Dalsza minimalizacja ramek w smartfonach nie ma sensu

Producenci dążą do zaoferowania jak najmniejszego urządzenia z jak największym wyświetlaczem. To niezbyt wygodne rozwiązanie.


Bitwa o minimalizację ramek w smartfonach posuwa się już nieco za daleko. Samsung, Huawei, OnePlus i wiele innych producentów przystąpiło do walki o zaoferowania całkowicie bez ramkowego urządzenia. Na początku zastosowano wycięcia w ekranie, aby umieścić wszystkie niezbędne z przodu czujniki.

Źródło: pcworld

Źródło: pcworld

Kolejnym krokiem było przeniesienie czytnika linii papilarnych na plecki lub ramkę boczną. Apple poszło o krok dalej i całkowicie usunęło Touch ID z iPhone'a X w 2017 roku oferując w zamian system oparty na kamerze 3D, która skanuje twarz. Całość nazwano Face ID, a technologia ta do dziś nie ma realnego konkurenta. Reszta producentów postanowiła zabrać się za usunięcie kamery z przedniego panelu umieszczając ją w ekranie/pod nim lub w wysuwanym module, który otwierany jest w miarę potrzeby. Rozwiązanie takie posiada między innymi Oppo Reno i Xiaomi Mi 9T oraz OnePlus 7 Pro.

Samsunga postanowił umieścić czytnik linii papilarnych w ekranie. Rozwiązanie to stosowane jest również przez Xiaomi oraz OnePlus i Huawei.

Wszystkie te zabiegi sprawiają, że urządzenie posiadają coraz większe ekrany przy zachowaniu takich samych rozmiarów zewnętrznych, a ramki są praktycznie niewidoczne.

Musimy przyznać, że ekrany bez ramek oraz zagięte wyświetlacze robią ogromne wrażenie na wszelkiego rodzaju renderach i zdjęciach prasowych, ale producenci chyba zatracili nieco rozsądku. Wszystkie zabiegi mające na celu upchnięcie wyświetlacza do małej obudowy powodują, że urządzenia stają się niewygodne w użyciu, a przede wszystkim są bardziej podatne na uszkodzenia. Wzrasta również cena, ponieważ proces produkcji staje się coraz bardziej skomplikowany.

Mniejsze ramki = Większy problem

Marzeniem każdego producenta smartfonów jest zaoferowanie w pełni bez ramkowego urządzenia, gdzie wyświetlacz zajmował będzie powyżej 95 procent panelu przedniego. W sieci nie brakuje zdjęć koncepcyjnych takich urządzeń, ale jeszcze żadnemu producentowi nie udało się wprowadzić takiego urządzenia do sprzedaży. W tej chwili nieistotne są już koszty związane z projektowaniem i produkcją. Liczy się tylko fakt bycia pierwszym producentem, który wyprodukuje smartfon, którego ekran w 100 procentach wypełni przedni panel.

Zakrzywione wyświetlacze, w których produkcji pionierem jest Samsung (Galaxy Note Edge zadebiutował w 2015 roku) są ładne, ale niezbyt użyteczne. Załamanie się szkła na krawędziach powoduje odbijanie się światła, a na dodatek cała konstrukcja staje się bardziej podatna na wszelkiego rodzaju uszkodzenia.

W przypadku koreańskiego producenta walka o jak największy ekran w jak najmniejszej obudowie spowodowała przeniesienie czytnika linii papilarnych oraz eliminację głośników stereo i skanera tęczówki oka, na którego w Galaxy S10 nie było miejsca. Duży ekran w małej obudowie zajmuje sporo miejsca dlatego nowe smartfony posiadają niezbyt pojemne akumulatory, które szybko rozładowują się właśnie przez gigantyczne ekrany.

Źródło: pcworld

Źródło: pcworld

Teraz czas na przednie kamerki, których jakość może w najbliższym czasie ucierpieć. Oppo zaprezentowało już kamerę, która umieszczona została po ekranem. Niestety rozwiązanie to posiada słabszą jakość, niż zwykłe obiektywy umieszczone w ekranie lub nad nim.

Pogoń za innowacyjnością i coraz lepszym wyglądem powoduje, że nowe smartfony stają się mniej funkcjonalne i bardziej uciążliwe w użytkowaniu. Bez ramkowe urządzenia trudniej trzyma się w ręce, a zachodzący na ramki ekran samoczynnie potrafi się aktywować.

