House i ich krewnych, w tym fotografa, masażystę, a także żonę Lubbersa oraz jego syna, który pracował jako DJ na imprezach firmowych.

Z pozwu Kevina Lloyda wynika, że Google często serwował na eventach wino z Grant Marie, winnicy w Oregon House, prowadzonej przez członka Wspólnoty. Osoba, która przekazała tę informację, nie zgodziła się ujawnić swoich danych z obawy przed zemstą.

Peter Lubbers mówi o swoim spojrzeniu na sprawę Lloyda

– Moje osobiste przekonania religijne to głęboko zakorzeniona, prywatna sprawa – powiedział redakcji NYT Peter Lubbers.

– Przez wszystkie lata w branży technologicznej nigdy nie odgrywały one żadnej roli podczas zatrudniania ludzi. Pozyskując pracowników, zawsze starałem się dopasować umiejętności danej osoby do potrzeb firmy – dodał.

Lubbers twierdzi, że to ASG, a nie Google, zatrudniało podwykonawców do zespołu GDS, dodając, że nie miał żadnych problemów z „zachęcaniem ludzi do ubiegania się o te stanowiska”. Mówi też, że w ostatnich latach zespół rozrósł się do ponad 250 osób, w tym pracowników zatrudnionych w niepełnym wymiarze godzin.

The New York Times rozmawia z Gabem Pannellem

Gabe Pannell mówi w rozmowie telefonicznej z NYT, że zespół wybierał pracowników z „kręgu zaufanych przyjaciół i rodzin należących do środowisk o wysokich kwalifikacjach”, w tym z grupy absolwentów Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley.

W pozwie Lloyda można przeczytać, że w latach 2017 i 2018 Pannell uczestniczył w sesjach wideo w stanie nietrzeźwym i od czasu do czasu, gdy był niezadowolony z występu, rzucał w prezentera przedmiotami. Gabe Pannell powiedział dziennikowi NYT, że nie pamięta tych incydentów i że nie brzmi to, jak coś, co mógłby zrobić. Jednocześnie przyznał, że miał problemy z alkoholem i szukał pomocy.

Według pozwu, po siedmiu miesiącach pracy w GDS, Pannell został zatrudniony na pełen etat. Awansowano go później na starszego producenta, a następnie na producenta wykonawczego, co było potwierdzone w jego profilu na LinkedIn, który został niestety usunięty.

Kevin Lloyd twierdzi, że zgłaszał problem do menedżera zespołu, jednak ten wielokrotnie mu odpowiadał, żeby nie drążył tej sprawy, ponieważ Lubbers jest potężną postacią w Google i Lloyd może stracić pracę. Lloyd mówi, że został zwolniony w lutym 2021 roku bez podania powodu. Lubbers i Pannell twierdzą, że Lloyda zwolniono za problemy z wydajnością.

Prawniczka Lloyda Catherine Jones argumentuje, że relacje Google z ASG umożliwiały członkom Wspólnoty z Oregon House dołączanie do firmy bez odpowiedniej weryfikacji.

– To jedna z metod, jakie grupa Fellowship of Friends stosowała w przypadku Kelly Services – mówi Jones – Kandydaci byli zatrudniani w firmie bez normalnej kontroli.

Czego chce Kevin Lloyd?

Kevin Lloyd domaga się od Google odszkodowania za bezprawne rozwiązanie umowy, działania odwetowe, dopuszczanie do dyskryminacji i celowe wywołanie niepokoju emocjonalnego.

Mówi, że nie zgadza się z faworyzowaniem przez Google członków sekty z Oregon House i wspierania tej grupy poprzez intensywne kontakty biznesowe. Twierdzi też, że czuł się w obowiązku, żeby zareagować na nieprawidłowości, których był świadkiem. Uważa, że gdyby tego nie zrobił, również na niego spadłaby odpowiedzialność.

Źródło: The New York Times