Najbliżej kompromisu pomiędzy wyglądem, a funkcjonalnością jest w chwili obecnej Apple z iPhone'm Xs. Samsung w przypadku urządzeń z serii Galaxy S8/S9 również znalazł kompromis, dzięki któremu urządzenia te oferowały spore ekrany, skaner tęczówki oka i fizyczny przycisk Home w ekranie. Niestety w przypadku Galaxy S10 znacząco zredukowano ramki okalające ekran oraz usunięto skaner tęczówki oka. Przez te zmiany najnowszy smartfon jest trudniejszy w użyciu, a czytnik linii papilarnych umieszczony w ekranie mniej dokładny od tego zastosowanego w poprzedniku.

Problem z biometrią

Podczas projektowania nowych urządzeń producenci napotkali spory problem. Użytkownicy przyzwyczaili się już do odblokowywania za pomocą biometrii. W przypadku Androida podstawowym sposobem na odblokowanie urządzenia jest czytnik linii papilarnych. Apple jest o krok dalej i oferuje skaner twarzy Face ID. W świecie Androida nie ma jeszcze odpowiednika tej technologii. Z tego właśnie powodu producenci musieli umieścić czytnik linii papilarnych w ekranie. Przetestowaliśmy wiele flagowych urządzeń korzystających z tego rozwiązania i w każdym z nich rozwiązanie to działa zauważalnie gorzej od fizycznego czytnika linii papilarnych umieszczonego na pleckach lub z boku.

Źródło: pcworld

Źródło: pcworld

Pomijając sam komfort użytkowania i problem ze znalezieniem miejsca, w którym umieszczono czytnik linii papilarnych często trzeba kilkukrotnie kłaść palec na skanerze, aby telefon się odblokował.

Rozwój technologii umieszczania czytników linii papilarnych w ekranie (niedługo na rynku pojawią się tańsze telefony z ekranami IPS i czytnikami w ekranie) oznacza, że producenci nie są w stanie opracować technologii, która mogła by konkurować z Face ID od Apple dostępnej na rynku od blisko dwóch lat.

Szkoda, że giganci technologiczni w pogodni za coraz mniejszymi ramkami godzą się na kompromisy w kwestii jakości zabezpieczeń biometrycznych.

Nie wiemy dlaczego producenci cały czas prześcigają się w produkcji urządzeń z coraz mniejszymi ramkami. Rynek nie raz pokazał już, że urządzenia z większymi, ale nadal niewielkimi ramkami mogą świetnie się sprzedawać. Przykładem jest chociażby iPhone Xr, którego ekran zajmuje 79 procent panelu przedniego oraz najtańszy tegoroczny flagowiec Samsunga - Galaxy S10e. Urządzenia te są znacznie bardziej funkcjonalne i odporne na uszkodzenia od flagowych modeli.

Źródło: pcworld

Źródło: pcworld

Google szykuje rozwiązanie naszych problemów?

Pixel 4 może być jednym z najbardziej intrygujących smartfonów tego roku. W zeszłym tygodniu Google ujawniło jedną z największych nowości tegorocznego smartfona. Ramka nad ekranem będzie nieco większa, niż w przypadku konkurencyjnych urządzeń, ale Google umieściło w niej zupełnie nowy system rozpoznawania twarzy, który pozwoli również na obsługę telefonu za pomocą gestów.

Nowe rozwiązanie od Google nazywa się Motion Sense. Wykorzystuje ono kamery, czujniki oraz radar, aby umożliwić wykonywanie codziennych czynności takich, jak wyciszanie przychodzącego połączenia lub zmiana piosenki bez konieczności dotykania telefonu. Podobne rozwiązanie zaprezentowało LG w swoim flagowym modelu G8 ThinQ oraz G8s ThinQ. Nie wiemy jeszcze, jak dokładnie działać będzie całe rozwiązanie, ale w chwili obecnej Google jest jednym z niewielu producentów, którzy najpierw zastanawiają się nad funkcjami i funkcjonalnością urządzenia, a dopiero później starają się umieścić wszystkie podzespoły w jak najładniejszej obudowie.

Źródło: pcworld

Źródło: pcworld

Po uruchomieniu Google Pixel 3a oraz przeciekach dotyczących Pixel'a 4, który zadebiutuje już niedługo możemy stwierdzić, że posiadanie "przestarzałego" designu z ramkami jest świadomą decyzją. Dzięki temu nadchodzący smartfon może być jednym z ciekawszych urządzeń tego roku, ponieważ zamiast walki o kolejne ułamki centymetra Google stara się wprowadzić nową technologię, która być może będzie w stanie nawiązać walkę z Face ID od Apple.